Chwile grozy Małysza. Pędził 180 km/h, później dachowanie. Musiał uspokajać
Adam Małysz pozostał w sporcie po zakończeniu kariery czynnego skoczka narciarskiego. Legendarny zawodnik obecnie skupia się przede wszystkim na pracy w PZN i robi to naprawdę dobrze, ponieważ Polacy wciąż należą do szerokiej czołówki. Wcześniej jednak trudno było mu całkowicie zrezygnować z adrenaliny. Wiślanin szalał w rajdach terenowych i to dosłownie. Tuż przed debiutem na Dakarze, w ojczyźnie pobił krajowy rekord prędkości. Niestety tuż po radosnych chwilach nastąpił moment grozy. Auto z 47-latkiem dachowało. Multimedalista olimpijski musiał uspokajać kraj.

Wspomniane wydarzenia miały jeszcze miejsce przed debiutem legendarnego sportowca w Rajdzie Dakar. "Orzeł z Wisły" jeździł po kraju i brał udział w prestiżowych krajowych wydarzeniach. Podczas nich nie chciał być jedynie tłem dla bardziej doświadczonych zawodników. 47-latek zamarzył sobie choćby pobicie rekordu prędkości. Swoje osiągnął, bo na żagańskim poligonie rzeczywiście zapisał się w historii dyscypliny. Jak masowo informowały media, pojazdowi Adama Małysza w 2011 roku zmierzono aż 180 kilometrów na godzinę.
Niestety województwo lubuskie bohater tego tekstu opuścił również z gorzkimi wspomnieniami. Tuż po pobiciu rekordu zrobiło się mniej przyjemnie. Polak co prawda zwolnił, dostosowując się do warunków panujących na trasie, ale nie uniknął wypadku. Pierwsze doniesienia brzmiały niepokojąco. TVN24 informowało o dachowaniu. Okazało się, że pojazd rzeczywiście przekoziołkował, a potwierdził to sam kierowca, który udzielił krótkiej wypowiedzi.
Niepokojące wieści o Małyszu w 2011 roku. Szybko zabrał głos, nic mu się nie stało
"Do wypadku doszło zaraz po starcie. Nie była to duża prędkość, na koleinach mnie zarzuciło. Takie rzeczy się zdarzają, trzeba się do tego przyzwyczaić. Ten samochód jest bardzo bezpieczny i przystosowany to takich wypadków" - przyznał na łamach "kontakt24.tvn24.pl". "Były skoczek narciarski wyszedł z samochodu o własnych siłach, ale jest poobijany. Zanim doszło do wypadku Małysz pobił rekord prędkości, który wynosi teraz 180 km/h. Zawodnik już po wypadku był uśmiechnięty i udzielał wywiadów, wszystko wskazuje więc na to, że nic poważnego się nie stało" - pisał z kolei portal "skijumping.pl".
Wspomniany wypadek nie zraził Adama Małysza do rajdów terenowych. Rok później zadebiutował na Dakarze i brał udział w legendarnym zmaganiach aż do 2016 roku. Poza tym zaliczył kilka mniejszych triumfów w Polsce, aż wreszcie skupił się w stu procentach na karierze działacza.













