Polak szaleje w USA. "Nie chcę być przeciętny, chcę robić wrażenie"
- Formuła 1 jest marzeniem i odległym celem. Jest czymś, co za wszelką cenę chcę osiągnąć, ale też staram się być realistą. Nie chcę być przeciętny. Chcę za każdym razem, kiedy wchodzę do bolidu, być po prostu błyskotliwym kierowcą i robić wrażenie - powiedział Tymoteusz "Tymek" Kucharczyk, pierwszy Polak w Indy NXT, w rozmowie z Interia Sport. On od lat jest uznawany za wielki polski talent w świecie motosportu. I na koncie ma już kilka sukcesów, ale dopiero teraz wyniki 20-latka zaczynają się przebijać do opinii publicznej. To jednak nie dziwi, bo Polak w USA robi prawdziwą furorę w Indy NXT. Już samo przejście do tej serii wyścigów było przełomowym krokiem dla niego.

Po 10 z 17 wyścigów Tymek Kucharczyk, który jeździ w zespole HMD Motorsports, jest wiceliderem klasyfikacji generalnej Indy NXT i będzie walczył o końcowy triumf, który mógłby mu otworzyć wiele drzwi w świecie motosportu. Polak do lidera cyklu Amerykanina Nikity Johnsona traci zaledwie sześć punktów.
Kucharczyk jest kierowcą, który najczęściej w tym sezonie staje na podium. Na koncie ma sześć miejsc w trójce. Historyczna była jego wygrana w Indianapolis. Szerokim echem odbiło się jednak to, czego 20-latek dokonał na "królewskim" torze Road America. Tam Kucharczyk startował z 16. pola startowego, a wyścig ukończył na trzeciej pozycji. Po zakończeniu rywalizacji była jeszcze dyskwalifikacja dla zawodnika z podium i Polak przesunął się na drugą lokatę. Kucharczyk notował najlepsze czasy w każdym sektorze i miał też najlepszy czas okrążenia. Pokazał niebywałe umiejętności i niektórzy zaczęli go porównywać stylem jazdy do słynnego Ayrtona Senny. Świat motosportu był pod wrażeniem Polaka, pisząc o jego występie "oszałamiające tempo", "fajerwerki Kucharczyka".
Chce zostać drugim po Kubicy Polakiem w F1. Teraz odniósł kolejny sukces
Tymoteusz Kucharczyk: bardzo dorosłem i dojrzałem
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Od wielu lat mówi się o tobie jako o wielkim talencie. Teraz w końcu pokazujesz to na torze. Wygląda na to, że nadchodzi twój czas, bo w Indy NXT prezentujesz się wybornie. W debiucie w tej serii walczysz o końcowy triumf.
Tymoteusz "Tymek" Kucharczyk, pierwszy polski kierowca Indy NXT: - Naprawdę świetnie to wygląda. Jak mam być szczery, to sam jestem zdziwiony tym, jak to się wszystko poukładało od początku sezonu i tym, że jestem w tak dobrym miejscu. Było dużo wybojów, dużo poślizgów i historii po drodze, a teraz jestem w walce o tytuł mistrza Indy NXT. Jestem drugi w klasyfikacji generalnej. Nie mogę narzekać, ale też chcę więcej. Ambicja u mnie jest na tyle duża, że nigdy nie mam dosyć i po prostu trzeba cisnąć każdego dnia, by być lepszym. Tylko to mam w głowie.
Prawda jest taka, że po prostu mi się przeciętność nie podoba. Nie chcę być przeciętny. Chcę za każdym razem, kiedy wchodzę do bolidu, być po prostu błyskotliwym kierowcą i robić wrażenie. Dlatego fajnie, że ten wyścig akurat się tak ułożył, że mogłem pokazać swoją siłę, talent i determinację
Masz dopiero 20 lat. Jesteś na początku swojej wielkiej drogi, a w motosporcie czasami potrzeba czasu, by spełnić marzenia.
- Ten sezon w USA i wyjazd do Indy NXT pokazał mi, jak bardzo dorosłem, jak bardzo dojrzałem. W poprzednich latach często bywało tak, że moja głowa po prostu się gotowała. Podejmowałem trochę zbyt optymistyczne decyzje i trochę irracjonalne wyprzedzania. W tym sezonie wydaje mi się, że jeżdżę dużo mądrzej, a przede wszystkim konsekwentnie. Jestem bardziej powtarzalny w tym, co robię. To tylko pokazuje, jak ten rok w USA rozwinął mnie jako kierowcę, ale też jako człowieka, bo jestem przecież zupełnie sam na innym kontynencie. Z dala od rodziny, która została w Polsce. Tak naprawdę wszyscy moi znajomi zostali w Europie. Musiałem zatem szybko się zaadaptować do nowej sytuacji.
Rzeczywiście zostałeś rzucony na głęboką wodę, ale czego nie robi się, żeby osiągnąć sukces.
- Póki co, udaje mi się radzić sobie z tym wszystkim. Jestem właśnie w Chicago u jednego z moich polonijnych sponsorów i mamy teraz super czas. Zaraz jedziemy na skutery wodne na jezioro Michigan, to znak sympatii ludzi tutaj. Bardzo podoba mi się w Ameryce, a wyniki sportowe to odzwierciedlają.
Wspominałeś o tym, że twoja droga w motosporcie jest wyboista. Coś wstrzymywało twój rozwój i nie pozwoliło ci zrobić kroku naprzód?
- W motosporcie potrzebne są bardzo duże środki finansowe. One pozwalają ci się rozwijać. I właśnie o to głównie się rozbijało. Mój okres przygotowawczy do tego sezonu był bardzo krótki. Tak naprawdę mam najmniejsze doświadczenie w bolidzie z całej stawki. Miałem tylko jeden dzień testowy w ubiegłym roku. Musiałem się jednak szybko przystosować. Także do tego życia w Ameryce, bo to jest jednak trochę inny świat. Ludzie mają w USA inny styl życia. Do tego tutaj wszystko jest większe, a samo ściganie się jest bardziej oldschoolowe. Nie ma tych wszystkich procedur, gierek i układzików, które jednak dominują w Europie. To jest zatem dla mnie nowość i na początku byłem trochę w szoku. Prawda jest taka, że nawet nie wiedziałem, czy dokończę ten sezon w Indy NXT. Zresztą dalej nie wiem. Jadę z wyścigu na wyścig i staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej, żeby zespół i sponsorzy mieli motywację do walki o tytuł mistrzowski. Nie jest zatem łatwo. Cały czas natrafiam na przeszkody, ale to tylko pokazuje mi, że nawet kiedy jest nieprzyjemnie, to jestem w stanie z tego wyjść mocniejszy. Wracam i walczę o czołowe pozycje.
"Nie chcę być przeciętny. Chcę za każdym razem robić wrażenie"
Najlepszym przykładem był chyba ostatni weekend wyścigowy na Road America.
- Tam był totalny rollercoaster emocji po tragicznym początku. Miałem fatalne tempo w treningu, a potem zanotowałem bardzo słabe kwalifikacje. Razem z zespołem zdołaliśmy się jednak odkuć, a ja pozbierałem się mentalnie. Znaleźliśmy motywację i siłę na dwa wyścigi. Wyszedłem z tego mocniejszy. Pierwszy wyścig był naprawdę solidny w moim wykonaniu, a w drugim napisała się wspaniała historia. Przebijałem się z 16. pozycji, a wyścig skończyłem na drugiej. To było niesamowite tempo. W motosporcie nigdy nie mów nigdy. Nie wolno się poddawać. Nawet w beznadziejnej sytuacji. W życiu też jest trochę jak w motosporcie - raz jest pod górkę, raz jest z górki. Takie sytuacje są też cennym doświadczeniem.
Drugi wyścig na Road America to było prawdziwe show w twoim wykonaniu. Jechałeś jak natchniony. Notowałeś najlepsze czasy w każdym sektorze, ale też uzyskałeś najlepszy czas okrążenia. Przypominałeś trochę Ayrtona Sennę. On kochał być najlepszy w każdym elemencie.
- To w ogóle, że porównujesz mnie do Senny, to już jest dla mnie jakiś totalnie gigantyczny przywilej i przyjmę ten komplement z otwartymi rękami, ale prawda jest taka, że po prostu mi się przeciętność nie podoba. Nie chcę być przeciętny. Chcę za każdym razem, kiedy wchodzę do bolidu, być po prostu błyskotliwym kierowcą i robić wrażenie. Dlatego fajnie, że ten wyścig akurat się tak ułożył, że mogłem pokazać swoją siłę, talent i determinację. Do Senny oczywiście jeszcze bardzo, bardzo daleko. Chyba już prędzej Lightning McQueen (postać z filmu "Auta" - przyp. TK) w moim przypadku (śmiech). Wyścig, w którym zaliczyłem ten gigantyczny awans, był rzeczywiście niesamowity. Mieliśmy niesamowite tempo, a zespół świetnie przygotował bolid. Starałem się wykorzystać to na maksa. Zająłem ostatecznie drugie miejsce, ale mogłem nawet wygrać ten wyścig. Była wielka szansa i za to się biczuję, bo jednak wygrana wygląda - i to po takim pościgu - znacznie lepiej niż drugie miejsce.
Zrobiłeś jednak wrażenie.
- To na pewno. Zresztą mogłem się o tym przekonać. To, ile było polskich flag na torze, to było coś niesamowitego. Polska dominowała nad Ameryką i to było coś pięknego. Super było widzieć wszystkich tych zaangażowanych kibiców, super było się odwdzięczyć tą jazdą za to, że przyszli, że kibicowali. Świetnie, że mogłem te chwile szczęścia celebrować razem z nimi. Rzeczywiście moja jazda odbiła się szerokim echem w środowisku. Zespoły z Indy Car śledzą Indy NXT i wiedzą, jak wyglądają wyniki młodych kierowców. Przecież kiedy wygrywamy Indy NXT, to mamy zagwarantowane dwa wyścigi w Indy Car. Mam nadzieję, że zrobiłem pozytywne wrażenie. Oczywiście sezon jest jeszcze długi. Przede mną wiele wymagających torów. Szczególnie dwa owale, na których nie mam doświadczenia. Indy 500 jest najważniejszym wyścigiem Indy Car, więc kierowca musi być kompletny i powinien sobie także radzić na innych torach niż klasyczne. Na owalach też trzeba być zatem szybkim, by być uznanym kierowcą w Ameryce.
Coraz większe zainteresowanie Tymkiem Kucharczykiem. "Tyle mogę zdradzić"
Twoim celem jest Formuła 1. Tego nigdy nie ukrywałeś. Nie wiadomo, czy w ogóle kiedyś to się uda. Pewnie nie powiesz, z kim konkretnie rozmawiasz, ale rozumiem, że jest zainteresowanie tobą w szeroko pojętym świecie motosportu po tym, co wyprawiasz w Indy NXT?
- Skwituję to krótko: jest zainteresowanie. Tyle mogę zdradzić. I samo to jest już dla mnie wielką nagrodą za ciężką pracę. Wychodzę z założenia, że chcę być kierowcą profesjonalnym. Chcę, żeby to była moja praca. Chcę wyżyć ze ścigania się i to jest mój główny cel. Formuła 1 jest marzeniem i odległym celem. Jest czymś, co za wszelką cenę chcę osiągnąć, ale też staram się być realistą. Dlatego skupiam się na tym, co jest tu i teraz. Z mojej perspektywy, totalnie nie ma sensu wybieganie w przyszłość. Tak samo mówią wszystkie osoby w moim zespole. Po prostu muszę się teraz skupić na najszybszym jeżdżeniu w kółko i na robocie na torze. Szczególnie podczas tego sezonu. Poza torem też mam oczywiście obowiązki, które muszę wypełniać. Nie oszukujmy się, jednak aspekt sportowy jest dla mnie najbardziej istotny, bo po prostu kocham rywalizację, kocham się ścigać. To jest dla mnie całe życie. A F1 byłoby taką wisienką na torcie. Dlatego cieszę się, że po takich rezultatach w Indy NXT, jest pozytywny odzew. Nie mogę za wiele zdradzać, nie mogę mówić, co się dzieje za kulisami, ale jest pozytywnie.
Między innymi w USA odbywa się teraz piłkarski mundial. Śledzisz, co się dzieje? A może miałeś okazję być na meczu?
- Bardzo lubię piłkę nożną, więc oczywiście jestem na bieżąco z tym, co się dzieje na mundialu. Jeszcze nie byłem na żadnym meczu, ale może się wybiorę. Byłoby super. Oczywiście wielka szkoda, że Polska nie gra na mundialu. Czasami z przyjaciółmi z różnych stron świata zbieramy się wieczorem i oglądamy mecze. Mieliśmy też kilka aktywności medialnych związanych z piłką nożną. Na ostatnim weekendzie Road America założyłem koszulkę Barcelony i Roberta Lewandowskiego. Visca el Barca! Mam nadzieję, że Robert Lewandowski przeniesie się do Chicago, to może wówczas będziemy sąsiadami.
Na każdym kroku bardzo podkreślasz tę polskość. Nawet na bolidach masz naszych narodowych bohaterów.
- Tak jest. Zaczęliśmy taką akcję Great Poles. Cały czas szukamy nowego partnera, ale w momencie kiedy tego partnera po prostu nie ma i cały czas prowadzimy rozmowy, to postanowiliśmy, że rozpoczniemy właśnie taką akcję, gdzie będziemy pokazywać wielkich Polaków, którzy byli ważną częścią historii nie tylko Polski, ale całego świata. Jest kilka fajnych połączeń polsko-amerykańskich. Na ostatnim wyścigu miałem zatem na bolidzie Tadeusza Kościuszkę, który walczył o niepodległość Polski, ale także USA. Mikołaj Kopernik był na naszym pierwszym owalu w tym sezonie. Też fajne połączenie, bo sam Kopernik wie chyba wszystko o obiektach szybko kręcących się po orbicie, jak na owalu. Niebawem będzie też kolejny znany Polak na moim bolidzie, ale na razie nie mogę zdradzić, kto. Dzięki temu edukuję też Amerykanów. Cała akcja odbiła się też szerokim echem w social mediach. Telewizja FOX nagrywała mój bolid, opowiadając też o kilku znanych Polakach.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













![Siatkarze Kuby wygrywają z Belgią. Pierwsze zwycięstwo w Lidze Narodów [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1YBTC867I1IJ-C401.webp)