Wielki powrót polskiego mistrza olimpijskiego. Polała się krew, decydowali sędziowie
Szymon Kołecki kilka tygodni temu sprawił swoim kibicom miłą niespodziankę. Mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów zadeklarował, że powróci do oktagonu i niebawem stoczy kolejną walkę w formule MMA. Tak też się stało. 7 grudnia doświadczony sportowiec skonfrontował się Olim Thompsonem. Obaj panowie dali w Ożarowie Mazowieckim krwawe show. Nikt nie zamierzał odpuszczać, w związku z czym o końcowym werdykcie decydowali sędziowie.

Zawodnik urodzony w Oławie zdecydowanie nie potrafi żyć bez sportu. Po obfitej w sukcesy karierze sztangisty, 43-latek zabrał się za MMA. Mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów błyskawicznie podpisał kontrakt z KSW. Tam z miejsca stał się jedną z większych gwiazd. I to nie tylko medialnych, ale również sportowych. W pokonanym polu pozostawiał między innymi Mariusza Pudzianowskiego, Damiana Janikowskiego czy Martina Zawadę. Po zwycięskim starciu z Akopem Szostakiem w połowie 2021 roku zrobił sobie jednak przerwę.
Wówczas wydawało się, że mowa o definitywnym końcu, ponieważ słuch o Szymonie Kołeckim zupełnie zaginął. Aż w końcu sam zainteresowany przypomniał o swojej obecności zaledwie kilka tygodni temu. I to od razu z grubej rury. "Nie ukrywam generalnie, że w tym roku na 99% jeszcze zawalczę. Praktycznie mam dogadaną walkę. Faktycznie nie na KSW, tyle mogę potwierdzić. Sportowa organizacja" - przekazał. Szybko okazało się, że mowa o starciu na gali Babilon MMA 50. Po drugiej stronie klatki stanął równie rozpoznawalny w kraju nad Wisłą Oli Thompson.
Miłośnicy mieszanych sztuk walki na widowisko z udziałem 43-latka nie czekali jakoś specjalnie długo. Oficjalną zapowiedź powrotu oraz sygnał oznaczający początek konfrontacji dzielił niecały miesiąc. Od samego początku w Ożarowie Mazowieckim przeważał głównie Polak, który bezlitośnie wykorzystywał każdy błąd przeciwnika. Popisowa okazała się zwłaszcza ostatnia runda. W ruch ze strony naszego rodaka poszły łokcie. Wokół Brytyjczyka pojawiła się kałuża krwi, ale Wyspiarz nawet nie myślał o odpuszczaniu. Ba, zaimponował paroma dobrymi unikami i dotrwał do ostatniego gongu.
Co dalej z Szymonem Kołeckim? Rękawicę rzucił mu były zawodnik UFC
Sędziowie raczej nie mieli twardego orzechu do zgryzienia. Dwóch punktowało 30:26 na korzyść Polaka. Jeden z nich wskazał na rezultat 30:27. W ten oto sposób zwycięski powrót Szymona Kołeckiego stał się faktem. Fani teraz z niecierpliwością czekają na kolejne wyzwania legendy sportu w kraju nad Wisłą. 43-latek na pewno nie opędzi się od znanych nazwisk. Całkiem niedawno walki z Szymonem Kołeckim chciał choćby Tom Breese, były zawodnik federacji UFC. "Rozbiję twojego chłopca" - pisał w mediach społecznościowych do menedżera mistrza olimpijskiego z Pekinu.
Zobacz również:






![Niespodzianka w LM była blisko! Projekt uratował się w tie-breaku [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MBZXG5I446KE7-C401.webp)






