Podczas 108. gali europejskiego giganta, Adam Niedźwiedź pojedynkował się z Adrianem Zielińskim. Walka zakończyła się przed czasem po tym, gdy nokautujący cios wyprowadził drugi z panów. Pokonany na moment stracił przytomność, lecz po odzyskaniu świadomości nie było z nim wcale lepiej. Scenom tym z trybun przyglądał się obecny w Uranii Mamed Chalidow. Adam Niedźwiedź natomiast wraz ze swoim teamem udał się do szpitala, gdzie spędził kilkadziesiąt godzin. Powód? Możliwy uraz głowy.
O szczegółach opinię publiczną poinformował Artur Ostaszewski. "Adam został wczoraj ok. 8 rano, po nocy spędzonej w szpitalu, wypuszczony przez lekarzy. Niestety tej nocy, w wyniku zawrotów głowy, nudności i problemów z równowagą, znów trafił do szpitala (tym razem już u siebie, na Śląsku). Trzymajcie kciuki! Będę dawał znać" - pisał 21 lipca menedżer fightera w serwisie X. "Ze szpitala (już drugiego), Adam wyszedł. Jedzie do jeszcze jednego (bardzo polecanego) specjalisty, by mieć pewność diagnozy i dalszych kroków/zaleceń. 'Przygoda' trwa…" - dodał parę godzin później.
Problemy zdrowotne Adama Niedźwiedzia są więc dosyć spore. Problem może mieć również federacja KSW. Obóz przegranego zaprotestował wyniki konfrontacji z powodu ich zdaniem nieprzepisowych ciosów w tył głowy. Organizatorzy szybko muszą odnieść się do wspomnianych zastrzeżeń. Zdjęcia oraz krótkie filmy zdają się jednak działać na korzyść Artura Ostaszewskiego i jego zawodnika.
Obóz Adama Niedźwiedzia złożył protest. Może być zmiana wyniku jednej z walk na KSW 108
"Mam pretensje, ale zawsze chciałem, żeby on sędziował moje walki. Ale tu wydaje mi się, że po prostu popełnił jakiś błąd. Te wszystkie kroki są poczynione, aby ktoś po prostu powiedział 'przepraszam', bo wydaje mi się, że to mi się należy w tej sytuacji. Tyle" - powiedział w oświadczeniu wydanym w formie wideo Adam Niedźwiedź (cytat za: "Lowking.pl").
Znany zawodnik w szpitalu. To był zamach, wyciekło nagranie ze strzelaniny
Wcześniej natomiast opowiedział, jak wyglądała końcówka pojedynku z jego perspektywy. "Z mojej perspektywy jak ja to czułem w walce, to czułem, że pierwszy łokieć dla mnie był jakby blisko nielegalnego. Nie wiem. Mówię tak, jak czułem to na głowie. Po trzecim mnie wyłączyło i ostatnie, co słyszałem, to tak naprawdę komenda, że 'nie bij w tył głowy' czy tam 'nie w tył głowy'. Potem się jakby obudziłem. To, że moje ciało dalej pracowało, to po prostu był automat, a ja już tam byłem nieświadomy" - przyznał całkowicie szczerze.
Wykształcenie Pudzianowskiego może zaskoczyć. "Wiedzy nigdy nie za dużo"
Kibice trzymają jednak kciuki przede wszystkim za zdrowie zawodnika. Poniedziałkowe doniesienia nie brzmiały najlepiej, oby kolejne były dużo bardziej optymistyczne.














