Reklama

Reklama

Chris Weidman znokautował Andersona Silvę na UFC 162

W głównym pojedynku gali UFC 162, do jakiej doszło w miniony weekend w Las Vegas, genialny Anderson Silva (33-5) nieoczekiwanie przegrał przed czasem z Chrisem Weidmanem (10-0), który tym samym odebrał mu pas wagi średniej. Tak oto zakończyła się długoletnia dominacja "Pająka".

Weidman już po pół minuty sprowadził Andersona do parteru i niemal natychmiast wystrzelił mocnym "młotkiem" z góry. Potem poprawił jeszcze kilkoma ciosami, by nagle pójść po dźwignie na stopę. Obrońca tytułu wyrwał się na dwie minuty przed przerwą i powrócił do góry.

Reklama

W stójce opuszczał ręce i prowokował Amerykanina. W końcówce ostro zaatakował, mocno kopał low-kickami, lecz nie zdążył odrobić strat.

W drugiej rundzie Silva nic nie zmieniał i wciąż "pajacował", za co został brutalnie skarcony. Młodszy o dziewięć lat Weidman przestrzelił trzy ciosy, ale kombinację zakończył tym czwartym, już celnym lewym sierpowym, wprost na brodę mistrza.

Silva padł na matę, a challenger jeszcze z rozpędu poprawił spadając na rywala straszliwym prawym "młotkiem" i w zasadzie było po wszystkim. Silva leżał znokautowany, lecz zanim arbiter Herb Dean zdążył doskoczyć do zawodników, na głowie mistrza wylądowały jeszcze dwa ciosy.

Tak oto skończyła się niesamowita seria siedemnastu kolejnych zwycięstw, w tym jedenastu o mistrzostwo UFC wagi średniej.

- Jestem już zmęczony tym wszystkim. Nie kończę kariery, ale nie będę walczył o pasy - powiedział tuż po ogłoszeniu werdyktu zdruzgotany Anderson.

W walce poprzedzającej główne danie były mistrz wagi lekkiej Frankie Edgar (16-4-1) przerwał fatalną passę trzech kolejnych porażek i po bardzo ciekawym spektaklu wypunktował 29:28 30:27 i 30:27 Charlesa Oliveirę (16-4-1).

W wadze ciężkiej efektowny tryumf stał się dziełem Gabriela Gonzagi (15-7), który na znokautowanie mocnego przecież Dave'a Hermana (21-6) potrzebował zaledwie 17 sekund! Brazylijczyk skontrował niskie kopnięcie rywala potężnym prawym sierpowym i było po wszystkim.

W dywizji średniej cenny sukces zanotował Andrew Craig (9-1), który po kwadransie zaciętej potyczki pokonał niejednogłośną decyzją sławniejszego Chrisa Lebena (22-10). Sędziowie punktowali na jego korzyść 29:28, 28:29 i 30:27.

W tym samym limicie Mark Munoz (13-3) wyraźnie pokonał Tima Boetscha (16-6), będąc w trzecim starciu bliskim wygranej przed czasem. Po ostatniej syrenie sędziowie opowiedzieli się za Munozem w stosunku 29:28, 30:27 i 30:26.

Tim Kennedy (16-4) oraz Roger Gracie (6-2) także wczoraj wnieśli na skalę po 84 kilogramy. Brazylijczyk z legendarnej rodziny w pierwszej odsłonie był blisko poddania przeciwnika, ale potem został całkowicie zdominowany w stójce przez Tima i przegrał na kartach 29:28 i dwukrotnie 30:27.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje