Reklama

Reklama

Babilon MMA. Śmiełowski powraca ciężkim nokautem

Dawid Śmiełowski (6-0) miał dużą przewagę pod względem warunków fizycznych, ale bez wątpienia sobotni pojedynek należał do tych najtrudniejszych w jego dotychczasowej karierze. 24-latek przegrywał na punkty, ale jak to zawsze powtarzają "walczy się do końca". Tym razem do końca zostało mniej niż 15 sekund, ale "latające kolano" okazało się kapitalną techniką i receptą, by ciężko znokautować Damiana Zorczykowskiego (6-5).

Od początku było wiadomo, że Śmiełowski będzie miał przewagę w stójce i pokazywał to już w pierwszej rundzie. Zorczykowski nie zamierzał czekać na następne akcje rywala i skrupulatnie zdobywał sprowadzenia, a w parterze wypracowywał dominujące pozycje. 

W końcówce Damian padł na deski, ale szybko wrócił do żywych i zdobył obalenie. W drugiej odsłonie reprezentant Fight Club Łomża zdobył przewagę, gdy z dosiadu wyprowadził dużo uderzeń i wydało się, że może zakończyć walkę przed czasem. Był jeszcze zza plecami ''Królika'', który przetrwał kryzys. 

Reklama

W ostatniej rundzie Damian był już wykończony kondycyjnie i od razu rywal nacierał z uderzeniami. Twardy Zorczykowski zdobywał jeszcze sprowadzenie. Ostatecznie walka na koniec wróciła do stójki, gdzie pod siatką 31-latek oberwał jeszcze parę uderzeń, a Dawid zaryzykował i wyprowadził wysokie kopnięcie. Było ono nieudane, ale wymęczony Damian stał przy siatce nie trzymając już gardy. Śmiełowski znów zaryzykował, tym razem techniką, zwaną latającym kolanem - czym zaszokował wszystkich!

Branżowe media mówią o jednym z najcięższych nokautów w tym roku w polskich oktagonach. Poszkodowany pojechał do szpitala.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje