Reklama

Reklama

Fame MMA. Marcin Najman opowiada swoją wersję po skandalu w walce z Kasjuszem Życińskim

Marcin Najman zdradził, dlaczego tak, a nie inaczej, zachował się podczas walki z Kasjuszem "Don Kasjo" Życińskim. Federacja MMA, w ramach której odbywała się ta walka, zdyskwalifikowała go dożywotnio.

Zgodnie z umową starcie miało się odbywać na zasadach bokserskich. Tymczasem już w drugim zwarciu Najman obalił rywala. Sędzia przerwał walkę i ukarał agresora ujemnym punktem. Kiedy ten po chwili kopnął Życińskiego, pojedynek został przerwany.

Reklama

"Jeżeli od tygodni pompuje się balon negatywnych emocji, oskarżeń wobec mnie, które mogły nawet doprowadzić do rozbicia mojej rodziny, to w końcu nie wytrzymałem i nerwy mi puściły. Są świętości, których się nie rusza, a rodzina jest taką świętością" - tłumaczył Najman w "Fakcie".

Co tak mocno wyprowadziło z równowagi 41-letniego zawodnika?

"Od dawna rzucał obelgi. To jeszcze mogłem puścić mimo uszu. Natomiast, gdy zaczął opowiadać, że mam romans z Moniką Godlewską, że widział nas razem po gali Fame MMA 5 w hotelu, przekroczył pewną granicę. To był atak na moją rodzinę i nie mogłem tego puścić mu płazem" - dodał Najman.

W klatce doszło wówczas do potężnej awantury. Członkowie ochrony rozdzielali zwaśnione strony. Nie zdołali jednak zapobiec atakowi na leżącego "Don Kasjo". Trener Najmana, Damian Herczyk, wykręcił mu z premedytacją nogę, narażając go na poważną kontuzję. On również otrzymał dożywotnią dyskwalifikację.

Najman przyznał, że jego zachowanie było celowe. 

"Poziom mojej frustracji był tak duży, że za wszelką cenę chciałem mu nakłaść. Dlatego go obaliłem i kopnąłem. (...) emocje wzięły górę. Niczego jednak nie żałuję, bo jeśli chodzi o rodzinę, to nie ma przebacz" - mówił Faktowi".

Dla Najmana miała to być ostatnia walka w karierze. "Chciałem skończyć karierę i wszystko wskazuje na to, że walczyłem po raz ostatni" - stwierdził.

Po oświadczeniu Federacji MMA, Najman na portalu społecznościowym, zostawił sobie jednak uchyloną furtkę.

"Nie rozumiem o co chodzi z tą dożywotnią dyskwalifikacją, skoro ja zaraz po walce miałem już zakończony kontrakt z Fame MMA. Jak można wolnego zawodnika zdyskwalifikować dożywotnio?" - zastanawiał się Najman.

"Odebrałem też telefony od szefów dwóch największych organizacji MMA w Polsce z propozycją. Stwierdziłem jednak, że teraz mam głowę zajętą innymi sprawami, a poza tym miała to być moja ostatnia walka i chciałem, żeby tak było, więc nie wiem, czy jest jakaś płaszczyzna do rozmów, ale to miłe, że tak szybko zwrócono się do mnie o angaż" - stwierdził.

"Nie zgadzam się również z innymi rzeczami napisanymi w oświadczeniu Fame MMA, łącznie z tym, że to Życiński rozpoczął bijatykę w oktagonie, po tym, gdy sędzia ogłosił moją dyskwalifikację, a wszystkie winy zrzucane na Damiana Herczyka są co najmniej nietrafione. Natomiast Życińskiego czeka pozew za to, jak mnie pomówił w sposób łajdacki przed galą" - zakończył Najman.

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Najman

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama