Łukasz Brzeski ponownie stanął przed szansą odbudowania swojej pozycji w królewskiej kategorii wagowej. Polak zmierzył się z doświadczonym Ryanem Spannem, który dotychczas toczył boje w wadze półciężkiej, ale tym razem zdecydował się na debiut w najwyższej dywizji. Brzeski przystępował do starcia z dużą motywacją i determinacją, by udowodnić, że zasługuje na miejsce w UFC mimo wcześniejszych niepowodzeń. Dla obu zawodników była to walka o być albo nie być w największej organizacji MMA na świecie.
Wcześniej Polak na sześć pojedynków w UFC wygrał tylko jeden, rywal natomiast dużo dłużej gości w szeregach federacji i na 14 starć zwyciężył w ośmiu. Do tego dwukrotnie brał udział w programie Dana White's Contender Series, gdzie najpierw przegrał w 15 sekund i rok później wrócił, poddając Emiliano Sordi w 26 sekund.
Usyk zabrał głos po nokaucie i od razu zaczął rzucać nazwiskami. Reakcja publiki mówi wszystko
Niestety na pewno nie tak wyobrażał sobie przebieg walki reprezentant Polski. Już po kilku mniejszych wymianach Amerykanin sprowadził "Byka" do parteru i tam zaczął dominować. W pewnym momencie zapiął trójkątne duszenie, z którego Brzeski zdołał się jeszcze wykaraskać, ale Spann dalej trzymał uchwyt gilotyną w półstojącej pozycji. Zawodnik z Podhala odklepał, poddając pojedynek.
Zaraz później do oktagonu wyszedł kolejny reprezentant Biało-Czerwonych. Marcin Prachnio miał okazję sprawdzić się z kolejnym wymagającym rywalem Jimmim Crute. Australijczyk wracał do oktagonu po kontuzjach i słabszej serii, ale jego mocny styl oraz doświadczenie zapowiadały twarde warunki dla reprezentanta Polski.
Dla Prachnio był to ważny test, który miał potwierdzić jego rozwój jako wszechstronnego zawodnika i jego przynależność do czołówki dywizji półciężkiej. Warto wspomnieć, że w 2020 r. Crute mierzył się z innym Polakiem Michałem Oleksiejczukiem, poddając go już w pierwszej rundzie.
Pierwsza runda była bardzo trudna dla Marcina Prachnio, starał się zagrażać przeciwnikowi, ale umiejętności zapaśniczo-grapplingowe sprawiały Polakowi wiele kłopotów. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem odsłony Crute złapał dźwignię na staw łokciowy i choć Prachnio długo się bronił i starał wyjść z zagrożonej pozycji, Australijczyk mocno walczył i koniec końców szczelnie zapiął balachę, zmuszając naszego zawodnika do poddania.











