Ugonoh demolował rywali, a potem taki finał. Nagrodą Mercedes za 800 tysięcy
Izu Ugonoh i Makhmud Muradov pokazali swoją siłę w ćwierćfinałowych i półfinałowych starciach turnieju FAME 29, doprowadzając do wielkiego pojedynku o Mercedesa S-Class o wartości ok. 800 tysięcy złotych.

Jay Silva i Tomasz Sarara jako pierwsi zmierzyli się w ćwierćfinale turnieju. Po pierwszej rundzie Amerykanin schodził do swojego narożnika kręcać głową niezadowolony, nie mając planu na rozszyfrowanie Polaka. Chwilę później wychodził już z klatki w jeszcze gorszym stanie.
Sarara wyczekał na odpowiedni moment, aby zaatakować rywala frontalnym kopnięciem na wątrobę i zrobił to bezbłędnie. Palce wbiły się jeszcze w korpus Silvy sprawiając, że ten przyklęknął natychmiast, a sędzia widząc co się dzieje, odczekał kilka sekund i zakończył starcie.
Kiedy do klatki wchodzili kolejni zawodnicy - Makhmud Muradov i Marcin Sianos, murowanym faworytem był występujący w czeskim Oktagonie Muradov. "Thanos" postawił na mocarne uderzenia, że Makhmud na zwinność, uniki i akcje z doskoku. I jak się okazało, lepszym rozwiązaniem była taktyka tego drugiego. Muradov nie forsował tempa i awansował dalej po decyzji sędziów.
Jeden z bohaterów kolejnej walki, Alberto Simao, rozpoczął starcie z Mateuszem Szmydem od odjęcia punktu - to pokłosie decyzji sędziego głównego federacji FAME, Piotra Jarosza jeszcze sprzed wydarzenia.
"Afrykańska Maczeta" wiedział więc, że musi postawić wszystko na jedną kartę i ruszył z ofensywą, jednak jego rywal tanio skóry nie sprzedał i bronił się do ostatniej sekundy tego pojedynku. To kolejna walka w turnieju, która skończyła się werdyktem. Po nim, to ręka Alberto powędrowała w górę.
Ostatnią parę ćwierćfinałową twoarzyli Mateusz Kubiszyn i Izu Ugonoh i była to kolejna walka do werdyktu. Zanim jednak do niego doszło, były pięściarz wiedział już doskonale, że każdy punktowe będą na jego korzyść - po dwóch nokdałnach na swoją korzyść do jednego dla Don Diego. I sędziowie to potwierdzili - Izu dołączył do Alberto w półfinale.
O pierwsze miejsce w wielkim finale starli się Muradov i Sarara. Starszy z tego duetu postawił na to, co potrafi najlepiej - szybkie i mocne kopnięcia, ale Makhmud sprytnie kontrował szarże Sarary i zaznaczył obecność szybkim atakiem z gradem ciosów. Uzbecki zawodnik miał prosty plan na tej turniej - kontrolować rywali i bez większych obrażeń przechodzić do dezycji. To znów się udało i zameldował się w finale.
Dołączył do niego Izu Ugonoh, który po prostu zdemolował Alberto w 1. rundzie. Najpierw poczęstował go silnym prawym, po którym "Aferykańska Maczeta" padł i złapał się za szczękę. Chwilę później znów spotkał się z matą, ale po podcięciu. Zanim wybrzmiał gong kończący rundę, Alberto znów padł, ale tym razem pokazał sędziemu, że to będzie ostatnie liczenie, bo nie ma zamiaru kontynuować tego starcia.
Były pięściarz z wielkim respektem podszedł jednak do Muradova, który w wielkim finale spokojnie realizował swój plan, wykorzystując mniejszą wagę i szybkość. O ile po pierwszej rundzie narożnik Ugohona jeszcze go przestrzegał przed akcjami rywala, tak po drugiej wiedzieli już, że zwycięstwo wymyka im się z rąk.
Ugonoh nie chciał odpuszczać i przeprowadził świetną szarżę, trafiając rywala. To sprawiło, że uzbecki zawodnik był przez chwilę zamroczony i musiał ratować się klinczem. Rozcięcie na twarzy tylko potwierdziło, jak potężne to było uderzenie, ale ostatecznie Muradov nie wypuścił tego zwycięstwa - klasycznie dla siebie w tym turnieju, po jednogłośnej decyzji sędziów.















