Reklama

Reklama

MMA. Podwójny mistrz Andrzej Grzebyk opuszcza FEN

W świecie sportów walki co jakiś czas dochodzi do wielu awantur i przepychanek. Nie inaczej jest też w polskim MMA. Tym razem problemy dotknęły federacji FEN i jej podwójnego mistrza - Andrzeja Grzebyka.

Jak często bywa w takich sprawach, poszło o pieniądze. Grzebyk to, w ostatnim czasie, najgorętsze nazwisko, które związane było z organizacją. Był posiadaczem pasa w kategorii do 77 i 84 kilogramów. Niedawno, 12 października, na gali FEN 26, obronił mistrzostwo wagi średniej, już w pierwszej rundzie nokautując Roberta Fonsekę. Teraz mógł walczyć z Danielem Skibińskim, mistrzem federacji Babilon MMA w wadze piórkowej. Odrzucił jednak tę walkę z powodów finansowych.

Reklama

Wszystko zaczęło się od współpracy FEN z Babilon MMA. Włodarze obu organizacji uzgodnili, że zunifikują swoje pasy i skonfrontują swoich mistrzów. Pierwszy taki pojedynek odbył się 26 października na gali Babilon MMA 10. Co ciekawe, to pierwsza na świecie federacja MMA, która zorganizowała swoje wydarzenie 125 metrów pod ziemią, w kopalni soli w Wieliczce. Mistrz wagi piórkowej FEN Adrian Zieliński, przegrał na punkty z zasiadającym na tronie drugiej organizacji, Danielem Rutkowskim.

Paweł Jóźwiak i Tomasz Babiloński planują zacieśnić współpracę i mówią o kolejnych konfrontacjach swoich mistrzów. Jedną z nich miał być wspomniany pojedynek Daniela Skibińskiego i Andrzeja Grzebyka, w kategorii wagowej do 77 kilogramów. Już wiadomo, że do takiego starcia nie dojdzie, bo mistrz federacji FEN rozwiązał kontrakt z organizacją. Tak przynajmniej twierdzi sam zawodnik, bo jego pracodawca uważa, że umowa nadal obowiązuje.

Jak widać, na "uwolnienie" zawodnika już czeka federacja KSW. Zainteresowane jest nim też ACA. Sam zawodnik chciałby trafić do UFC i wydaje się być bardzo blisko tej opcji, ale musi wyjaśnić swój status.

Tarnowianin okopał się na swoim stanowisku. W oświadczeniu, w którym poinformował o zakończeniu współpracy z FEN, podkreślił, że nigdy nie otrzymał oficjalnej propozycji walki z Danielem Skibińskim. Podkreślił też, że ewentualny pojedynek ze "Skibą" traktuje jak wielkie sportowe wyzwanie, dlatego też pieniądze powinny być odpowiednie.

- Teraz, kiedy zostałem już przez Prezesa okrzyknięty "kalkulatorem" wyjaśnić mogę, iż ja pojedynek posiadaczy pasów dwóch różnych federacji uznaję za superfight, a za superfight powinniśmy otrzymać godne, jak na taki pojedynek przystało, wynagrodzenie - napisał zawodnik.

Grzebyka oburzyły słowa, które Paweł Jóźwiak skierował do mediów po gali Babilon MMA 10 i dlatego postanowił rozstać się ze swoim pracodawcą.

- Jest mi za niego wstyd i mam nadzieje, że pójdzie po rozum do głowy i weźmie tę walkę, a jeśli nie, to sorry Andrzej - oddawaj pas i daj miejsce innym. Jest Szymon Dusza, który jest konkretny i stać go na wiele i który na pewno nie będzie kalkulował. Także kalkulatorom zdecydowanie mówimy "nie" - powiedział prezes FEN.

Co ciekawe, to nie pierwszy konflikt na linii FEN-zawodnik. W ostatnich latach, po kłótniach z właścicielem, organizację opuszczali m.in. Marian Ziółkowski, Roman Szymański czy Radosław Paczuski. Teraz odchodzi kolejna gwiazda.

Takie problemy nie ominęły też największej polskiej federacji. KSW również opuścił podwójny mistrz, posiadacz pasów w kategoriach do 66 i 70 kilogramów, Mateusz Gamrot. Federacja twierdzi, że jego umowa nadal obowiązuje i powinien walczyć. Sytuacja, tak jak w przypadku Grzebyka, jest patowa.

MP

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Grzebyk | FEN

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje