Reklama

Reklama

Mamed Chalidow zdradził, pod jakim warunkiem zawalczy z Materlą

Mamed Chalidow (34-7-2, 14 KO, 16 Sub) bardzo chce się zrewanżować za porażkę, której doznał z rąk Scotta Askhama (19-4, 12 KO, 2 Sub) podczas KSW 52. Jak chce to zrobić, co sądzi o niezbyt pochlebnych słowach rywala pod swoim adresem? W jakiej jest formie? Czy jest możliwy i na jakich warunkach rewanż z Michałem Materlą? Na te wszystkie pytania największa gwiazda KSW odpowiada w rozmowie z Igorem Marczakiem z Polsatu Sport.

Igor Marczak: W piątek oficjalne ważenie, w czwartek odbył się media day przed sobotnią galą KSW. Nie psuje ci to np. harmonogramu zbijania wagi?

Reklama

Mamed Chalidow: - To jest normalna procedura przed każdą galą. Każdy jest więc przygotowany do tego, co będzie i na swój sposób zrzuca wagę. Akurat ja nie ma dużo do zrzucenia. Nie ma z tym problemu. Mam swoje specjalne jedzenie. Więc to nie jest żaden problem.

Z dużym szacunkiem wypowiadasz się o Scottcie. Z drugiej strony jest dużo gorzej. Scott powiedział, że Cię nie szanuje, że jesteś dużym dzieckiem. Jak Ty to odbierasz?

- To wychodzi poza ramy mojego rozumienia. Ja nie rozpatruję przeciwnika jako człowieka, bo ja go nie znam. Znamy się tylko dlatego, że walczyliśmy i znów walczymy. Oglądamy się jako zawodnicy. I ja go oceniam wyłącznie jako zawodnika. Znakomitego. Jego charakteru nie oceniam, nie wiem, jaki on naprawdę jest. Życzę mu wszystkiego dobrego dla niego i całej jego rodziny. Tutaj jesteśmy po to, by wyjść i pokazać w klatce nasze umiejętności. Zawsze podchodziłem do tego tak samo. Ja kocham to co robię i szanuję tę dyscyplinę. Każdy sportowiec szanuje i docenia swoją dyscyplinę. Tym bardziej, że wie, jak ciężko pracuje również jego przeciwnik. Dla mnie jest jasna granica, której nie przekraczam. Wychodzę do walki, by promować moją piękną dyscyplinę sportu. Te obelgi w ogóle mnie nie obchodzą, bo to są tylko słowa. Jak ktoś obraża, to obraża tylko sam siebie. Ja na niego ani nie jestem obrażony, ani wkurzony.

Bardzo chciałeś walki jeszcze w tym roku. Na KSW 54 powiedziałeś, że cały czas namawiasz włodarzy organizacji, żeby zorganizowali ci ten pojedynek. Czy Scott Askham to była jedyna opcja, czy w grę wchodziły jeszcze jakieś inne nazwiska?

- Nie było na pewno tak, że ja powiedziałem: Nie ma innej opcji. Ale oczywiście poprosiłem KSW, by dali mi tę walkę. By do niej doszło, wszystkie elementy musiały się złożyć w całość. Zainteresowanie ludzi, przeciwnika - ja oczywiście byłem zainteresowany. Ale w finale najważniejsze jest, czy ludzie będą chcieli cię obejrzeć, bo robimy to dla nich. Dużo było głosów, że kibice chcieliby zobaczyć rewanż. Ok - Scott wygrał, wykonał fajną taktyczną robotę. Ja się nabrałem. Ja byłem zainteresowany rewanżem, ludzie chcą to zobaczyć, wszystko się złożyło, dlatego dochodzi do tego pojedynku.

Pierwsze walki Scotta Askhama w KSW to popis gry stójkowej. Tak naprawdę dwa pierwsze pojedynki to dwa kopnięcia i było po rywalu. W walce z Tobą Scott zszedł do parteru. Na ile cię to zaskoczyło, że on nie chce się bić, tylko chce przeleżeć te trzy rundy?

- Wychodziłem do tej walki, by bić się w stójce. Więc zaskoczyło mnie to. Ale jak zeszliśmy do parteru, to pomyślałem sobie, ok - jak jesteśmy tutaj, to walczmy tutaj. Ale on był dobrze przygotowany. Co z tego, że biłem, co z tego, że próbowałem technik kończących, jak w oczach sędziów ten co jest na górze, jak nawet tylko leży na mnie i raz na jakiś czas uderzy, to on dominuje. W ten sposób dopiął swego.

Myślisz, że wróci do tej swojej stójkowej gry?

- Mam nadzieję.

A czy walka Chalidow - Materla jeszcze kiedykolwiek wchodziłaby w grę?

- Jedyna możliwość jest taka, że spotkamy się w sali treningowej, bez publiczności, bez kamer. Do takiej walki w klatce, na gali, już z nim nie wyjdę, nikt mnie nie namówi.

Rozmawiał: Igor Marczak

Dowiedz się więcej na temat: Michał Materla | Mamed Chalidow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje