Błachowicz ujawnia, co zobaczył w rezydencji Donalda Trumpa. "Zapamiętam do końca życia"
- Najbardziej piorunujące wrażenie? Chyba wejście od zaplecza do Białego Domu z agentami Secret Service. Zresztą sam przejazd z hotelu na galę był niezwykły. Z flagami polską i amerykańską na przodzie. Jechałem limuzyną z prezydentem Karolem Nawrockim - opowiada w rozmowie z Interią Jan Błachowicz, były mistrz UFC, który na zaproszenie głowy państwa wziął udział w niezwykłej gali na terenie Białego Domu, przy okazji poznając wnętrza waszyngtońskiej rezydencji prezydenta Donalda Trumpa.

Artur Gac, Interia: Zwlekałem z telefonem, bo nie wiedziałem, jak się wstrzelić, by cię nie wybudzić. Choć podejrzewam, że emocji i atrakcji na gali UFC było tyle, iż oka na długo nie zmrużyłeś?
Jan Błachowicz: - No... racja (uśmiech). Pomału wstaję.
Kibice oczywiście chcą poznać twoje refleksje i wrażenia po tym, czego w ostatnich godzinach doświadczyłeś.
- Słuchaj, niesamowite przeżycie. Od samego wejścia do Białego Domu, poprzez posiedzenie na tej imprezie, zorganizowanej na zapleczach gali. To mega sprawa być w miejscu, gdzie podejmowane są jedne z najważniejszych decyzji na świecie, pod tym względem uczucie było ciekawe. A gala to już było coś niesamowitego, same walki pod względem poziomu dały radę. Widać było, że zawodnicy czują w jakim są miejscu, gdzie walczą i tworzą historię. Dla mnie również było świetnie być częścią tej historii, nawet jako gość.
No właśnie, ten anturaż, czyli miejsce pracy prezydenta Donalda Trumpa, od początku brzmiało niewiarygodnie.
- Dlatego podejrzewam, że to nie tylko był pierwszy raz, ale także ostatni. I czegoś takiego już nie doświadczymy, więc niezwykłe było móc tam się znaleźć i widzieć na żywo, jak to wszystko się dzieje.
Sądzisz, że to nie powtórzy się i impreza nie będzie cykliczną choćby dlatego, iż sam prezydent Trump zdaje sobie sprawę, że Biały Dom musi być Białym Domem? A może wskazujesz na inne okoliczności?
- Myślę, że wszystkiego po trochu. Tym razem też data spasowała wszystkim, by uczcić takie wydarzenie w takim miejscu. Jednak nie oszukujmy się, to było raz i sądzę, że na pewno przynajmniej bardzo długo czegoś takiego nie zobaczymy w takim miejscu.
Jak ten Biały Dom wygląda w takich zupełnie nieoczywistych okolicznościach?
- Biało (śmiech). A mówiąc poważnie, naprawdę ciekawie. Nie było możliwości, by sobie pochodzić wszędzie i zobaczyć każdy zakamarek, ale trochę widziałem. I super zobaczyć te wszystkie obrazy historyczne, uwiecznione dziejowe wydarzenia i najpotężniejsze postaci Stanów Zjednoczonych w jednym miejscu. Do tego z niektórymi się przywitać i moment pogadać.
Pewne przestrzenie oraz miejsca były całkiem otwarte i chodziliście sobie tam, jak po muzeum? Czy na każdym kroku stała ochrona oraz funkcjonariusze?
- Część była otwarta i można było sobie tam chodzić, ale pomimo tego i tak wszędzie byli ludzie z Białego Domu, którzy patrzyli co się dzieje.
Miałeś okazję na choćby kurtuazyjną wymianę zdań z Donaldem Trumpem?
- Nie, ja nie. Za to prezydent Karol miał.
Prezydent Karol, czyli można powiedzieć, że przeszliście na "ty"?
- To znaczy pan prezydent Karol Nawrocki. Tak mi się powiedziało (śmiech).
Bokser o drugim obliczu Nawrockiego. Mistrz zdradza, w czym brał udział. "Zawsze mnie wysyłał"
Nie byłoby nic zdrożnego, aktualny zawodowy mistrz Polski w boksie w wadze ciężkiej Kacper Meyna jest z prezydentem na stopie przyjacielskiej, więc zawsze mówi "Karol".
- To u mnie tak daleko nie poszło. Jednak naprawdę cieszę się, że mogłem być częścią tego wydarzenia, które skupiło na sobie uwagę świata. Niesamowite przeżycie, zapamiętam to, podejrzewam, do końca życia.
Sportowo byłeś już na Olimpie, będąc mistrzem UFC, więc tym więcej ważą twoje słowa o tym, że takiego przeżycia i wspomnienia pewnie nic w tym formacie nie pobije.
- Dokładnie tak. Choć z drugiej strony, powiem ci szczerze, też pojawiła się u mnie zazdrość typowo sportowa, gdy widziałem zawodników wychodzących z Białego Domu do oktagonu. Przechodziła mi przez głowę myśl na zasadzie: "kurczę, jestem tu, oglądam to widowisko, ale jednak fajnie byłoby znaleźć się po drugiej stronie". To naturalna myśl człowieka i sportowca, który uprawia ten fach przez całe życie. I to dopiero byłoby wydarzenie! Tak czy inaczej spotkał mnie wielki przywilej.
A jest jedna rzecz, która zrobiła na tobie najbardziej piorunujące wrażenie?
- Chyba wejście od zaplecza do Białego Domu z agentami Secret Service. Zresztą sam przejazd z hotelu na galę był niezwykły.
Jechałeś w aucie uprzywilejowanym? Trochę w jakimś konwoju?
- Nawet nie trochę, tylko bardzo. Z flagami polską i amerykańską na przodzie.
Czyli podróżowałeś limuzyną z prezydentem?
- Tak, jechaliśmy razem (uśmiech).
Za tobą i prezydentem Nawrockim też długi, transatlantycki lot, więc pewnie miałeś okazję do wielu rozmów.
- Oczywiście, mieliśmy okazję porozmawiać w samolocie, na samej gali, czy ogólnie podczas różnych aktywności. Przez trzy dni przecinaliśmy się podczas różnych aktywności, na przykład byliśmy razem w kościele na spotkaniu z Polonią. Podczas samej gali UFC, która była ukoronowaniem tej wyprawy, opowiadałem prezydentowi, kto za co jest w tej organizacji odpowiedzialny, a mnie prezydent instruował, kto politycznie za jakie sprawy odpowiada. Wymienialiśmy swoje doświadczenia.
Kliczko zabrał głos w polsko-ukraińskiej sprawie. Były bokser dobitnie
Czyli gdyby miał mieć doradcę ds. sportowych, to kandydata już ma wyselekcjonowanego.
- Powiem tak: okołosportowo fajne rzeczy mogą się wydarzyć, ale zobaczymy.
Jeszcze rozbuchały twoje ambicje sportowe?
- Jak najbardziej. Ogólnie jednak było super, bo z prezydentem też chwilę porozmawialiśmy z szefem UFC. Ta rozmowa fajnie brzmiała.
W tej rozmowie zainicjowaliście jakiś konkret?
- Powiedziałbym tak, że być może na korzyść wszystkich Polaków walczących w UFC. Jednak nie zapeszajmy.
Wracasz do Polski prezydenckim samolotem?
- Nie. Prezydent leci dalej, mają jeszcze jakieś spotkania, a ja muszę być w Polsce wcześniej, więc wracam już sam. Niestety, bo byłoby miło móc do końca towarzyszyć prezydentowi, ale jednak prywatne sprawy mnie wzywają.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl











