• 1 .Paris Saint-Germain (44 pkt.)
  • 2 .Lille OSC (31 pkt.)
  • 3 .Montpellier HSC (29 pkt.)
  • 4 .Olympique Lyon (28 pkt.)
  • 5 .Olympique Marsylia (26 pkt.)
  • 6 .AS Saint-Etienne (26 pkt.)
  • 7 .OGC Nice (25 pkt.)
  • 8 .Stade de Reims (25 pkt.)

Narodziny francuskiej Chelsea

Radamel Falcao ma być gwiazdą Monaco, klubu miliardera Dmitrija Rybołowlewa. Tego lata Rosjanin chce kupić nowych graczy za 200 mln euro, ale zanim się ono zaczęło, wydał już połowę tej kwoty.

Nie ma zgody w mediach, czy Kolumbijczyk będzie kosztował 60 mln euro, czy też Atletico Madryt opuści cenę do 45 mln. Na pewno Falcao dołączy do listy najlepiej zarabiających graczy świata z pensją 14 mln za sezon. W prasie hiszpańskiej pojawiły się nawet plotki, że wyjedzie do księstwa tylko na rok, by potem trafić do Realu Madryt unikając w ten sposób wrzawy wynikającej z bezpośredniego transferu między nieznoszącymi się klubami ze stolicy Hiszpanii.

Nowy Abramowicz

Trudno w te plotki wierzyć. Wygląda na to, że Rybołowlew to nowy Roman Abramowicz, stawiający sobie za cel sukcesy w Champions League. Monaco wraca właśnie do Ligue 1, a jego właściciel dał sobie trzy lata na awans do międzynarodowej elity. Niedawno zapłacił FC Porto 70 mln euro za portugalskiego pomocnika Joao Moutinho (25 lat) i kolumbijskiego skrzydłowego Jamesa Rodrigueza (21). Do drużyny dołączył też Ricardo Carvalho, który opuszcza Real Madryt. Wszystkich tych piłkarzy reprezentuje najpotężniejszy agent w świecie piłki Jorge Mendes.
 
Lista życzeń Rosjanina jest bogata, zaczynając od bramkarza Barcelony Victora Valdesa, przez obrońców Branislava Ivanovica z Chelsea i Fabio Coentrao z Realu. Na prośbę Jose Mourinho dwa lata temu klub z Madrytu zapłacił za portugalskiego lewego obrońcę 30 mln euro, teraz odda go za 18 mln. Parę napastników Falcao ma stworzyć z Carlosem Tevezem, który wciąż nie przestał marzyć o opuszczeniu Manchesteru. Oczywiście transferów znanych graczy może być więcej. Wielu chciałoby poprawić swój ekonomiczny status u Rybołowlewa.
 
Najbardziej palącym problemem dla nowego właściciela Monaco jest jednak kwestia podatkowa. W księstwie piłkarze są z nich zwolnieni, we Francji pensje powyżej miliona euro rocznie opodatkowane są w wysokości 75 procent. Monaco gra w lidze francuskiej od powstania w 1924 roku, ale wydaje się, że tym razem inne kluby Ligue 1 nie zgodzą się na to, by klub z księstwa działał na warunkach uprzywilejowanych. W jakim stopniu zażyłość Dmitrija Rybołowlewa z księciem Albertem uchroni klub od podatków?
 
Stadion Monaco mieści póki co zaledwie 18,5 tys widzów. Ale Rybołowlew nie chce chyba robić interesów na klubie. To raczej droga zabawka, taka sama jak Chelsea dla Abramowicza, czy City oraz PSG dla szejków Mansoura i Al-Thaniego. Po Premier League, także Ligue 1 staje się areną rywalizacji bogaczy ze Wschodu.

Reklama

Kolekcjoner obrazów

Majątek Rybołowlewa ocenia się na 8,5 miliarda dolarów. W wieku 29 lat Rosjanin spędził w więzieniu 11 miesięcy podejrzany o udział w zabójstwie szefa firmy rywalizującej z nim na rynku nawozów. Został uniewinniony, ale w Perm już żyć nie mógł. Wielokrotnie niepokojony przeniósł się do Szwajcarii, gdzie zamieszkał w rezydencji wartej 232 miliony.

Urodził się w Permie w 1966 roku, pracował jako lekarz, potem z ojcem zrobił pierwszy wielki interes, w którym okoliczne firmy płaciły mu nie gotówką, ale swoimi produktami sprzedawanymi z dużym zyskiem. Po zarobieniu pierwszego miliona przeniósł się do Moskwy, gdzie poznał sposób działania giełdy. Majątek pomnożył przy prywatyzacji rosyjskich przedsiębiorstw. Założył bank, który skupował akcje firm z rodzinnych stron, by zyski skoncentrować w swojej Uralkali jednym z największych chemicznych biznesów w Europie.

Kolekcjonuje Picassa i van Gogha, swojej córce kupił posiadłość w Nowym Jorku za 70 mln dol, a także za 117 mln grecką wyspę Skorpios. Dziś opisuje to sportowa prasa całego świata.
 

Jak będzie układała się działalność szejków i oligarchów z UEFA? Wprowadzane przez nią finansowe fair play zakłada, że do 2018 roku długi żadnego klubu w Europie nie będą przekraczały 30 mln euro. W dodatku kluby mają wydawać to, co zarobią. Pole do popisu w futbolu dla kreatywnych księgowych robi się nie mniejsze niż dla finezji piłkarzy. Światowy kryzys dotyka słabych, dobrzy i wybitni mają coraz więcej możliwości.

Ronaldo bywa "smutny"

Kiedy w 2009 roku Cristiano Ronaldo przybywał do Madrytu w glorii najdroższego gracza świata, zarabiał najwięcej ze wszystkich. Teraz wypadł poza czołową dziesiątkę. Nic dziwnego, że bywa "smutny". W cztery sezony dał Realowi ponad 200 goli, zdobył jednak zaledwie dwa trofea (Puchar Króla i mistrzostwo Hiszpanii), czy to dlatego wciąż zastanawia się nad przedłużeniem kontraktu?
 
Jeszcze w pierwszej kadencji, zwanej okresem galaktycznym Florentino Perez płacił najwięcej ze wszystkich. W dodatku kupował graczy wybitnych, do Madrytu trafiali wszyscy, których chciał zatrudnić. Dziś prezes Realu się już nie wyróżnia, choć klub ma wciąż najwyższe dochody na świecie i największy budżet. Niedawno Perez wyznał, że zabiegał o Neymara, ale transfer Brazylijczyka kosztowałby go aż 150 mln euro.
 
Z futbolu żyją piłkarze, ale równie dobrze pośrednicy i agenci. Czy to możliwe, by Barcelona zapłaciła 50 mln za gracza, za którego Real był gotów dać dwa razy więcej? Zapewne prawdziwych kosztów transakcji Neymara na Camp Nou nie poznamy. Trener Tito Vilanova pogratulował nawet 21-letniemu Brazylijczykowi, postawienia dobrego projektu sportowego ponad pieniądze. Aż trudno jednak uwierzyć, by w tej futbolowej dżungli znalazł się gracz tak rozsądny. Z drugiej strony Neymar na Camp Nou biedy nie zazna, będzie zarabiał lepiej niż Xavi i Iniesta. Czy taka gigantyczna inwestycja się spłaci? W sensie sportowym nie wiadomo, ale biznesowo na pewno.
 
Klubów płacących graczom fortuny przybywa jak grzybów po deszczu. Wschodzącą gwiazdą jest dziś Rybołowlew, o którym usłyszymy pewnie niedługo dużo więcej.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje