Długodystansowe mistrzostwa świata (WEC) nieubłaganie zbliżają się do końca. W niedzielę 28 września zawodnicy przystąpili do przedostatniego etapu tej rywalizacji - japońskiego 6-godzinnego wyścigu Fuji. Wśród kierowców obecnych tego dnia na starcie znajdował się także Robert Kubica, który w tym roku zachwycił już cały świat motosportu, wygrywając zmagania legendarnego 24-godzinnego wyścigu Le Mans.
Tym razem Polak, startujący w niefabrycznym zespole AF Corse, nie zdołał jednak wywalczyć sobie miejsca w czołówce wyścigu. Na finiszu rywalizacji jego drużyna, w której znajduje się także Philip Hanson oraz Yifei Ye, znalazła się dopiero na 10. pozycji. Był to zarazem drugi najgorszy start "polskiej" ekipy w tegorocznej edycji WEC, choć do dramatu z belgijskiego Stavelot (30. miejsce) wciąż było dość daleko.
W tym przypadku trzeba jednak zwrócić uwagę na bardzo niesprzyjające okoliczności. Już po pierwszej godzinie rywalizacji zespół z żółtego hypercara #83 musiał sobie radzić z dość poważnie wyglądającym na pierwszy rzut oka uszkodzeniem nadwozia, które powstało w wyniku zderzenia z innym pojazdem. Nie przeszkodziło to jednak Kubicy i spółce stać się lepszym od wszystkich fabrycznych zespołów włoskiego giganta, które zaprezentowały się tego dnia znacznie poniżej oczekiwań.
Kubica już pogodził się ze swoją pozycją, po wyścigu nadeszły jednak wspaniałe wieści
Już podczas trwania japońskiej rywalizacji wszyscy wiedzieli, że sędziowie będą mieli ręce pełne roboty. Co rusz dochodziło bowiem do mniejszych, bądź też większych incydentów na torze. Te ostatecznie przełożyły się na roszady w końcowej klasyfikacji wyścigu, choć na decyzję arbitrów musieliśmy czekać aż siedem godzin.
Sklasyfikowana początkowo na 5. miejscu ekipa Peugeota z numerem #94, podczas rywalizacji dopuściła się wyprzedzenia samochodu bezpieczeństwa. Zostało to uwzględnione podczas przyznania aż 10 kar dla poszczególnych drużyn. W wyniku jednej z nich #94 spadła aż na 10. miejsce w klasyfikacji, skutkiem czego Kubica i spółka zostali umiejscowieni o jedną pozycję wyżej niż w pierwotnej wersji zestawienia.
Czy ta kosmetyczna zmiana niesie za sobą jakąkolwiek korzyść? Jak najbardziej. Dzięki temu zespół Kubicy zyskał nie jeden, a dwa punkty do klasyfikacji generalnej długodystansowych mistrzostw świata. Nie wpłynęło to bezpośrednio na lokatę #83. Zespół Polaka wciąż zajmuje pozycję wicelidera zestawienia. Jedno "oczko" to jednak cenna zdobycz tuż przed ostatnim akordem sezonu - 8-godzinnym wyścigiem w Bahrajnie.
Obecnie liderujący Ferrari AF Corse #51 posiada na swoim koncie 115 punktów, podczas gdy AF Corse #83 zgromadziło 102 "oczka". Podium domyka natomiast Porsche Penske Motorsport #6 z 94 punktami na koncie.
W tym roku zwycięzca katarskiej rywalizacji, która odbędzie się w dniach 7-9 listopada, otrzyma aż 38 punktów. Ewentualny triumf Kubicy, przy odpowiednim ułożeniu pozostałych rywali z czołówki, mogłoby więc dać Polakowi tytuł mistrza świata w zmaganiach długodystansowych.














