Reklama

Reklama

Mikołaj Marczyk: W sezon wejdziemy z wielką radością

O planach na sezon 2021, pandemicznej rzeczywistości i walce w jej realiach oraz… Rajdzie Dakar rozmawiamy z Mikołajem Marczykiem i jego pilotem, Szymonem Gospodarczykiem, szykującymi się do udziału w Rajdowych Mistrzostwach Europy.

Reklama

W 2021 roku po raz kolejny będziemy was oglądać w akcji podczas imprez Rajdowych ME. Jak duże zmiany szykują się przed nadchodzącym sezonem?

Reklama

Mikołaj Marczyk: Na pewno wejdziemy w niego z dużą radością. W 2020 roku debiutowaliśmy, by zebrać jak najwięcej doświadczenia. Teraz chciałbym, by to podczas naszych startów procentowało.

Od ponad roku świat sportu, również motorowego, mierzy się z ograniczeniami, związanymi z pandemią koronawirusa. Jak odnajdujecie się w tej rzeczywistości?

Szymon Gospodarczyk: Jest dużo obostrzeń, wiele testów. Przy trasach brakuje kibiców. Wszystko jest utrudnione i inne. Szykowaliśmy się właśnie do startu w Rajdzie Azorów, a tymczasem przed kilkoma dniami okazało się, że... został przełożony. Mimo takich niespodzianek staramy się jednak ciągle przygotowywać w "normalnym" trybie.

Jak organizatorzy i światowe władze radzą sobie z problemem koronawirusa?

Mikołaj: Kiedy w ubiegłym roku wyścigi rajdy ruszyły wydawało się, że wszystko będzie już toczyć się "pełną parą" i tak zostanie. Teraz jednak wszystko zaczyna przypominać sytuację z okresu lockdownu. Mam jednak nadzieję, że gdy nadejdą cieplejsze miesiące i rywalizacja wejdzie na właściwe tory, to potem pójdzie już "ciągiem".

W kwestii organizatorów - oczywiście, wszyscy robią, co mogą by zapewnić nam odpowiednie warunki do występów. Pamiętajmy jednak, ze w obecnej sytuacji sport nie jest najważniejszy, a nam wypada to szanować.

Wróćmy na moment do tego, co was czeka. Cel na 2021 rok to po prostu poprawa wyniku z sezonu 2020 i kolejne zbieranie doświadczeń, czy może plany są bardziej precyzyjne?

Mikołaj: Ubiegły rok był dla nas bardzo dobrym debiutem, udało nam się przecież zająć w naszej kategorii czwarte miejsce. W obecnym skupimy się na dwóch klasyfikacjach: generalnej, gdzie będziemy walczyć z zawodnikami nie tylko z Europy, ale i całego świata, oraz w klasyfikacji juniorskiej "ERC-MICHELIN Talent Factory" dla kierowców przed 28. rokiem życia startujących w najmocniejszych autach Rally2.

Widzę w was dużo napięcia, ale i motywacji. To największe wyzwanie w dotychczasowej karierze?

Szymon: Zdecydowanie. Co prawda zdobywaliśmy tytuły mistrzów Polski, ale to zupełnie inna para kaloszy. Byłoby super, gdybyśmy mogli wygrać klasyfikację Rajdowych Mistrzostw Europy i chwalić się tytułem, który zdobył kiedyś Krzysztof Hołowczyc.

Jeździcie razem od 2017 roku. Wspólne sezony na koncie świadczą o tym, że tworzycie owocny duet. Jak wiele uczycie się od siebie nawzajem?

Mikołaj: Kiedy po raz pierwszy wsiedliśmy razem do samochodu, w sierpniu 2017 roku, różnica doświadczeń była bardzo duża. Szymon był już doświadczonym pilotem, a ja kierowcą z dwoma, trzema startami w Mistrzostwach Polski. Określiłbym go jako oazę spokoju, człowieka, który potrafi doskonale zaplanować cały rajd. To bardzo mnie motywuje. Ma też wielkie wyczucie samochodu. Wie, kiedy możemy "depnąć" i dać z siebie jeszcze więcej, a kiedy należy odpuścić.

Kiedy w styczniu rozmawialiśmy z Szymonem, podpytywałem go o to, czy widziałby waszą dwójkę na starcie Dakaru. Mikołaj, masz takie marzenie?

Mikołaj: Odkąd Szymon jeździ na Dakar, jestem w tę imprezę bardziej zaangażowany, a w tym roku byłem nawet zapraszany do studia telewizyjnego jako ekspert. Setki spędzanych razem godzin i anegdoty z rajdu, opowiadane przez mojego pilota przyciągają mnie do tego, żeby zmierzyć się z takim wyzwaniem, ale... to chyba jeszcze nie czas. Jeżeli udowodnimy swoją wartość w ME, być może pojedziemy na Dakar razem. To na pewno byłoby spełnienie marzeń.

Rywalizujecie na trasach ME w Skodzie Fabii Rally2 evo. Auto tej samej marki przejechało tegoroczną edycję Dakaru w kategorii Classic (Skoda 105), wzbudzając niemałą sensację. Może dla was byłby to fajny sposób na wejście w ten rajd?

Szymon: Cóż, to na pewno byłoby trudne. Tamta Skoda i jej załoga miała nieco pod górkę. Potrzebny byłby nam kompleksowy trening, żebyśmy w trasie byli w stanie na przykład wymienić silnik (śmiech).

Rozmawiał Tomasz Czernich

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje