Mamed Chalidow trafił do Olsztyna pod koniec minionego wieku, wyjeżdżając z Czeczeni za namową swoich rodziców. Brał pod uwagę także emigrację do Egiptu, otwiera się w nowym oknie czy Włoch, lecz ostatecznie postawił na Polskę. I nie żałuje tej decyzji. To tutaj rozwinął karierę, a także poznał swoją żonę Ewę, z którą stworzył szczęśliwą rodzinę. Zapewne sam początkowo nie zakładał, jak wiele zdoła osiągnąć. Zwłaszcza, że nie trafił do naszego kraju ze względu na MMA, a przez wzgląd na edukację.
- Przyjechaliśmy tutaj w 1998 roku, a mieszkaliśmy w tym budynku na Alei Niepodległości, w centrum miasta. W tym budynku kiedyś był akademik, a teraz są już normalnie mieszkania. (...) Ja zawsze mówię, że nigdy nie byłem uchodźcą. Przyjechałem na studia. Nie jestem uchodźcą, jestem imigrantem. A teraz jestem Polakiem. Przyjechałem, gdy nie było wojny. Jedna wojna skończyła się w 1996 roku, a druga rozpoczęła w 1999. Więc ja przyjechałem między tymi wojnami - mówił Mamed Chalidow w niedawnej rozmowie, którą przeprowadził z nim na swoim kanale Adam Soldaev, a więc jeden z głównych bohaterów sobotniej gali XTB KSW 108.
Po zakończeniu studiów Mamed Chalidow postanowił dać sobie szansę na realizację swojego wielkiego marzenia, jakim była kariera w MMA. I tak rozpoczęła się jego droga na szczyt. Dziś bowiem 45-letni fighter może cieszyć się z miana legendy mieszanych sztuk walki w naszym kraju, a także samej federacji KSW. W tym kontekście warto przypomnieć sobie, jak w niej zadebiutował, bo już jego premierowa walka zwiastowała, że mamy do czynienia z nową gwiazdą.
Nokaut już na starcie. Tak Mamed Chalidow zadebiutował w federacji KSW
Aż trudno w to uwierzyć, ale debiut Mameda Chalidowa w KSW miał miejsce aż 18 lat temu - w 2007 roku. Jego przeciwnikiem był wówczas Aleksandar Stefanović, który... zapewne na długo zapamiętał tamten pojedynek. Otrzymał w nim bowiem lekcję tego, jak walczyć widowiskowo, a przy tym skutecznie.
Reprezentant Niemiec nieźle rozpoczął walkę, spychając naszego zawodnika do ofensywy przez próby uderzeń i kopnięć. W końcu jednak to Mamed Chalidow przejął inicjatywę, "częstując" rywala widowiskową obrotówką, która wylądowała na jego głowie, co wywołało wybuch entuzjazmu wśród kibiców zgromadzonych wokół oktagonu.
Widać, że czuje tę walkę. To była jedna z najlepszych technik, wykonana idealnie w tym momencie, co potrzeba. Tak, jakbyśmy kręcili film. Ciężko zobaczyć taką technikę na tym poziomie i przy takich walkach
Dalszy przebieg pojedynku był już jednostronny. Mamed Chalidow dość szybko sprowadził przeciwnika do parteru, boleśnie go obijając, a ten nie był w stanie wyjść z opresji. W końcu po 3 minutach i 1 sekundzie team Aleksandara Stefanivocia wrzucił do oktagonu biały ręcznik, a sędzia przerwał pojedynek, ogłaszając zwycięstwo przyszłej legendy KSW. Oficjalny profil federacji udostępnił zresztą po latach nagranie tamtej walki na swoim oficjalnym kanale. Można więc oglądać go do dzisiaj. Na ten moment wideo odtworzono ponad 650 tysięcy razy.













