Szalona końcówka walki Błachowicza. Polała się krew, to już czwarty raz
Jan Błachowicz wciąż musi poczekać na zwycięstwo w UFC. Polak w nocy z soboty na niedzielę naszego czasu pojedynkował się z Bogdanem Guskovem, który znajdował się w rankingu kategorii półciężkiej o kilka pozycji niżej. Pojedynek obfitował w dramaty, 42-latek z Cieszyna w drugiej rundzie znalazł się nawet na deskach. Potem dokonał jednak spektakularnego powrotu i sam był bliski znokautowania oponenta. Ostatecznie decydowali sędziowie, wskazując na… remis.

Polskich kibiców sportów walki czekała dziś nieprzespana noc. W Las Vegas podczas numerowanej grali UFC do akcji przystąpiło aż dwóch Polaków. Co prawda oczy większości osób skierowane były na Jana Błachowicza, ale wydarzeniu odbywającemu się za oceanem spora grupa przyglądała się jeszcze przed godziną 4:00. Piorunujący debiut w najlepszej organizacji świata zaliczył Iwo Baraniewski. 27-latek już w pierwszej rundzie rozprawił się z Ibo Aslanem, pomimo że to Turek w pewnym momencie znajdował się o krok od znokautowania naszego rodaka. 27-latek jednak się nie poddał, dzięki czemu odniósł życiowy sukces.
Na podobne sceny liczyliśmy w przypadku "Cieszyńskiego Księcia", na którym ciążyła zdecydowanie większa presja, gdyż konfrontował z oponentem sklasyfikowanym niżej w rankingu swojej kategorii wagowej. Zawodnik znad Wisły z tego powodu nie zamierzał kalkulować. "Lubię taki styl i spodziewam się, że połączenie naszych stylów zaowocuje dobrą walką do oglądania. Także dlatego podoba mi się to zestawienie. (…) Nie mogę teraz zostawiać decyzji w rękach sędziów. (…) Muszę kończyć walki przed czasem i to właśnie zamierzam zrobić. (…)" - przyznał na konferencji, cytowany przez "lowking.pl".
Takie podejście nie wzięło się znikąd. Trzy ostatnie pojedynki Polaka kończyły się na pełnym dystansie. Niestety za każdym razem arbitrzy wskazywali na przeciwników 42-latka. Zła seria miała zakończyć się więc dzisiaj w Las Vegas. Początkowo nasz rodak skupił się głównie na niskich kopnięciach. Uzbek nie pozostawał dłużny i odpowiadał ciosami. Sporo z nich niestety dochodziło celu. W końcu pięści przemówiły także u Polaka, lecz górowała rozwaga, wobec czego nie oglądaliśmy podobnych scen co w przypadku walki Iwo Baraniewskiego, o której więcej TUTAJ.
Błachowicz na deskach. Potem powrót, emocje w walce Polaka na UFC w Las Vegas
Nieprzyjemnie zrobiło się w drugiej odsłonie. Z szaleńczymi atakami pospieszył młodszy z zawodników. Jan Błachowicz znalazł się na ziemi, gdzie przyjmował mocne uderzenia. Polak na szczęście się uratował, próbując łapać za nogę Uzbeka, szukając potencjalnego poddania. Niestety nie był wstanie wydostać się z trudnej pozycji. Oponent raz po raz punktował "Cieszyńskiego Księcia", zyskując tym samym coraz większe uznanie sędziów. Pojawiła się dodatkowo krew. 33-latek ewidentnie przejął stery walki w swoje ręce.
Nasz rodak zdecydowanie lepiej wyglądał już w trzeciej rundzie. Szalona okazała się zwłaszcza końcówka, w której Uzbek został zasypany ciosami i kto wie czy przed nokautem nie uratowała go syrena kończąca widowisko. Po raz czwarty z rzędu znów wszystko było w rękach sędziowskich. Orzekli oni większościowy remis.













