Reklama

Reklama

MMA. Salim Touahri dla Interii: Jestem ofiarą tego nieludzkiego systemu

Zawodnik MMA Salim Touahri przez 14 miesięcy przebywał w areszcie. Trafił do niego jedynie na podstawie zeznań świadka koronnego. Po wyjściu opowiedział nam o kulisach swojej sprawy. - W mojej sprawie są to tylko zarzuty postawione na podstawie pomówień skruszonego przestępcy, który jest już skazany prawomocnym wyrokiem za składanie fałszywych zeznań - powiedział w rozmowie z Interią.

Salim Touahri to zawodnik MMA z Krakowa. W 2010 roku stoczył pierwszą zawodową walkę. Do momentu zatrzymania jego kariera rozwijała się harmonijnie. Walczył m.in. dla największej na świecie organizacji MMA - UFC.

Wszystko załamało się 29 stycznia 2020 roku. Touahri został zatrzymany na podstawie zeznań małego świadka koronnego. Zawodnikowi mieszanych sztuk walki postawiono zarzuty udziału w grupie przestępczej i handlu narkotykami.

W areszcie spędził 14 miesięcy. Opuścił go przed miesiącem, gdy osoba, która go oskarżała, została skazana za składanie fałszywych zeznań. Po wyjściu z aresztu Touahri opowiedział Interii swoją historię.

Reklama

Michał Przybycień, Interia: Wyszedłeś z aresztu, ale nie zostałeś oczyszczony z zarzutów. Jak wygląda twoja sytuacja?

Salim Touahri: - W dalszym ciągu ciążą na mnie zarzuty. Sprawa jest w sądzie. Zamierzam udowodnić swoją niewinność i niestety ja muszę tego dowieść, jestem ofiarą tego nieludzkiego systemu.

Czujesz duży zawód?

- Niestety tak to wygląda. Wydawało mi się, że jeśli ktoś jest oskarżony, a przede wszystkim jeżeli osoba zostaje zatrzymana i przedstawia się jej tak poważne zarzuty, to wydaje mi się, że dowody ją obciążające powinny być mocne.

- W mojej sprawie są to tylko zarzuty postawione na podstawie pomówień skruszonego przestępcy, który jest już skazany prawomocnym wyrokiem za składanie fałszywych zeznań. Do tego jest osobą wielokrotnie karaną. Za odzyskaną wolność powie, a tak naprawdę wymyśli każdą bajkę.

Znałeś wcześniej tego człowieka?

- Znaliśmy się, ale nie byliśmy kolegami. To była bardziej przelotna znajomość z siłowni. To nie było nic konkretnego. Nie spotykaliśmy się towarzysko.

Według jego zeznań miałeś być członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, w której skład wchodzili pseudokibice Cracovii. Jednymi z liderów mieli być bracia Z.

- Wtedy, kiedy zastrzelono Adriana Z. przebywałem w Stanach. Wcześniej miałem wykupiony bilet powrotny na Święta Bożego Narodzenia. Zbiegło się to z pogrzebem Adriana Z., na który poszedłem.

- Braci Z. znam, bo wychowaliśmy się na jednym osiedlu. Chodziliśmy razem do szkoły. Adrian był kolegą mojego brata. Ja poszedłem swoją drogą. Wybrałem sport. Postawiłem wszystko na jedną kartę, trenowałem dwa, trzy razy dziennie. Walczę zawodowo od 2010 roku na arenach międzynarodowych, reprezentując Polskę. Znam różnych ludzi, ale nigdy nie byłem utożsamiany z żadnymi kibicami. Nawet nie lubię piłki nożnej, nie interesowało mnie to.

Miałeś jakieś kontakty ze środowiskami pseudokibiców?

- Znam ludzi z różnych środowisk, w tym także kibiców. Taką osobę łatwo jest pomówić. Zna mnie bardzo dużo osób. Jestem zawodnikiem MMA, walczyłem w UFC i jestem osobą rozpoznawalną. Często mnie ktoś zaczepia na ulicy.

- Nigdy nawet nie byłem na meczu Cracovii. Po numerze PESEL łatwo zweryfikować, czy dana osoba kiedykolwiek była na stadionie. Moich danych nie ma w systemie Cracovii. Mam na to zaświadczenie z klubu. Dodatkowo, w konkurencyjnym klubie TS Wisła prowadziłem treningi MMA.

Muszę więc zapytać, czy nie spotkałeś się z zarzutami, że trenowałeś bojówki pseudokibiców?

- Nie dopuściłbym do tego, żeby trenować kogoś pod jakieś ustawki. Przychodziło do mnie sporo osób, byli to normalni ludzie, głównie studenci. Czesto też nagrywałem treningi, robiłem zdjęcia. Prowadzę aktywnie media społecznościowe, każdy wie, z kim trenowałem, gdzie przebywałem i kiedy.

Czy wcześniej dochodziły do ciebie jakieś głosy, że możesz zostać zatrzymany?

- Mamy takie czasy, że teraz wszyscy wszystko wiedzą, są różne metody sprawdzania tego, czy ktoś jest przestępcą, notowania policyjne i stadionowe. W życiu nie pomyślałem, że to nie zostanie zweryfikowane.

- Na dobrą sprawę pomówienie może zrujnować każdemu życie. Nie życzę nikomu tego, co mnie spotkało, co przeszła moja żona i moja rodzina. W najgorszych snach nie można sobie tego wyobrazić. A to wszystko na podstawie tego, co powiedział przestępca. Bo on jest przestępcą. Okazał skruchę przed prokuratorem, został świadkiem koronnym, a po kilku miesiącach dopuścił się kolejnego poważnego przestępstwa w restauracji w Myślenicach. To powinno dać do myślenia organom ścigania. Myślę, że doskonale wiedzą, z kim mają do czynienia, tylko ciężko im się teraz z tego wycofać. Myślę, że wiedzą, że jest niewiarygodny.

Jak wyglądało twoje życie w więzieniu w czasie pandemii koronawirusa.

- Na początku byłem w szoku po tej całej sytuacji. Po kilku tygodniach zacząłem układać sobie plan dnia. W miarę możliwości zacząłem trenować. Każdy dzień praktycznie wyglądał tak samo. Czekało się na opuszczenie murów.

- Był przestrzegany reżim sanitarny. Gdy wychodziło się poza celę, trzeba było założyć maseczkę. Nie było widzeń. Miałem jedno, na początku sierpnia 2020 roku, gdy na chwilę poluzowano obostrzenia.

Poza brakiem możliwości zobaczenia rodziny, kontakt ze światem był utrudniony?

- Do pewnego czasu miałem kontakt telefoniczny. 20 sierpnia zabrano mi tę możliwość, ze względu na to, że zachodziło podejrzenie, że mógłbym mataczyć, rozmawiając z żoną. Wcześniej kilka miesięcy z nią rozmawiałem, więc nie wiem dlaczego nagle została podjęta taka decyzja. Przecież nigdy wcześniej nie byłem karany. Przestrzegałem prawa. Niedługo przed zatrzymaniem uzyskałem nawet pozwolenie na broń. Jeśli wiedzieli wcześniej o oskarżeniach, to czemu dali pozwolenie na broń osobie, którą podejrzewali o udział w grupie przestępczej?

Dwa tygodnie po zatrzymaniu na chwilę opuściłeś areszt i zdążyłeś wziąć ślub

- Zostałem zatrzymany 29 stycznia, tydzień przed ślubem. Po pobycie na "dołku" prokurator złożył wniosek o tymczasowe aresztowanie. Sąd rejonowy nie przychylił się do tego wniosku i zastosował środki wolnościowe. Stosowałem się do nich wzorowo. Została wpłacona kaucja, chodziłem na dozory, oddałem paszport. Po dwóch tygodniach zostałem ponownie zatrzymany. W międzyczasie odbył się ślub.

- Dziwi mnie to, że zostałem zatrzymany tuż przed ślubem. Prokurator o zeznaniach tego skruszonego przestępcy wiedział rok wcześniej. Uważam, że było to specjalnie zorganizowane, żeby mnie złamać przed ślubem, żebym się przyznał do czegoś, czego nie zrobiłem, uwiarygodniając tego przestępcę.

W więzieniu były możliwe jakiekolwiek treningi?

- Nie dało się wykonywać stricte treningów sportów walki, nie było na to warunków. Bardziej był to trening siłowy, pompki, podciągnięcia. W trakcie spacerów była możliwość skorzystania z przyrządów do ćwiczeń. W okresie zimowym w ogóle z nich nie korzystałem, było zimno, wiązałoby się to z chorobą. Dlatego trenowałem w celi.

A jak wyglądały twoje relacje ze współwięźniami? Była chęć sprawdzenia się z zawodnikiem MMA?

- Jestem osobą powszechnie rozpoznawalną. Moje zatrzymanie było bardzo medialne. Wśród osadzonych i pracowników więzienia praktycznie wszyscy mnie znali. Nie miałem żadnego konfliktu z nikim. Unikałem rozmów na temat mojej sprawy. Nie wiedziałem, kto jest kto, czy mi nie zaszkodzi opowiadając o mnie różne rzeczy w zamian za uzyskanie wolności.

Przejdźmy do sportu. Miałeś już pierwsze treningi?

- Treningi zacząłem od razu po wyjściu z aresztu. Miałem już lekkie sparingi. Z moim trenerem od stójki Pawłem Kotabą miałem "tarcze" i pierwsze techniczne zajęcia.

Co dalej z twoją karierą?

- Wracam. Jestem po spotkaniu z moim menedżerem Pawłem Kowalikiem. Są jakieś plany. Mam nadzieję, że uda się stoczyć walkę w połowie wakacji.

- Zamierzam stoczyć dwie walki w Polsce, odbudować się. Mój paszport został zatrzymany. Wiem, że są propozycje z zagranicznych organizacji. Jestem jednak zablokowany brakiem paszportu. Pandemia też nie ułatwia wyjazdów. Odbywa się mniej gal.

Twój kontrakt z UFC został rozwiązany. Wpływ na taką decyzję miało zatrzymanie, czy wyniki twoich walk w amerykańskiej organizacji?

- Miałem kontrakt na cztery walki. Po ostatniej porażce już miałem myśli, że to koniec. To najlepsza organizacja na świecie. Czasami już nawet po jednej porażce rozwiązują kontrakt. Z tyłu głowy była nadzieja, że może jeszcze dostanę szansę, ale chwilę przed zatrzymaniem umowa została rozwiązana.

Dajesz sobie jakiś margines czasowy, w którym chcesz stoczyć powrotną walkę?

- Mam wstępny plan. Chciałbym wyjść do klatki w połowie wakacji, za mniej więcej trzy miesiące. U mnie przygotowania do walki wynoszą osiem tygodni. Przez to, że byłem w areszcie, ten czas się wydłuży, ale nie mam tragicznej formy. Myślę, że będzie dobrze.

Chcesz wrócić z przytupem, z mocnym rywalem, czy wolałbyś stoczyć pojedynek na przetarcie?

- Podchodzę do tego spokojnie, nie chcę zrobić falstartu. Po tak długiej, prawie dwuletniej przerwie od startów i treningów ciężko od razu wrócić z jakimś bardzo wymagającym rywalem. Chciałbym wygrać i złapać wiatr w żagle.

Jak wygląda u ciebie sytuacja z wagą i w której kategorii się widzisz?

- Niezmiennie w półśredniej. W najgorszym momencie w areszcie ważyłem ponad 100 kg. Teraz jest ok. 90 kg, ale nie rozpatruję innych kategorii wagowych. Jestem za mały na średnią. Nie będą miał problemów z zejściem do 77 kg.

Rozmawiał Michał Przybycień

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje