Reklama

Reklama

Tomasz Drwal: Święta z Kevinem nie wchodzą w grę

"Kevin sam w domu" i święta przed telewizorem to nie dla mnie. Nawet jak aura nie dopiszę to sięgnę po jakąś książkę i nastawię się na lekki chillout, żeby odpocząć i nabrać energii na kolejną gonitwę w nadchodzącym roku - podkreśla w rozmowie z INTERIA.PL pierwszy Polak walczący na prestiżowych galach UFC i czołowy zawodnik MMA w kraju, Tomasz Drwal.

Jak spędzasz święta?

Tomasz Drwal: Święta, oprócz jednych spędzonych w Stanach Zjednoczonych, spędzam klasycznie. Wybieram się w swoje rodzinne strony w okolice Nowego Sącza na Wigilię. Zostanę z rodziną albo wrócę na drugą Wigilię do Krakowa. Zobaczymy jaka będzie pogoda. Może w święta pojadę pochodzić po górach, albo wybiorę się na narty na Wierchomlę. Generalnie jestem zwolennikiem aktywnego spędzania wolnego czasu.

Czyli święta spędzone na jedzeniu i oglądaniu co roku tych samych filmów nie wchodzą w grę?

Reklama

- Zdecydowanie nie! "Kevin sam w domu" i święta przed telewizorem to nie dla mnie. Nawet jak aura nie dopiszę to sięgnę po jakąś książkę i nastawię się na lekki chillout, żeby odpocząć i nabrać energii na kolejną gonitwę w nadchodzącym roku.

Po świętach każdemu z nas przybywa parę kilogramów. Czy będąc profesjonalnym zawodnikiem musisz w tym okresie narzucać sobie specjalną dietę, czy też odpuszczasz i zajadasz się bez limitów wigilijnymi potrawami?

- Przyznam, że specjalnie się nie ograniczam. Na każdym treningu spalam po 1000-1500 kcal, więc nie mam problemów z wagą. Czasem nawet muszę dołożyć do jedzenia jakąś odżywkę, żeby nadrobić to, co straciłem na treningu.

Masz ulubioną potrawę wigilijną?

- Postawię na rybę. U mnie w domu zawsze jest pstrąg, sandacz, czasem też karp. Lubię też kapustę, no i oczywiście tradycyjny barszcz z uszkami.

Dostałeś kiedyś na gwiazdkę prezent, który zapamiętałeś na lata?
 
- Raczej nie. Sporo ich było, każdy cieszył tak samo. Teraz mamy w rodzinie tak, że sobie wybieramy prezenty, żeby uniknąć niemiłego zaskoczenia. Ale prezenty nie są ważne. Ważna jest atmosfera przy wigilijnym stole.

Na pewno sporym prezentem dla kibiców jest twój powrót do oktagonu.

- To także dla mnie miły prezent. W 2012 roku nie walczyłem. Ale nie był to dla mnie stracony czas, sporo było pracy w klubie, kręciłem program o młodych talentach MMA, mamy już gotowe dwa pierwsze odcinki. Zwycięzcy programu będą walczyć na jednej gali ze mną, myślę, że to będzie dla nich i dla mnie udany rok.

Wróćmy jeszcze do twojej walki. Ostatnią stoczyłeś w listopadzie 2011 roku. Jak ta przerwa może wpłynąć na twoją formę i przygotowanie do występu na MMA Attack 3?

- O formę jestem spokojny. Przede wszystkim znów złapałem głód do walki. No i przez ten czas udało się wyleczyć wszystkie mikrourazy, których nabawiłem się nie tyle podczas poprzednich walk, co na sparingach i ciężkich przygotowaniach. Mój organizm zdążył się zregenerować, czuję się coraz lepiej, już teraz jestem głodny tej walki i nie mogę się doczekać 27 kwietnia. Wiem, że część osób powie, że to za duża przerwa i powinienem dostać słabszego przeciwnika, ale z moim doświadczeniem, stażem treningowym to tylko kwestia dobrego przygotowania i ułożenia odpowiedniego planu na walkę w głowie.

Za wcześnie na to, byśmy znali nazwisko przeciwnika, ale czy jest ktoś, kogo chciałbyś dostać w prezencie pod choinkę?

- Kogo dostanę, z tym będę walczył. Chciałbym oczywiście, że by to był dobry, godny rywal. Być może jakiś mistrz lub posiadacz pasa. Ale o konkrety musisz spytać organizatorów, ja sobie nie będę wybierał przeciwników.

Rozmawiał: Dariusz Jaroń, wywiad autoryzowany.

***

Na drugą część rozmowy z Tomaszem Drwalem zapraszamy po Świętach Bożego Narodzenia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje