Jan Błachowicz powrócił do oktagonu podczas gali UFC w Belgradzie, gdzie zmierzył się z niepokonanym Navajo Stirlingiem. Dla byłego mistrza kategorii półciężkiej był to niezwykle ważny pojedynek, zwycięstwo mogło ponownie otworzyć mu drogę do walk z czołowymi zawodnikami dywizji i przybliżyć go do kolejnej szansy mistrzowskiej. Kilkanaście dni przed galą doszło jednak do zmiany rywala, pierwotnie Polak miał skrzyżować rękawice z Bogdanem Guskowem, którego zastąpił prospekt z Oceanii.
Nowozelandczyk przystępował do walki z perfekcyjnym bilansem dziesięciu zwycięstw i żadnej porażki. Młody zawodnik uchodził za jeden z największych talentów kategorii półciężkiej, a starcie z byłym mistrzem UFC było dla niego zdecydowanie najpoważniejszym testem w dotychczasowej karierze. Eksperci podkreślali, że młodość i dynamika Stirlinga zderzą się z ogromnym doświadczeniem oraz wyrachowaniem Błachowicza.
Błyskawiczna wygrana "polskiej bestii". Zobacz jak Rębecki skończył walkę na UFC
Dla "Cieszyńskiego Księcia" był to pierwszy występ od dłuższej przerwy spowodowanej problemami zdrowotnymi. Polak zapowiadał, że wciąż wierzy w powrót do ścisłej czołówki i zamierza udowodnić, iż mimo upływu lat nadal należy do elity kategorii półciężkiej. Nic dziwnego, że bój z niepokonanym Stirlingiem wzbudzał ogromne zainteresowanie kibiców i był jednym z najważniejszych wydarzeń całej gali w Belgradzie.
W końcu obaj zawodnicy pojawili się w klatce i wybrzmiała pierwsza syrena. Błachowicz od razu starał się przejąć inicjatywę. Od razu wykonał dwie ładne akcje, podczas których piekielnie trafił rywala, który odczuł siłę ciosu, ale dalej stał na nogach. Niestety minutę później Nowozelandczyk wypalił piekielnym sierpem, a były mistrz padł półprzytomny na matę. Stirling dokończył dzieła w parterze i sędzia przerwał pojedynek.












