Reklama

Reklama

Ligue 1. Thomas Tuchel niepewny posady trenera PSG

Tylko kryzys związany z pandemią i finansowe perypetie Paris Saint-Germain ratują posadę trenera Thomasa Tuchela. Niemiecki szkoleniowiec nie dość, ze źle zaczął nowy sezon, to znajduje się w konflikcie z dyrektorem sportowym klubu Brazylijczykiem Leonardo.

Niespełna miesiąc temu był bohaterem. Pod jego wodzą PSG zakończyło najlepszy w 50-letniej historii klubu sezon - po raz pierwszy zagrało w finale Ligi Mistrzów. Ale właśnie ten mecz postawił wiele pytań na temat pracy Tuchela we Francji. Paryżanie przegrali z Bayernem Monachium 0-1. Zawiedli piłkarze, ale zawiodła również taktyka niemieckiego szkoleniowca.

Od kilku miesięcy zarzuca się Tuchelowi uzależnienie PSG od formy Neymara albo Kyliana Mbappe. Jeśli któryś z nich źle gra, nie gra cała drużyna. Tak było w finale z Bayernem, kiedy Brazylijczyk i młody Francuz byli bez formy i w ostatnim meczu z Olympique Marsylia, w którym Brazylijczyk nie był w stanie pokazać swoich możliwości, a Mbappe nie grał z powodu COVID-19.

Reklama

PSG przegrało trzy ostatnie mecze - z Bayernem, RC Lens na otwarcie nowego sezonu ligi i teraz z OM. We Francji eksperci mówią, że nie ma usprawiedliwienia dla tych porażek. PSG ma duży budżet, powinno mieć silnych rezerwowych i trener powinien ich przygotować do gry w sytuacji takiej jaka pojawiła się w związku z koronawirusem u siedmiu zawodników paryżan. Tuchel nie miał jednak planu B. Zawsze liczy przede wszystkim na Neymara i Mbappe.

Do tego Niemiec nie ma wpływu na to, co dzieje się w drużynie. Nie potrafi walczyć o piłkarzy. Opuszczając po kilku latach Paryż Thiago Silva powiedział, że chciał zostać w drużynie i chciał go Tuchel, ale dyrektor sportowy Leonardo nie podjął z nim żadnych rozmów. Obecny trener PSG nie może też doprosić się podpisania kontraktu z bohaterem ćwierćfinału Ligi Mistrzów Maximem Chopo-Moutingiem. Nie był też zwolennikiem sprowadzenia z Romy Alessandro Florenziego. Bezwzględną sportową władze w klubie sprawuje Leonardo.

W niedzielę Brazylijczyk został zapytany we francuskiej telewizji, czy posada pierwszego trenera jest zagrożona. Leonardo nie powiedział wprost, że nie. - Nie można oceniać trenera po takim meczu (porażka z OM po spotkaniu, w którym sędzia pokazał pięć czerwonych kartek - przyp. ok). Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie - mówił na okrągło dyrektor sportowy PSG.

Od wielu miesięcy obaj panowie - trener i dyrektor - nie darzą się sympatią, są w stanie konfliktu i nie działają wspólnie. Tak było w sprawie Silvy i Florenziego. Obaj mają jednak wiele na sumieniu. Leonardo nie był w stanie sprowadzić napastnika, który byłby dublerem dla Mauro Icardiego i obrońcy, który by zastąpił Silvę. Tuchel pozwolił piłkarzom na zbyt długie wakacje. Drużyna przystąpiła więc do ligowego sezonu nieprzygotowana, na dodatek na Ibizie większość z nich złapała koronawirusa.

PSG nie jest teraz przykładem porządku. Frustracje dały o sobie znać w meczu z OM. Jak pisze "L'Equipe" emir Kataru najprawdopodobniej nawet nie oglądał meczu z Marsylią, albo po prostu wyłączył transmisję. Władca jest obecnie wzburzony sytuacją w sponsorowanym przez siebie klubie, który ma być wizytówką Kataru na świecie. Zapomniał o tym, co działo się trzy tygodnie temu w Lizbonie.

Czyjaś głowa musi polecieć. Leonardo też nie ma mocnej pozycji, ale Tuchel jest bardziej zagrożony. Tyle, że wypłata odszkodowania za jego zwolnienie wyniosłaby od 10 do 15 milionów euro. W obecnej sytuacji PSG, które powinno sprzedać piłkarzy za 60 milionów euro, by zbilansować budżet, to kwota wprost astronomiczna. Na wszelki wypadek Leonardo ma już swojego faworyta, by zastąpić Tuchela. To były szkoleniowiec Milanu i Juventusu Massimiliano Alegri.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL