Reklama

Reklama

Wielki powrót Drwala, kłopoty Grabowskiego, żenujący freak fight

Tomasz Drwal w wielkim stylu wrócił do oktagonu. Podczas gali MMA Attack 3 w katowickim Spodku "Gorilla" poddał w pierwszej rundzie twardego Wesa Swofforda. To był pierwszy pojedynek pochodzącego z Nowego Sącza zawodnika od listopada 2011 roku. Ciężkie chwile w zwycięskiej walce ze Stavem Economou przeżywał Damian Grabowski. Kompletną klapą okazał się natomiast freak fight z udziałem Roberta Burneiki i Dawida Ozdoby.

"Pojedynek" Burneiki z Ozdobą pozostawia spory niesmak po bardzo udanych wcześniejszych walkach MMA Attack 3, dlatego w pierwszej kolejności omówmy to, co podczas tej gali było dobre.

Zacznijmy od "Gorilli", który zaliczył spektakularny powrót do MMA. Walka ze Swoffordem (pogromcą m.in. Jaya Silvy, który w maju ubiegłego roku stoczył niezapomniany pojedynek z Michałem Materlą na KSW 19) trwała krótko, ale pokazała, że warto było czekać prawie 18 miesięcy na powrót Drwala.

Reklama

"Gorilla" szybko narzucił rywalowi swój styl. Celnie i piekielnie mocno uderzał prawym prostym, co jakiś czas wystrzeliwał też skutecznym low kickiem. Zakończył starcie w parterze, efektownie zakładając dźwignię na łokieć. To jubileuszowe, 20. zwycięstwo Drwala w karierze. Jego bilans uzupełniają cztery porażki i remis. Swofford zanotował czwartą porażkę, przy ośmiu wygranych.

O wiele ciężej musiał się napracować żeby odnieść zwycięstwo Damian Grabowski (17-1). "Polish Pitbull" niejednogłośnie na punkty wygrał z dysponującym wręcz zwierzęcą siłą Stavem Economou (14-3-1). Najlepszy polski zawodnik wagi ciężkiej dobrze rozpoczął, sprowadzając po zaledwie 10 sekundach do parteru ważącego blisko 120 kilogramów rywala.

Skazywany na porażkę Economou nie dał się jednak zaskoczyć w parterze i skutecznie bronił się przed technikami kończącymi Grabowskiego. Ku zdziwieniu licznie zgromadzonych w Spodku kibiców w kolejnych minutach to Economou przeważał w oktagonie. O zwycięstwie Polaka zadecydował mocny finisz drugiej odsłony i lekka przewaga w trzeciej rundzie. - Wygrałem charakterem - trafnie podsumował po walce Grabowski.

W jednej z wcześniejszych walk wielkie widowisko stworzyli Krzysztof Jotko (13-0) i Bojan Velicković (8-2). Niepokonany podczas zawodowej kariery zawodnik Okniński Team po trzech morderczych rundach pokonał twardego Serba. Sędziów o zwycięstwie Jotki przekonało ostatnie starcie, w którym zdominował rywala.

Wcześniej świetnie spisywał się Velicković. Serb imponował zwłaszcza w pierwszej rundzie. Boleśnie obijał low kickami Jotkę i wydawało się, że złamie naszego wojownika. Tak się jednak nie stało. - Ja już tak mam, pierwszą rundę przesypiam - szczerze wyznał Krzysztof w przeprowadzonej tuż po walce rozmowie z reporterem Polsatu.

Kompletnym nieporozumieniem okazał się natomiast freak fight, który miał przyciągnąć uwagę telewidzów, czyli starcie "Hardcorowego Koksa" z popularnym striptizerem. Zwyciężył przez dyskwalifikację rywala Burneika, chociaż częściej uderzał Ozdoba.

Powtórki z pojedynku Dawida z Goliatem zatem nie było, bo tancerz owszem punktował, ale głównie zajęty był ucieczką przed "Koksem". Szczerze mówiąc za ten prawdopodobnie najgorszy freak fight w historii polskiego MMA obydwu panom należała się czerwona kartka.

Szef MMA Attack, Dariusz Cholewa zakontraktował wysokiej klasy zawodników, a ci odpłacili się demonstrując w Spodku kawał dobrego MMA. Szkoda by było, gdyby wysiłek organizatorów i prawdziwych wojowników był oceniany przez pryzmat freak fightu, który, mam wrażenie, zrobi więcej złego, niż dobrego dla promocji MMA w naszym kraju.

Autor: Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama