Brutalny początek Chalidowa. Nokaut, a potem poddanie. KSW w sferze marzeń
Mamed Chalidow wraca do oktagonu po ponad rocznej przerwie. W kwietniu będzie walczyć o pas mistrzowski KSW w wadze średniej. Pochodzący z Groznego zawodnik rozpoczął karierę ponad 20 lat temu, a początki były naprawdę bolesne. Niewiele brakowało, a rzuciłby sport i wrócił do Czeczenii. Tak się jednak nie stało.

Mamed Chalidow to absolutna legenda MMA w Polsce. Kibice ostatni raz oglądali go na gali XTB KSW 100 w Gliwicach. 16 listopada 2024 pokonał efektowną dźwignią na staw łokciowy Adriana Bartosińskiego. Później zrobił sobie wielomiesięczną przerwę, która właśnie dobiega końca. Kilka dni temu ogłoszono, że 45-latek na gali XTB KSW 117 na warszawskim Torwarze zmierzy się z Pawłem Pawlakiem. Stawką pojedynku będzie pas mistrzowski wagi średniej.
Dla Chalidowa będzie to 49 pojedynek MMA w zawodowej karierze. Pochodzący z Czeczenii wojownik wygrał 38 walk, poniósł 8 porażek, a 2 razy jego pojedynki kończyły się remisem.
Brutalny początek Chalidowa. Niewiele brakowało, aby szybko zakończył karierę
Chalidow swoją zawodową karierę rozpoczął ponad 20 lat temu. Pierwszy pojedynek stoczył na gali Shooto Lithuania - Bushido King w Wilnie. Miało to miejsce 18 maja 2004 roku. Rywalem Chalidowa był Nerijus Valiukevicius. Pod koniec pierwszej rundy Litwin zasypał rywala ciosami i sędzia przerwał pojedynek.
Kilka miesięcy później Chalidow ponownie wyszedł do walki na gali Shooto Lithuania - Gladiators. Jego przeciwnikiem był Grazvydas Smailys, który nie dał żadnych szans Polakowi. Zmusił on duszeniem zza pleców do poddania.
Chalidow rozpoczął więc karierę rekordem 0-2, ale to go nie załamało. Później odniósł trzy zwycięstwa na galach w Warszawie i Poznaniu. Kibice mogli go obserwować na eventach organizowanych przez MMA Sport oraz Full Contact Prestige.
Jeszcze w 2005 roku raz wrócił na Litwę, na której przegrał swoje dwa pierwsze pojedynki. Podbój tego kraju okazał się jednak kompletną klapą. Valdas Pocevicius zmusił Chalidowa do poddania pojedynku poprzed duszenie zza pleców. Wtedy, mając rekord 3-3 zaczął myśleć o rezygnacji z kariery w MMA.
- Po trzeciej przegranej walce na Litwie myślałem nawet, żeby zrezygnować. Na szczęście miałem przy sobie mądrych trenerów, którzy powiedzieli mi, że to jest dopiero początek i dopiero uczymy się tego sportu. MMA przecież wówczas raczkowało, a ja wcześniej zawodowo nie startowałem w żadnym sporcie. Później zacząłem wygrywać i w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że to w przyszłości tak bardzo się rozwinie. Na początku cieszyłem się tym sportem, tym, że trenuję. To była moja pasja. Oddawałem całe serce tej dyscyplinie. Oczywiście nie byłem z tym wszystkim sam. Dzięki Bogu trafiłem na fajnych ludzi dookoła. Była więc moja rodzina i trenerzy, którzy pomogli mi w tym, aby wytrwać i dalej to robić. To wszystko przyniosło później swoje owoce - opowiadał Chalidow, cytowany przez kswmma.com.
Zimny prysznic. Zaczęło się i odechciało. Uważam, że niewiele zabrakło, a Mamed by pewnie wyjechał
Punkt zwrotny w karierze Chalidowa. Seria zwycięstw i angaż w KSW
Ostatecznie trenerzy przekonali go, aby nie wracał do Czeczenii, a trzecia porażka okazała się punktem zwrotnym w jego karierze. Chalidow wygrał osiem kolejnych pojedynków między październikiem 2005, a lutym 2007. W Poznaniu zdobył po raz drugi międzynarodowe mistrzostwo Polski Full Contact Prestige. Duszeniem trójkątnym pokonał Szweda Tore Troenga, a to otworzyło mu drogę do federacji KSW, w której zadebiutował 2 czerwca 2007 podczas gali z numerem "7". Polak zasypał ciosami Alexandera Stefanovica w pierwszej rundzie i rozpoczął swój marsz po chwałę, mistrzowskie pasy i duże pieniądze. Cała reszta jest historią polskiego MMA.















