Natalia Kapustka, Interia Sport: Twoja droga do profesjonalnego ścigania zaczęła się stosunkowo późno - miałaś 14 lat. Skąd u nastolatki pojawił się pomysł, żeby związać swoją przyszłość właśnie z motorsportem?
Kornelia Olkucka: To prawda, profesjonalnie zaczęłam się ścigać w wieku 14 lat, ale motorsport interesował mnie właściwie od dziecka. Mój tata oglądał Formułę 1, a ja zawsze siadałam z nim na kanapie i wspólnie oglądaliśmy niedzielne wyścigi. Cały czas zadawałam mu pytania - dlaczego kierowcy zjeżdżają do boksów, skąd bierze się liczba okrążeń i wiele innych. W międzyczasie, od siódmego do trzynastego roku życia, grałam na skrzypcach, więc było to coś zupełnie innego. Co ciekawe, dopiero wczoraj, wracając z rodzicami, przypomnieliśmy sobie pewną historię. Co roku podczas wakacji we Francji zatrzymywaliśmy się w wesołym miasteczku i właśnie tam były takie małe samochodziki, którymi można było się zderzać. I chyba właśnie wtedy to wszystko zaczęło mi się jeszcze bardziej podobać. Dopiero teraz połączyliśmy te kropki i doszliśmy do wniosku, że być może właśnie tam narodziła się moja pasja do motorsportu.
Zaczynała od muzyki. Dziś młoda Polka podbija europejskie tory
Wspomniałaś o skrzypcach i muzyce. Czy nadal są obecne w twoim życiu, czy motorsport całkowicie je zastąpił?
- Na skrzypcach już nie gram. Przy obecnych treningach jest to bardzo trudne, bo moje dłonie i palce nie są już na tyle delikatne, żeby swobodnie grać. Muzyka przez wiele lat była ważną częścią mojego życia, teraz już trochę zeszła na dalszy plan. Nadal jednak jest mi bliska, bo mój szwagier gra na trąbce, więc czasami jeżdżę na jego koncerty. W pewnym sensie muzyka wciąż jest więc obecna w moim życiu.
Jak rodzice zareagowali, kiedy powiedziałaś, że chcesz odstawić muzykę i skupić się na motorsporcie, który wciąż nie jest oczywistym wyborem dla wielu dziewczyn?
- Myślę, że na pewno byli zaskoczeni. To była dla nich duża zmiana, ale od samego początku bardzo mnie wspierali. Zresztą do dziś zarówno rodzice, jak i moja siostra są dla mnie ogromnym wsparciem. Od kiedy z siostrą byłyśmy małe, rodzice zawsze wspierali nasze pasje i pozwalali nam je rozwijać. Na początku było więc zdziwienie, że odkładam skrzypce i wybieram taką drogę, ale skoro wiedzieli, że to kocham, to po prostu stanęli za mną. Tak naprawdę zaczęło się to w 2018 roku i od tamtej pory wspierają mnie na każdym etapie tej drogi.
Jak wyglądały twoje pierwsze lata treningów i przygotowań? Rywalizowałaś głównie z chłopakami?
- Tak, praktycznie od samego początku rywalizowałam głównie z chłopakami. Byłam jedyną dziewczyną na padoku i jedyną w swojej kategorii. Na początku nie było łatwo, bo zaczęłam od kategorii junior, podczas gdy większość zawodników zaczyna od mikro lub mini. Moi rywale mieli już za sobą po dwa, trzy sezony ścigania, więc byli znacznie bardziej doświadczeni. Dużym wsparciem był dla mnie tata. Od początku był moim mechanikiem, trenerem, menedżerem - właściwie wszystkim. Dzięki temu zawsze mogłam liczyć na jego pomoc i wskazówki.
Jak dziś wygląda obecność kobiet w motorsporcie?
Wczoraj sprawdzałyśmy z mamą statystyki i okazało się, że kobiety stanowią zaledwie 5 procent osób związanych z motorsportem na świecie. I nie chodzi tylko o zawodniczki, ale także inżynierki czy osoby pracujące przy zespołach. To naprawdę niewiele w porównaniu z liczbą mężczyzn. Mnie jednak to nie zniechęca. Wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej motywuje, żeby pokazywać dziewczynom, ale też chłopakom, że warto realizować swoje pasje i marzenia. Najważniejsze jest, żeby się nie poddawać i konsekwentnie dążyć do celu
- Bardzo lubię spotkania z młodymi ludźmi. Niedawno byłam w Kraśniku podczas wydarzenia "Bieg po Uśmiech" i rozmawiałam z dziećmi, które opowiadały mi o swoich pasjach i o tym, że coraz odważniej je rozwijają. To daje mi ogromną satysfakcję. Podobne sytuacje zdarzają się też podczas spotkań w szkołach czy różnych wydarzeń. Pamiętam, jak po jednym z nich podeszła do mnie dziewczynka i powiedziała, że moje słowa dodały jej odwagi, by realizować marzenie o zostaniu tancerką. To było bardzo wzruszające i utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto zachęcać młodych ludzi, by nie przejmowali się opiniami innych, tylko otaczali się osobami, które ich wspierają, i szli własną drogą.
Obecnie nadal zdarza się, że jesteś jedyną kobietą w stawce?
- Tak. W tym sezonie ścigam się w dwóch seriach - GTC i GT4 Italy. W GTC jestem jedyną kobietą w stawce liczącej 16-18 kierowców. Jestem też jedyną zawodniczką w swojej kategorii i jedyną, która jedzie sama. W GT4 Italy są jeszcze dwie dziewczyny. Z jedną ścigałam się wcześniej w kartingu, z drugą w Formule, ale nadal jestem jedyną kobietą, która startuje sama. Patrząc na serie GT, kobiet wciąż jest naprawdę bardzo niewiele. Podczas ostatnich zawodów w GT3 były jeszcze trzy zawodniczki. Z jedną z nich dwa tygodnie temu dzieliłam garaż podczas testów, więc miałyśmy okazję się spotkać. Nadal jest nas na padoku bardzo mało, ale z roku na rok widać, że sytuacja powoli się poprawia.
Jeśli mówimy o innych zawodniczkach, to z jakich krajów najczęściej pochodzą?
- Najczęściej są to zawodniczki z Austrii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii czy Holandii. Powstanie F1 Academy to bardzo dobra inicjatywa. Sama bardzo chciałam się tam dostać, ale ostatecznie mi się to nie udało. Z perspektywy czasu cieszę się jednak, że ścigam się w wyścigach GT. F1 Academy jest świetnie wypromowaną serią dla kobiet, ale nie jest łatwo się do niej dostać.
Ja natomiast cieszę się, że mogę rywalizować z mężczyznami. Bardzo często udaje mi się ich wyprzedzać, a nawet być od nich szybszą. Podczas drugiej rundy na Słowacji zajęłam trzecie miejsce w swojej klasie. Byłam na podium i bardzo się z tego cieszyłam, bo po drodze wyprzedziłam dziewięciu kierowców. To dało mi ogromną satysfakcję
Z twojej perspektywy - jakie atuty mogą mieć kobiety w motorsporcie? A w czym przewaga mężczyzn jest najbardziej widoczna?
- Myślę, że największą różnicą jest po prostu biologia. Mogę być bardzo dobrze przygotowana fizycznie, ale pewnych naturalnych różnic nie da się przeskoczyć. Z kolei uważam, że naszą mocną stroną jest sfera mentalna. Mam wrażenie, że kobiety często lepiej radzą sobie z emocjami i presją. Podczas ostatnich zawodów byłam bardzo spokojna, podczas gdy jeden z rywali nie wytrzymał napięcia i po prostu we mnie uderzył. Myślę więc, że pod względem mentalnym kobiety mają naprawdę dużo do zaoferowania. Trzeba też pamiętać, że chłopców w motorsporcie jest zdecydowanie więcej, więc łatwiej wyłowić spośród nich największe talenty. Na szczęście to się powoli zmienia i coraz więcej dziewczyn otrzymuje wsparcie dużych zespołów.
Słyszała, że się nie nadaje. Dziś jest jedyną kobietą w stawce
Przez całą swoją karierę spotykałaś się z uprzedzeniami, nieprzychylnymi komentarzami czy hejtem tylko dlatego, że jesteś kobietą?
- Tak, zdecydowanie najczęściej zdarzało się to jeszcze w kartingu. Później, na padoku europejskim, w Formule czy teraz w GT, praktycznie już się z tym nie spotykam. Tam każdy skupia się przede wszystkim na swojej pracy i chce być jak najlepszy.
Na początku było jednak sporo komentarzy w stylu: "To tylko dziewczyna", "Nie nadaje się do tego", "Co ona tutaj robi?". Takie sytuacje naprawdę się zdarzały
- Pamiętam też jedną konkretną historię z kartingu. Przed rundą w Czechach podczas treningów czułam, że z moim silnikiem jest coś nie tak - kart nie wychodził z zakrętów i brakowało mu mocy na prostych. Poszłam do szefa zespołu i poprosiłam, żeby jeszcze raz sprawdził silnik. Usłyszałam, że problemem nie jest sprzęt, tylko to, że źle dodaję gazu. Kilka chwil później mój kolega z zespołu zgłosił dokładnie ten sam problem. Wtedy reakcja była zupełnie inna - od razu padła decyzja, że trzeba sprawdzić silnik. To był dla mnie wyraźny przykład uprzedzeń. Na szczęście dziś jestem w zespole GT, w którym wygląda to zupełnie inaczej. Wszystko, co zgłaszam, jest dokładnie sprawdzane. Czuję, że jestem traktowana z pełnym szacunkiem jako kierowca i bardzo się cieszę, że mogę pracować w takim środowisku.
Czyli to nie tylko kwestia anonimowych komentarzy w Internecie, a też zdarzały się sytuacje twarzą w twarz, kiedy próbowano ci wmówić, że motorsport nie jest miejscem dla kobiet?
- Tak, choć w internecie tego hejtu nie ma aż tak dużo. Pamiętam, że raz opublikowałam filmik z dźwiękiem z "Kobiet mafii". Kto zna ten film, ten rozumiał kontekst, ale wiele osób zobaczyło tylko krótki fragment na Instagramie czy TikToku i zupełnie go źle odebrało. Chodziło o przekaz, że kobiety też są silne i mogą osiągać to samo co mężczyźni. Niestety wywołało to falę negatywnych komentarzy, głównie od osób w wieku 13-16 lat i nieco starszych. Pojawiały się teksty w stylu: "to idź na wojnę" czy inne obraźliwe komentarze. Ja jednak zupełnie się tym nie przejęłam, bo wiedziałam, jaki był cel tego nagrania. Chciałam pokazać dziewczynom, że niezależnie od tego, czy marzą o pracy jako astrofizyczka, astronautka, mechaniczka, inżynierka czy w jakimkolwiek innym zawodzie, mają takie same możliwości jak mężczyźni. Taki był sens tego filmu. Oczywiście nie wszyscy to zrozumieli, ale mnie to nie ruszyło. Wręcz śmiałam się z części tych komentarzy. Wiem, ile pracy, potu, emocji i wyrzeczeń kosztowała mnie droga do miejsca, w którym jestem, dlatego hejt nie ma na mnie większego wpływu.
Kajetanowicz postawił sprawo jasno. Wprost o pieniądzach w rajdach. "Nie możemy tego ukrywać"
W trakcie swojej kariery miałaś momenty zwątpienia? Takie chwile, kiedy zastanawiałaś się, czy to na pewno jest twoja droga?
- Tak, takie momenty się zdarzały, głównie jeszcze w czasach kartingu. Teraz praktycznie ich nie mam. W kartingu bywało tak, że po nieudanej rundzie zastanawiałam się, czy na pewno powinnam się ścigać. Myślałam: "znowu kolejny weekend do wyrzucenia". Podobne chwile miałam też później w Formule, kiedy zmagaliśmy się z problemami technicznymi. Pojawiały się pytania, czy naprawdę powinnam to robić. Po chwili jednak dochodziłam do wniosku, że przecież się do tego nadaję, a to po prostu pech. Nie mogę się poddać tylko dlatego, że samochód nie jedzie tak, jak powinien. W takich momentach rozmawiałam z psychologiem i z rodzicami. To bardzo mi pomagało. Ostatecznie zawsze dochodziłam do tego samego wniosku - dam radę. Zwątpienie jest czymś naturalnym, ale nie można mu pozwolić wygrać. Jeśli trzeba, poświęcę jeszcze więcej pracy i energii, żeby udowodnić, że moje miejsce jest na torze.
A z drugiej strony - czy miałaś na torze sytuację, która naprawdę cię przestraszyła? Taki moment, po którym poczułaś jeszcze większy respekt do motorsportu?
- Tak, pamiętam to bardzo dobrze. To był mój pierwszy sezon w Formule, podczas treningów na torze Salzburgring. Mój mechanik nie przekazał mi informacji, że przed wyjazdem zostały wymienione klocki hamulcowe. Wyjechaliśmy na ostatnią sesję, mieliśmy nowe opony i w pewnym momencie dohamowuję do zakrętu... a samochód nie hamuje. Salzburgring jest bardzo szybkim, ale też ciasnym torem, a pierwszy zakręt to szykana. Przez radio próbowałam powiedzieć inżynierowi, że coś jest nie tak z samochodem, ale mieliśmy problemy z łącznością i nie mógł mnie zrozumieć.
Przede mną jechał jeszcze inny zawodnik i w tamtej chwili miałam dwie możliwości - uciec na bezpieczną drogę albo w niego uderzyć. Jechałam wtedy około 100 km/h, a wiedziałam, że on też musi zmieścić się w zakręcie. Wybrałam bezpieczniejszą opcję. Niestety na Salzburgringu bariery są ustawione w taki sposób, że jedna z nich mocniej wystaje. Uderzyłam właśnie w nią i odbiłam się od bandy. To był moment, w którym naprawdę zrozumiałam, jak ważne w takich sytuacjach jest zachowanie zimnej krwi. Nigdy nie wiadomo, co może wydarzyć się na torze
- Podobną sytuację miałam też wcześniej, jeszcze w kartingu, podczas treningów przed zawodami w Bydgoszczy. Lekko zderzyłam się ze swoim teammate'em i nie wiedziałam, czy rama gokarta nie została uszkodzona. W kolejnym zakręcie popełniłam błąd, wyjechałam na trawę, gokart został obrócony, a ja dosłownie wyleciałam z niego jak z katapulty na prostą startową. To były momenty, które nauczyły mnie ogromnego respektu do tego sportu. Pokazały mi, że motorsport nie jest zabawą i że w każdej sytuacji trzeba zachować spokój oraz zimną krew.
Debiutancki sezon Olkuckiej. "Nie przypuszczałam, że będę tak wysoko"
W tym sezonie przesiadłaś się z bolidu Formuły 4 do samochodu GT4. Co zdecydowało o tej zmianie i jak wyglądały początki?
- Kiedy przechodziłam z kartingu do Formuły, myślałam: "ciekawe, czy sobie poradzę". Dokładnie tak samo było przy przejściu do GT. To są trzy zupełnie różne maszyny. Gokart rozpędza się do około 140-150 km/h, bolid Formuły 4 do około 240 km/h, podobne prędkości osiągają też samochody GT. Najbardziej zastanawiałam się więc, czy poradzę sobie z prowadzeniem takiego auta. O przyszłości zaczęliśmy myśleć już w sierpniu ubiegłego roku. Formuła 4 jest serią juniorską, a ja mam już prawie 23 lata, więc trzeba było podjąć decyzję, co dalej. Dwa sezony w Formule dały mi bardzo dużo - nauczyłam się pracy na torze, punktów hamowania, jazdy wyścigowej. To była świetna szkoła. W listopadzie, po Warsaw Motor Show, pojechałam na testy na tor Cremona z zespołem Lema Racing. Pierwsza sesja była bardzo stresująca. Było zimno, mokro, a ja pierwszy raz prowadziłam samochód GT, który jest znacznie cięższy od bolidu. Po wyjściu z auta powiedziałam nawet, że nie wiem, czy sobie poradzę. Kiedy jednak wróciłam na tor podczas kolejnej sesji, zaczęłam bardzo szybko poprawiać czasy okrążeń. Schodziłam nawet o dwie sekundy z okrążenia na okrążenie. Podczas przerwy obiadowej rozmawiałam z tatą i inżynierem i wtedy dotarło do mnie, że naprawdę podoba mi się jazda autem GT.
Rozmawialiśmy również z jednym zespołem o możliwości startów w Formule 3, ale niestety nie pozwolił na to budżet. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na starty Mercedesem-AMG GT4 w barwach zespołu Lema Racing. Początkowo planowaliśmy jeden program wyścigowy, ale dzięki temu, jak potoczyły się sprawy, dziś ścigam się w dwóch seriach - GTC oraz GT4 Italy. I bardzo się z tego cieszę
Skoro tak spodobały ci się samochody GT, to czy Formuła wciąż jest gdzieś z tyłu głowy?
- Gdybym jeszcze kiedyś dostała szansę ścigania się w Formule, to bardzo chętnie bym z niej skorzystała, ale raczej na poziomie Formuły 3, a nie Formuły 4. Niedawno rozmawiałam o tym z moim byłym inżynierem. Śmiałam się, że jestem ciekawa, jak dziś poradziłabym sobie podczas testów F3, po niemal roku jazdy samochodem GT. Jednocześnie uważam, że większą przyszłość widzę właśnie w samochodach GT. Jest tam więcej serii, a także wiele fantastycznych możliwości rozwoju. Moim marzeniem jest, żeby około 25. roku życia ścigać się już w GT3 i startować w GT World Challenge. Chciałabym też wystartować przynajmniej w jednym 24-godzinnym wyścigu, a docelowo we wszystkich najważniejszych - na Nurburgringu Nordschleife, w Spa i w Le Mans. To jest mój cel. Na razie jednak skupiam się na tym, co jest teraz. Bardzo się cieszę, że w GT od początku radzę sobie naprawdę dobrze. Ostatnia runda nie ułożyła się po mojej myśli, ale mimo to zajmuję czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej GTC. Szczerze mówiąc, przed sezonem nigdy bym nie przypuszczała, że już w debiutanckim roku będę tak wysoko.
Chciałabym jeszcze zapytać o tę drugą stronę twojego życia, czyli psychologię. Miałaś okazję odbyć staż w Formula Medicine. Jak doszło do tej współpracy i jak wspominasz ten czas?
- To był chyba jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Spędziłam dwa miesiące we Włoszech, więc całą tę słynną "zimę stulecia" ominęłam. Kiedy przechodziłam do Formuły 4, wiele osób myśli, że wystarczy zapłacić i można się ścigać. To tak nie działa. W 2023 roku przechodziłam bardzo wymagające testy w Formula Medicine i wtedy powiedziałam, że skończyłam pierwszy rok psychologii i zaczynam drugi. Zapytałam, czy byłaby możliwość odbycia u nich praktyk. Usłyszałam, że oczywiście, tylko muszę określić termin. Dopiero podczas testów przed sezonem w 2025 roku wszystko zaczęło się klarować. Zapytałam wtedy Riccardo, szefa Formula Medicine, czy mogłabym odbyć praktyki w styczniu i lutym 2026 roku. Zgodził się bez problemu i w grudniu dostałam już oficjalne potwierdzenie, że jadę do Włoch.
To były fantastyczne dwa miesiące. Poznałam mnóstwo sportowców - kierowców Formuły 1, Formuły 3, z którymi kiedyś się ścigałam albo których znałam jeszcze z padoku Formuły 4. Pracowałam także z zawodnikami MotoGP, kierowcami wyścigów długodystansowych czy tenisistami
- Co ciekawe, Formula Medicine nie zajmuje się wyłącznie sportowcami. Mieliśmy również okazję prowadzić badania z osobami wykonującymi zupełnie inne zawody, na przykład z dentystami. Dzięki temu zobaczyłam, że to nie jest tylko klinika dla sportów motorowych, ale miejsce wspierające ludzi z różnych środowisk. To było jedno z tych doświadczeń, które zostają z człowiekiem na całe życie.
Czy psychologia sportu to dziś twój plan B, a może nawet plan po zakończeniu kariery?
- To na pewno bardzo ważna część mojej przyszłości. W motorsporcie nigdy niczego nie można być pewnym, dlatego od 2022 roku studiuję psychologię. Teraz przede mną pisanie pracy magisterskiej. Chcę oprzeć ją na badaniach przeprowadzonych wśród dużej grupy sportowców, bo moim celem jest zostać psychologiem sportowym. Chciałabym wspierać zawodników, bo sama wiem, z czym mierzy się sportowiec i jak wygląda to od środka. Nie spotkałam jeszcze psychologa sportu, który wcześniej sam rywalizował w tak wymagającej dyscyplinie jak motorsport. Myślę, że właśnie to doświadczenie może być moją największą wartością. Kiedy zakończę karierę za kierownicą, chciałabym pomagać młodym sportowcom radzić sobie z wyzwaniami, z którymi sama musiałam się mierzyć.
Jakie są twoje najbliższe plany startowe?
- Teraz mamy przerwę wakacyjną, a potem wracamy do ścigania. Najbliższa runda odbędzie się na Imoli, czyli na jednym z moich ulubionych torów. Później czekają nas dwa tygodnie przerwy, a następnie wyjazd do Walencji na kolejną rundę GTC. W październiku mamy finałową rundę na Monzy, a w listopadzie czeka nas nocny wyścig w Misano. To będzie dla mnie coś zupełnie nowego, bo jeszcze nigdy nie ścigałam się nocą. Oczywiście oglądałam takie wyścigi jak Le Mans 24, Spa 24 czy Nurburgring 24, ale co innego obserwować je z boku, a co innego samemu stanąć na starcie. To na razie nasz plan. Oprócz tego czekają mnie jeszcze testy i treningi. Chcę też wykorzystać wakacje na pracę nad studiami, bo przy liczbie wyjazdów, jakie mam w sezonie, najlepiej wszystko przygotować z odpowiednim wyprzedzeniem.
















