Reklama

Reklama

MMA. Pudzianowski i Szeliga nie potrafili opuścić hali o własnych siłach

Walka Krystiana Pudzianowskiego i Piotra Szeligi okazała się niezwykle wyczerpująca dla obu zawodników, choć trwała zaledwie dwie rundy. Jeden i drugi potrzebowali pomocy, by opuścić halę, na której odbywała się gala FEN 28. Co więcej, Pudzianowski po walce trafił do szpitala.

Dwie rundy intensywnej walki wystarczyły, by młodszy brat Mariusza Pudzianowskiego, Krystian, całkowicie opadł z sił. "Pudzian" junior nie wyszedł na trzecią rundę, dzięki czemu zwycięstwo w walce odniósł Szeliga.

Fajerwerki widzowie mogli zobaczyć przede wszystkim w efektownej pierwszej rundzie, gdy obaj zawodnicy mieli jeszcze sporo energii i nie żałowali jej na wymianę ciosów.

W drugiej obaj wyraźnie słabli, ale to Szeliga zachował więcej sił. Jego kilka uderzeń było dla "Pudziana" bardzo bolesnych.

Co ciekawe, rundy w walce Pudzianowskiego z Szeligą i tak trwały krócej, od tradycyjnych rund MMA. Zamiast pięciominutowych potyczek, zawodnicy uzgodnili, że każda runda będzie trwała trzy minuty.

Starcie dla obu fighterów okazało się wyczerpujące na tyle, że żaden z nich nie potrafił opuścić hali FEN 28 o własnych siłach. Szeliga uczynił to wspierając się na pomocnikach medycznych, "Pudzian" - leżąc na noszach. Co więcej, okazało się, że Pudzianowski po walce trafił do szpitala.

Reklama

Mimo porażki, Krystian Pudzianowski nie ma zamiaru żegnać się z MMA. 

- To nie jest ostatnia walka Krystiana na FEN. Podpisaliśmy długoterminowy kontrakt - zapewnił Paweł Jóźwiak, prezes FEN, w rozmowie z "Super Expressem".

Z kolei Szeliga nie ukrywał zadowolenia ze swojego zwycięstwa.

- To jest to, czego oczekiwałem. Wyszedłem się bić, bez kalkulacji i powiem tak: wszystko można w życiu kupić, ale serca i charakteru nie kupisz za żądne pieniądze - powiedział po walce Szeliga.

WG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama