"Walduś" zapytany o dalszą karierę w MMA. Postawił sprawę jasno
Bartosz Żukowski, czyli serialowy "Walduś Kiepski", zadebiutował na gali FAME 28, dołączając do rosnącego grona celebrytów próbujących sił we freak fightach. Choć jego pierwszy występ zakończył się błyskawicznym nokautem, aktor klatkę opuścił z szerokim uśmiechem na ustach. W rozmowie z "Super Expressem" zdradził, czy planuje kolejne walki.

Coraz więcej celebrytów decyduje się na debiut we freak fightach, a do tej grupy dołączył właśnie Bartosz Żukowski. Aktor, znany szerokiej publiczności jako niezapomniany "Walduś Kiepski", postanowił spróbować sił w świecie sportów walki i podczas gali FAME 28 zadebiutował w klatce. Jego wejście do oktagonu wzbudziło ogromne zainteresowanie - zarówno fanów freak fightów, jak i osób, które kojarzą go głównie z kultowego serialu.
Sam występ Żukowskiego trwał jednak bardzo krótko. Skazywany na pożarcie aktor pierwszy raz wylądował na deskach już po dziewięciu sekundach. Choć zdołał się podnieść, kolejna seria ciosów przeciwnika ponownie posłała go na matę, tym razem kończąc pojedynek.
Bartosz Żukowski zapytany o dalsze występy w FAME MMA. Z dumą ogłasza
Całość trwała nieco ponad pół minuty i zakończyła się wygraną przez nokaut Tomasza Matysiaka, ale mimo to Żukowski nie sprawiał wrażenia rozczarowanego. Wręcz przeciwnie - podkreślał, że adrenalina i emocje, jakich doświadczył, były dla niego czymś absolutnie wyjątkowym.
"To była zupełnie inna trema niż np. w teatrze. Z jednej strony lęk, bo to pierwszy raz, sytuacja totalnie nieznana, niekomfortowa, z drugiej lęk przed bólem. Ale bardzo mi się podobało, mega adrenalina i jadę dalej" - mówił w rozmowie z "Super Expressem". Aktor ujawnił również, że podpisał z FAME kontrakt na trzy walki, a jego ekspresowa porażka nie stanowiła dla niego żadnego zaskoczenia.
"No było szybko, ale co mogłem zrobić w cztery tygodnie? Nie oszukujmy się, ja mam 50 lat. Gdy zaczyna się w takim wieku uprawiać sport quasi-wyczynowo, to inaczej nie mogło się to skończyć. Byłem na to przygotowany, nie jest to dla mnie zaskoczenie. (...) Jestem jednak z siebie dumny, że wygenerowałem tyle siły i mocy, by wyjść do klatki. Ja czasami trenowałem nawet po sześć godzin dziennie" - wyjawił.
Choć pierwszy występ miał charakter bardziej symboliczny niż sportowy, Żukowski nie zamierza na nim poprzestać. Teraz daje sobie kilka miesięcy na solidne przygotowania. "Plan mam już rozpisany. Myślę, że za pół roku będę mógł pokazać coś więcej. Na razie liznąłem podstaw, a całe zaplecze psychomotoryczne jest jeszcze nietknięte" - podkreślił. Dodaje, że traktuje to jako życiową przygodę i wyzwanie, które po pięćdziesiątce daje mu nową energię. Aktor jest więc zdecydowany kontynuować przygodę z MMA, a kolejne wejścia do klatki wydają się tylko kwestią czasu.













