Szokujące sceny po walce Polaka. Już cieszył się z wygranej, aż nagle zwrot akcji
Trzy pełne rundy i nerwowe oczekiwanie do samego końca. Tak w skrócie wyglądał pojedynek Marcin Tybura - Tyler Fortune na gali UFC w Seattle. Starcie nie należało do najbardziej efektownych, ale to, co wydarzyło się po, z pewnością zapadnie w pamięci kibiców przez długie lata. Polak mógł poczuć się zwycięzcą, ale tylko przez chwilę, bowiem po odczytaniu werdyktu nastąpił komunikat, który zmienił wszystko.

Podczas gali UFC Fight Night w Seattle do oktagonu powrócił jeden z najbardziej doświadczonych polskich ciężkich. Marcin Tybura zmierzył się z Tyrell Fortune. Starcie zestawiało ugruntowanego zawodnika czołówki UFC z rywalem mającym solidne zaplecze zapaśnicze i ambicje, by zaistnieć w największej organizacji MMA na świecie.
Do walki doszło jednak w zmienionych okolicznościach. Pierwotnie przeciwnikiem Polaka miał być Valter Walker, jednak Brazylijczyk wycofał się z powodu kontuzji na krótko przed galą. W jego miejsce wskoczył Fortune, który przyjął pojedynek jako zastępstwo.
Biało-Czerwony przystępował do walki jako jeden z najbardziej regularnych zawodników w dywizji ciężkiej. Polak wcześniej miał za sobą 23 występy w UFC i zwycięstwa nad uznanymi nazwiskami, co od lat utrzymuje go w górnej części rankingu dywizji królewskiej.
Fortune wchodził do oktagonu jako zawodnik znany przede wszystkim z występów w Bellatorze, gdzie wypracował solidny rekord i dał się poznać jako mocny fizycznie ciężki z bardzo dobrym zapleczem zapaśniczym. Amerykanin często wykorzystuje swoją siłę oraz kontrolę w klinczu i parterze, co zapowiadało wymagające starcie dla Polaka.
W końcu Bruce Buffer zapowiedział obu wojowników i wybrzmiała pierwsza syrena. Runda nie zaczęła się najlepiej dla reprezentanta Polski, który szybko został obalony i znalazł się w tarapatach. Po minucie udało się jednak wstać i przenieść rywalizację pod siatkę. Zgromadzonym na trybunach kibicom nie podobał się brak aktywności w oktagonie, co można było poznać po głośnych gwizdach.
UFC Seattle: Kontrowersje w USA. Marcin Tybura w roli głównej
Druga runda prowadzona była przede wszystkim w stójce. Polak starał się napierać pojedynczymi ciosami, ale nie miał momentu, w którym zdecydowanie zagroził swojemu oponentowi.
Przed trzecią rundą panowała wielka niewiadoma, choć można było się domyślać, że minimalnie szala zwycięstwa przechyla się na stronę Amerykanina. Ostatnie starcie było więc decydujące, "Tybur" musiał postawić na jedną kartę. Niestety przebieg pojedynku potoczył się inaczej, w końcówce Fortune zdołał jeszcze obalić Polaka, zaznaczając swoją przewagę w tym boju.
Ostatecznie o zwycięstwie zadecydowali sędziowie, którzy punktowali: 30-27,29-28, 29-28 dla... początkowo Marcina Tybury. Polak przez minutę mógł cieszyć się ze zwycięstwa, ale po chwili sędzia Herb Dean i Bruce Buffer znów weszli do klatki odczytać komunikat, że nastąpił błąd w werdykcie i punktacja jest na korzyść Amerykanina, który to został ogłoszony końcowym triumfatorem.
Dla uwiarygodnienia sytuacji UFC opublikowało karty punktowe:










