Sukces 20-letniego Polaka, pierwsze historyczne podium. Chce iść w ślady Kubicy
Kacper Sztuka ma za sobą najlepszy weekend tego sezonu. 20-letni kierowca wywalczył historyczne podium dla zespołu Tecnicar by Amtog w serii Eurocup-3. Jednym z największych sukcesów w jego karierze pozostaje mistrzostwo włoskiej Formuły 4, które - jak sam przyznaje - było dla niego niezwykle ważną lekcją. - Od początku wiedziałem, że w tym sporcie nie ma przyjaciół - są tylko ludzie, z którymi każdy chce wygrać - wyznał. Kacper choć na torze ściga się z prędkościami sięgającymi nawet 260 km/h, niewiele brakowało, aby nie zdał egzaminu na prawo jazdy, o czym opowiedział nam w rozmowie.

Natalia Kapustka, Interia Sport: Rozmawiamy po twoim bardzo udanym weekendzie - wywalczyłeś pierwsze podium w tym sezonie. Jakie emocje przeważały po tym sukcesie: radość czy bardziej ulga?
Kacper Sztuka, polski kierowca wyścigowy: Myślę, że jedno i drugie. To był bardzo szczęśliwy czas dla całego naszego zespołu. Na początku sezonu byliśmy w trudnej sytuacji - musieliśmy gonić rywali i niestety zaczynaliśmy od dalszych lokat. Zdarzało się, że byliśmy nawet w trzeciej dziesiątce stawki. Później wykonaliśmy ogrom pracy. Choć nie udało się zdobyć punktów w Winter Series, były długie dni na torze, długie noce, mnóstwo symulacji i treningów. Robiliśmy wszystko, żeby poprawić samochód i sprawić, by wszystko zaczęło funkcjonować tak, jak powinno. Na pierwszą rundę sezonu jechaliśmy z dużą niewiadomą, ale już w inauguracyjnym wyścigu zdobyliśmy punkty, co dało nam ogromną motywację.
Później było już tylko lepiej - przyszło miejsce w czołowej piątce w Portimao, a zwieńczeniem tej pracy było podium na Imoli, na które długo czekaliśmy. Warto też pamiętać, że w Eurocup-3 chętnych zespołów było więcej niż dostępnych miejsc. Każdy musi udowodnić, że zasługuje na starty w tej serii. Tym bardziej cieszę się z sukcesu naszego zespołu, bo to dla wszystkich ogromna ulga i potwierdzenie, że jesteśmy we właściwym miejscu. To był sukces całej ekipy.
Kacper Sztuka z ważnym osiągnięciem. Pierwsze podium w sezonie
Z twojej perspektywy, co podczas tego weekendu zagrało najlepiej?
- Na pewno pomogła mi znajomość toru. Byłem na Imoli już wiele razy, a część zawodników nigdy wcześniej tam nie jeździła, więc to był nasz atut. Ogólnie wskazałbym jednak na samochód, jego ustawienia i przygotowanie są coraz lepsze z rundy na rundę. Co ważne, uczymy się na każdej rundzie i wszystkie wnioski, które wyciągamy, staramy się jak najlepiej wdrażać przed kolejnymi startami. W tym sezonie naprawdę nam się to udaje i z wyścigu na wyścig jesteśmy coraz mocniejsi. Na Imoli wprowadziliśmy kolejne poprawki, które wypracowaliśmy podczas testów i sprawdziliśmy wcześniej na symulatorze. Zaczęliśmy z dobrego poziomu, a później wprowadzaliśmy już tylko drobne korekty. To wszystko bardzo dobrze zadziałało i sprawiło, że mieliśmy tempo pozwalające walczyć z najlepszymi.
Jak od kuchni wygląda jazda bolidem Eurocup-3? Mam na myśli zarówno prędkość, jak i warunki, z którymi musicie mierzyć się w kokpicie.
Tak, jest bardzo ciepło. Szczególnie odczuliśmy to na Imoli, gdzie było bardzo wilgotno. W trakcie wyścigu jesteśmy w stanie stracić nawet kilogram masy ciała, więc jest to naprawdę ogromny wysiłek fizyczny. Samochód osiąga prędkość około 260–270 km/h, ale jeszcze ważniejsze jest to, jak szybki jest w zakrętach. W niektórych z nich jest nawet szybszy niż bolidy Formuły 3 czy Formuły 2, ponieważ jest bardzo lekki. Do tego dochodzą duże przeciążenia oraz spory opór kierownicy, dlatego jest to bardzo wymagający fizycznie sport
- Młodsi kierowcy, którzy dopiero trafiają do Eurocup-3, często mają problem z wytrzymaniem całego dystansu wyścigu. Nawet jeśli dojadą do mety, to pod koniec nie są już w stanie jechać na sto procent swoich możliwości, bo są po prostu bardzo zmęczeni. Dlatego, choć niektórym może się wydawać, że to nie jest wymagający sport, w rzeczywistości wymaga bardzo dobrego przygotowania fizycznego.
Siłownia jest więc nieodłącznym elementem przygotowań?
- Tak. Kierowcy wyścigowi spędzają bardzo dużo czasu zarówno na siłowni, jak i na symulatorze. To dwa główne filary naszego przygotowania. Ja uważam jednak, że siłownia jest nawet ważniejsza od symulatora, mimo że ten w ostatnich latach bardzo się rozwinął. Przekonałem się na własnej skórze, że przygotowanie fizyczne ma ogromny wpływ na formę kierowcy podczas weekendu wyścigowego, ale też w trakcie całego sezonu, zwłaszcza gdy wyścigi odbywają się tydzień po tygodniu.
Bardzo ważna jest nie tylko siła, ale również wytrzymałość, żeby fizycznie wytrzymać wszystkie treningi, kwalifikacje i wyścigi. Dlatego dużo czasu spędzamy na siłowni z trenerami, dbamy o odpowiednią dietę, a także pilnujemy masy ciała. Każdy dodatkowy kilogram to strata, dlatego utrzymanie odpowiedniej wagi jest bardzo istotne.
Polak podbił włoską Formułę 4. "W tym sporcie nie ma przyjaciół"
Patrząc na twoją karierę, widać, jak ważny był proces rozwoju. W Formule 4 początki również nie należały do najłatwiejszych, a później przyszła seria sześciu zwycięstw z rzędu i mistrzowski tytuł. Z dzisiejszej perspektywy uważasz, że właśnie Formuła 4 była dla ciebie największą lekcją?
- Zdecydowanie. Myślę, że dla każdego kierowcy Formuła 4 jest największą lekcją. To właśnie wtedy przechodzimy z kartingu do wyścigów samochodowych i większość zawodników ma na początku spore trudności. To zupełnie inne środowisko i inna filozofia jazdy. Trzeba też pamiętać, że zanim trafimy do Formuły 4, spędzamy w kartingu osiem, dziewięć, a często nawet dziesięć lat. Nasze kariery tak naprawdę zaczynają się dużo wcześniej, tylko kibice dowiadują się o nas dopiero wtedy, gdy wchodzimy do Formuły 4 albo nawet później.
W moim przypadku droga od końca stawki do mistrzostwa Włoch Formuły 4 w ciągu trzech lat była ogromnym osiągnięciem. To właśnie ten sukces był głównym punktem zwrotnym w mojej karierze i otworzył mi drzwi do Formuły 3. Było to pierwsze mistrzostwo, które wygrałem i o którym zrobiło się naprawdę głośno. Taki sukces daje kierowcy bardzo dużo pewności siebie.
Ta zmiana pozycji w stawce wiązała się też z większą presją? Po serii sześciu zwycięstw z rzędu rywale i całe środowisko chyba zaczęli patrzeć na ciebie zupełnie inaczej.
Tak, oczywiście. Po serii zwycięstw, gdy wchodziłem do padoku, ludzie patrzyli na mnie już inaczej. Natomiast od początku wiedziałem, że w tym sporcie nie ma przyjaciół - są tylko ludzie, z którymi każdy chce wygrać. Mimo to rywalizacja zawsze przebiegała w zdrowej atmosferze. Nawet gdy dominowałem we włoskiej Formule 4, nie było żadnych niepotrzebnych napięć i utrzymywałem dobre relacje z innymi kierowcami
- Oczywiście szefowie zespołów, z którymi rywalizowaliśmy, nie byli zadowoleni, że wygrywałem z ich zawodnikami. Z drugiej strony wiedzieli jednak, że w przyszłości mogę trafić do ich zespołu - czy to w Formule Regionalnej, czy później w Formule 3. W tamtym okresie zaczęły się więc pierwsze rozmowy i planowanie kolejnego sezonu.
Zdobycie mistrzostwa nie zawsze oznacza, że później wszystko idzie już z górki. W twoim przypadku po tytule przyszła Formuła 3, a później Eurocup-3. Czy dla ciebie był to moment z kategorii "wszystko albo nic"?
- Jeśli chodzi o przejście z włoskiej Formuły 4 do Formuły 3, to z perspektywy czasu uważam, że był to zbyt szybki krok. W sytuacji, gdy zawodnik nie ma odpowiedniej liczby testów i nie jest w stanie dobrze przygotować się do sezonu, wejście na ten poziom było po prostu za wczesne. Później, pod koniec 2024 roku, nie udało nam się znaleźć budżetu na starty w Formule 3 ani w Formule 2. Dostaliśmy natomiast bardzo dobrą ofertę z Eurocup-3 od Campos Racing, czyli aktualnych mistrzów serii. Tak naprawdę nie mieliśmy wielu innych możliwości, jeśli chcieliśmy pozostać w wyścigach. Oczywiście można powiedzieć, że był to lekki krok wstecz, ale dziś uważam, że to była dobra decyzja. Ten sezon bardzo dużo mnie nauczył - zarówno jako kierowcę, jak i człowieka. Mam poczucie, że to, co się wydarzyło, nie było przypadkiem i miało swój głębszy sens.
Paradoksalnie więc, mimo tego pozornego kroku w tył, czujesz, że dziś jesteś bliżej Formuły 1 niż rok temu?
- Zdecydowanie. Dziś jestem bliżej niż w 2024 roku, bo udało mi się odbudować swoją reputację i pokazać, że nadal jestem w stanie rywalizować z najlepszymi. Ponownie wygrywam z kierowcami należącymi do akademii zespołów Formuły 1, tak jak miało to miejsce w 2023 roku. Myślę, że był to rok odbudowy mojego nazwiska i pozycji w świecie motorsportu.
Można chyba powiedzieć, że niepewność to słowo, które najlepiej opisuje Motorsport?
- Tak, to chyba najtrudniejsza część tego sportu. Nawet jeśli ma się wyniki, jest się szybkim i daje z siebie wszystko, to bez odpowiedniego budżetu albo wolnego miejsca w zespole nie da się zrobić kolejnego kroku. Może się zdarzyć, że zawodnik wygra wszystko, co jest do wygrania, a mimo to na koniec sezonu nie znajdzie dla siebie miejsca. Takie są realia motorsportu.
Młodzi Polacy chcą iść śladami Kubicy. To największa przeszkoda w Polsce
Polskich kierowców, którzy różnymi drogami próbują dostać się do Formuły 1, nie ma wielu. Myślę tu m.in. o tobie, Tymku Kucharczyku czy Maćku Gładyszu. Jak to wygląda od środka? Bardziej się wspieracie i kibicujecie sobie nawzajem, czy jednak w pewnym sensie jesteście dla siebie konkurencją?
Z Tymkiem znamy się od czwartego roku życia. Urodziliśmy się w tym samym szpitalu, a swoją przygodę ze ściganiem zaczęliśmy tego samego dnia na kartach halowych. Tak naprawdę całe nasze wyścigowe życie spędziliśmy razem, więc w jego przypadku zawsze mocno mu kibicuję, bo to mój dobry kolega
- Jeśli chodzi o pozostałych polskich kierowców, to szczerze mówiąc bardzo fajnie jest pojechać na drugi koniec świata i spotkać na torze rodaka. Zawsze cieszy mnie, gdy Polak wygrywa. Oczywiście można powiedzieć, że jest między nami pewna rywalizacja, zwłaszcza jeśli chodzi o sponsorów, bo często wydaje się, że walczymy o te same środki. Z czasem jednak przekonałem się, że to tak nie działa. Sponsorzy nie podejmują decyzji na podstawie jednego wyścigu czy jednego wyniku. Nie wiem, jak inni kierowcy do tego podchodzą, ale ja zawsze kibicuję Polakom. Jestem dumny, gdy słyszę Mazurka Dąbrowskiego na podium, nawet jeśli nie jest grany z mojego powodu.
Zadam teraz trochę retoryczne pytanie. Czego najbardziej brakuje dziś młodym kierowcom w Polsce?
- Budżetu, budżetu i jeszcze raz budżetu. Niestety to temat, który przewija się praktycznie w każdej rozmowie o rozwoju kierowców i drodze do Formuły 1. Czasami mam wręcz wrażenie, że wywiady z kierowcami zamieniają się w rozmowy biznesowe, bo cały czas mówimy o pieniądzach i sponsorach. To przykre, ale mam nadzieję, że działania, które podejmujemy wspólnie z wpływowymi osobami w Polsce, pomogą nie tylko kierowcom, ale też innym sportowcom. Liczę na to, że uda się stworzyć bardziej usystematyzowany program wsparcia dla polskich sportowców. Jeśli uda się zrealizować to, o czym rozmawialiśmy podczas spotkań, może to być początek realnych zmian i dobry kierunek dla rozwoju polskiego sportu.
Czy sport od początku był dla ciebie oczywistą drogą, czy rozważałeś też zupełnie inne zajęcia?
- W moim życiu przewinęło się naprawdę wiele sportów. Znajomi śmieją się nawet, że nieważne, jakiego sportu próbują, ja zawsze odpowiadam, że już go trenowałem. Tych dyscyplin było naprawdę sporo. Wyścigi od zawsze wymagały dobrego przygotowania fizycznego, dlatego rodzice bardzo wspierali wszelkie aktywności sportowe. Jestem przekonany, że gdybym nie został kierowcą wyścigowym, to i tak byłbym sportowcem. Po prostu lubię aktywnie spędzać czas.
A gdybyś miał wskazać jedną dyscyplinę poza wyścigami, którą dziś uprawiasz najchętniej?
- Jest ich naprawdę wiele, ale obecnie najczęściej gram w golfa. To zresztą sport bardzo popularny wśród kierowców wyścigowych. Poza tym lubię chodzić po górach, pływać i grać w tenisa. Dobrze jest czasem oderwać się od wyścigów. Po godzinach spędzonych na siłowni i symulatorze warto zrobić coś zupełnie innego - zarówno dla głowy, jak i dla ciała. Między wyścigami mamy czasem tydzień przerwy, więc nie da się cały czas tylko trenować. Golf czy inne spokojniejsze aktywności pozwalają mi się zresetować i odpocząć.
Sztuka wspomina egzamin na prawo jazdy. "Egzaminator nie wiedział, że jestem kierowcą wyścigowym"
Słuchając twoich różnych wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że masz ogromną wiedzę o motorsporcie - nie tylko o tym, co obecne, ale też o historii czy technicznych aspektach. Potrafisz więc czasem całkowicie odciąć się od wyścigów?
- Osobiście poświęciłem bardzo dużo czasu na poznawanie historii wyścigów i technologii samochodów, którymi się ścigałem, a także tych, którymi być może będę jeździł w przyszłości. Rozmawiałem też z wieloma doświadczonymi osobami, które wiele widziały i mają ogromną wiedzę. Myślę, że warto jak najwięcej dowiadywać się o tym, czym się zajmuje. Jednocześnie potrafię w stu procentach wyłączyć się i zapomnieć o tym, że jestem kierowcą wyścigowym. To jest dla mnie bardzo ważne, żeby zresetować głowę i odpocząć między wyścigami.
Zauważyłem, że kiedy skupiam się na innych rzeczach, często wychodzi mi to na dobre. Gdy za dużo analizuję i cały czas myślę o wyścigach, trudniej się zregenerować, a dodatkowo nakładam na siebie niepotrzebną presję. Dziś jestem już na takim etapie kariery, że wiem wystarczająco dużo i mogę poświęcić więcej czasu na odpoczynek, żeby przyjeżdżać na kolejne wyścigi z czystą głową.
Na koniec muszę zapytać o pewną historię - jak się stało, że kierowca wyścigowy był o włos od niezdania egzaminu na prawo jazdy?
Sam do końca nie wiem (śmiech). Wydawało mi się, że jadę wystarczająco dynamicznie. Myślę, że duży wpływ miał na to mój instruktor, który był bardzo spokojnym kierowcą. Wiedział, że ścigam się zawodowo, dlatego od początku uczulał mnie, żebym jechał bardzo spokojnie. Okazało się jednak, że trochę z tym przesadziliśmy i jechałem po prostu zbyt wolno. Egzaminator nie wiedział, że jestem kierowcą wyścigowym, więc oceniał mnie jak każdego innego kursanta. Po egzaminie zapewniłem go jednak, że na drodze na pewno nie będę zbyt wolnym kierowcą i o dynamikę mojej jazdy może być spokojny














