"Następca Kubicy" zachwyca w F3. 280 km/h na torze, a nie ma jeszcze prawa jazdy
Po startach Roberta Kubicy w Formule 1 polscy kibice wciąż czekają na kolejnego reprezentanta kraju na światowych torach. Coraz bliżej tego celu jest 17-letni Maciej Gładysz z Tarnowa, który niedawno zadebiutował na zapleczu tej serii. Młody kierowca łączy rozwój sportowej kariery z nauką, gdzie w przyszłym roku czeka go matura. W najbliższym czasie stanie jednak przed zupełnie innym wyzwaniem, jakim jest egzamin... na prawo jazdy. - W F3 na prostych osiągamy około 280 km/h, a na torze Monza nawet do 300 km/h, więc ten przeskok jest odczuwalny - przyznał w rozmowie z Interią Sport.

Maciej Gładysz był jedynym Polakiem w stawce FIA Formuły 3. Podczas rywalizacji w Australii zaprezentował się bardzo solidnie - po czwartej pozycji w kwalifikacjach niedzielny wyścig ukończył tuż za podium, na piątym miejscu. Młody kierowca w sezonie 2026 reprezentuje utytułowany francuski zespół ART Grand Prix. W jego barwach startowali wcześniej m.in. Lewis Hamilton, Charles Leclerc czy George Russell.
Polak o włos od podium w debiucie F3. "Był potencjał na więcej"
Natalia Kapustka, Interia Sport: Za Tobą debiut w Formule 3 w Australii. Jakie refleksje przywiozłeś z tego wyjazdu?
Maciej Gładysz: Weekend w Melbourne był moim debiutem w Formule 3. Czuję lekki niedosyt, bo mogłem pojechać lepiej w wyścigu głównym. To na pewno cenna lekcja na przyszłość i wiem, co muszę poprawić. Nie jedziemy teraz do Bahrajnu, więc szukamy możliwości startu w jakiejś rundzie po drodze. Teraz będę trenował na symulatorze w zespole, żeby być jeszcze lepszym kierowcą. Nie mogę się doczekać kolejnych startów.
Rywalizacje zakończyłeś o włos od podium.
- Po tej pierwszej rundzie w Australii byłem trochę zdenerwowany, bo wiem, że był potencjał na więcej w wyścigu głównym, szczególnie po starcie z czwartego miejsca. Gdyby nie safety car i kilka innych sytuacji, które potoczyły się inaczej, mogłem być na podium. Pod koniec wyścigu zacząłem doganiać czołówkę, ale wtedy popełniłem kilka błędów. Wiem, że mogłem pojechać lepiej.
A czułeś duży przeskok i różnicę poziomu między F3 a Eurocupem?
- Tak, na pewno czułem dużą różnicę między Eurocupem a Formułą 3, przede wszystkim pod względem prędkości.
W F3 na prostych osiągamy około 280 km/h, a na torze Monza nawet do 300 km/h, więc ten przeskok jest odczuwalny. Bardzo ważne są też procedury rozgrzewania opon czasówce i zarządzanie nimi podczas wyścigu. Trzeba zwracać uwagę na dużo więcej detali, żeby zarówno samochód, jak i kierowca funkcjonowali na jak najwyższym poziomie. To zdecydowanie bardziej wymagające mistrzostwa, a poziom zawodników jest jeszcze wyższy
Początek zeszłego roku wyglądał trochę inaczej, bo dochodziłeś do siebie po wypadku
- Tak, miałem poważny wypadek, do którego czasami nawet nie chcę wracać, bo wolę o tym zapomnieć. Było to na torze w Barcelonie, podczas pierwszego treningu. Warunki były bardzo trudne, było ślisko, wypadłem z toru, nie puściłem kierownicy i uderzyłem w bandę. Złamałem obie ręce, przeszedłem dwie operacje i był to dla mnie bardzo ciężki okres. Leczenie trwało około siedmiu tygodni. W trakcie pierwszego weekendu po powrocie miałem jeszcze problemy z siłą - auto było dla mnie bardzo wymagające i zdarzało się, że musiałem zjeżdżać do boksu w trakcie treningów. Później zespół trochę dostosował samochód, co bardzo mi pomogło. Już w pierwszy weekend po powrocie wygrałem wyścig na torze w Jerez, więc to było naprawdę świetne uczucie.
A czy obecnie odczuwasz jeszcze skutki tego wypadku?
- Nie, teraz nie ma to większego wpływu. Na początku było to bardziej odczuwalne, dziś zdarzają się jedynie lekkie bóle, ale kiedy jestem w samochodzie, kompletnie ich nie czuję.
Pochodzisz z rodziny o sportowych tradycjach, więc kontakt ze sportem miałeś już od najmłodszych lat?
- Tak, mój dziadek startował w rajdach, a mój tata, wujek oraz moja siostra, ścigali się w wyścigach. Można więc powiedzieć, że od zawsze byłem w tym środowisku. To właśnie oni wprowadzili mnie do tego sportu i jestem im za to bardzo wdzięczny, bo bez nich nie byłbym w miejscu, w którym jestem teraz. Doceniam ogrom pracy i zaufania, jakie we mnie włożyli.
Często określa się Cię mianem "polsko-amerykańskiego" kierowcy - skąd w Twojej historii pojawiają się amerykańskie korzenie?
- Tak, to wynika z historii mojej rodziny. Mój tata, dziadek i pradziadek mieszkali w Stanach Zjednoczonych. Tata chodził tam do szkoły podstawowej i miał na początku trudny okres, bo nie znał języka angielskiego, więc musiał się wszystkiego uczyć od podstaw. Rodzina mieszkała tam przez kilka lat, choć wracali też do Polski. Ostatecznie wszyscy mieszkamy w Polsce.
Czy w którymś momencie pomyślałeś o przeprowadzce z Tarnowa, żeby mieć łatwiejszy dostęp do torów i treningów?
- Jestem bardzo zadowolony z miejsca, w którym mieszkam i nie zmieniałbym go na inne. To spokojne miasto, w którym mogę odpocząć po zawodach i poczuć domowy komfort. Ale kto wie, może kiedyś spróbuję mieszkać gdzie indziej. Na razie cieszę się tym, gdzie jestem.
Kiedy poczułeś, że sport przestał być już tylko hobby, a zaczął być sportem zawodowym?
Szczerze mówiąc, do dziś staram się traktować to przede wszystkim jako pasję. Oczywiście wiem, że to już moja praca, ale bardzo ważne jest, żeby czerpać z tego radość. Jeśli nie masz z tego przyjemności, to trudno być naprawdę dobrym kierowcą. Kiedy wszystko robisz na siłę, zazwyczaj nie wychodzi tak, jak powinno. Dlatego dla mnie najważniejsze jest to, żeby mieć z tego jak najwięcej frajdy - mimo że traktuję to bardzo profesjonalnie
Czy czujesz, że sport sprawił, że szybciej dorosłeś w różnych aspektach?
- Tak, zdecydowanie. Od najmłodszych lat miałem dużo obowiązków - pracowałem z inżynierami, uczyłem się języka angielskiego i często wyjeżdżałem. To wszystko sprawiło, że szybciej dojrzałem. Poznałem też wiele nowych osób, co na pewno zaprocentuje w przyszłości.
Dużo musiałeś poświęcić w dzieciństwie i teraz w czasie nastoletnim, żeby dojść do miejsca, w którym jesteś teraz?
- Tak, czasami to bywało trudne i bolało, ale wybrałem ten sport i wierzę, że kiedyś będę się z tego wyboru jeszcze bardziej cieszył. Na razie cieszę się tym, gdzie jestem, i każdego dnia staram się być choć o 1% lepszy.
Jak obecnie wygląda Twoja edukacja?
- Mam nauczanie indywidualne. Chodzę do szkoły w Tarnowie, gdzie uczę się w indywidualnym trybie od szóstej klasy szkoły podstawowej, bo jednak trudno było pogodzić zwykłą naukę ze sportem. Teraz jest to zdecydowanie wygodniejsze i bardziej efektywne.
Kiedy będziesz pisał maturę?
Matura czeka mnie akurat za rok.
17-latek zachwyca w F3, ale nie ma jeszcze prawa jazdy. "Nie sprawia mi to problemu"
Obecnie, co może wydawać się nieco paradoksalne, patrząc na to, czym się zajmujesz na co dzień, jesteś na etapie robienia prawa jazdy.
- Tak, dokładnie. Mam teraz lekcje, robię też testy teoretyczne na komputerze, żeby jak najlepiej przygotować się do egzaminu. Myślę, że teoria będzie dla mnie trudniejsza niż sama jazda, bo praktyki się nie boję i myślę, że już w tym miesiącu albo w następnym podejdę do egzaminu.
Jest to też jednak duży przeskok z jazdy 280 km/h na torze do zaledwie 50 km/h w mieście
Nie sprawia mi to problemu, choć rzeczywiście, jest to zupełnie inne doświadczenie niż jazda po torze wyścigowym. W Eurocup miałem dużo trudniejsze sprzęgło, a w zwykłej Skodzie prowadzi się bardzo łatwo, więc praktyka to przyjemność. Najważniejsze teraz to skupić się na teorii
Wielu kibiców porównuje Cię już do Roberta Kubicy. Jak traktujesz takie odniesienia?
- Nie zwracam na to zbytnio uwagi. Staram się przede wszystkim motywować sam siebie i patrzeć na własny rozwój. Oczywiście Robert Kubica był pierwszym Polakiem w Formule 1, a ja mam nadzieję, że stanę się drugim, ale pozostanę po prostu pierwszym "Gładyszem".
Jakie będą twoje cele na najbliższy czas?
Być spokojny i pokorny.













