Reklama

Reklama

  • 1 .Paris Saint-Germain FC (18 pkt.)
  • 2 .Olympique Marsylia (13 pkt.)
  • 3 .Racing Club de Lens (12 pkt.)
  • 4 .OGC Nice (11 pkt.)
  • 5 .Angers Sporting Club de l'Ouest (11 pkt.)
  • 6 .Clermont Foot 63 (9 pkt.)
  • 7 .FC Lorient (9 pkt.)
  • 8 .Montpellier HSC (8 pkt.)

Kamil Glik: Albo się to ma, albo nie

Robi furorę nad Sekwaną! Dzięki bramkom zdobywanym przez Kamila Glika AS Monaco jest wiceliderem Ligue 1 i z powodzeniem radzi sobie w Champions League. - Przychodził do Francji, jako mniej znany zawodnik, a teraz mówią o nim wszyscy - mówi Krzysztof Zięcik, polski piłkarz i trener, który od lat mieszka we Francji.

Jak dotychczas, najlepszym sezonem w karierze reprezentacyjnego obrońcy był ten sprzed dwóch lat. W rozgrywkach 2014/15 Glik "szalał" na boiskach Serie A. Dla Torino FC zdobył wtedy siedem bramek w lidze, a także dołożył jednego gola w rozgrywkach Europa League. To było historyczne osiągnięcie. Wysoki defensor wyrównał bowiem wynik obecnego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka z sezonu 1985/86, który w barwach AS Roma zdobył wtedy siedem goli. Więcej bramek z polskich zawodników na włoskich boiskach nikt nie zdobywał.

Gonił Materazziego i Passarellę

Reklama

Swoje strzelanie dwa lata temu Glik zaczął dopiero w końcówce września. Trafił wtedy w wyjazdowym meczu z Cagliari (2-1). Potem uratował punkt w starciu z Palermo (2-2), a także dwukrotnie pokonywał bramkarza jedenastki Genoa CFC (2-1). Obok "Zibiego" Bońka stał się jedynym polskim graczem, który w jednym meczu dwa razy trafiał do siatki. Teraz do wymienionej dwójki dołączył jeszcze Arkadiusz Milik.

Jak wyliczyli wtedy włoscy dziennikarze, trafienia Glika dały popularnej "Granacie" kilkanaście punktów. Polak zdobył też dla Torino gola w meczu 1/8 Ligi Europy przeciwko Zenitowi St. Petersburg. W rewanżu z Rosjanami strzelił zwycięską bramkę na 1-0. W tym dramatycznym spotkaniu zdobył zresztą jeszcze jednego gola, ale sędziowie dopatrzyli się spalonego i nie uznali go. Ostatecznie dalej awansował Zenit.

W sezonie 2014/15 Glik był jednym z najskuteczniejszych obrońców w Europie. Pod względem skuteczności obrońców w Serie A gonił też największe sławy calcio sprzed lat, Marco Materazziego, który w rozgrywkach 2000/01 dla Perugii zdobył 12 bramek oraz Argentyńczyka Daniela Passarellę, który strzelił 11 goli dla Fiorentiny w sezonie 1985/86. Ostatecznie Glik zanotował wtedy siedem bramek.

Grę w barwach AS Monaco 28-letni zawodnik zaczął jeszcze lepiej, niż było to w jego najlepszym okresie w Torino. Najpierw trafił głową w wysoko wygranym starciu z Lille (4-1). W ostatnich dniach ratował "Czerwono-Białych" w wygranym 2-1 spotkaniu z Angers, wyrównując stan meczu w drugiej połowie, a we wtorek zdobył gola w samej końcówce meczu w Champions League przeciwko Bayerowi Leverkusen (1-1). Dzięki temu cennemu punktowi Monaco jest na czele grupy F, z czterema punktami na koncie.

Głośno o jego wyczynach 

O Gliku nad Sekwaną jest teraz bardzo głośno. Jego zdjęcie ukazało się choćby na okładce prestiżowego "L'Equipe". - Z polskich piłkarzy jest zdecydowanie tym, o którym mówi się ostatnio najwięcej. Wygrywa przecież dla swojego zespołu mecze czy ratuje cenne punkty. Do Francji przychodził, mimo kilku lat gry we Włoszech, jako mniej znany piłkarz. Nawet w chwili transferu, niewiele o nim mówiono, bo Francuzi nie bardzo interesują się zawodnikami z mniej znaczących reprezentacji. Teraz za to o Gliku jest głośno - podkreśla Krzysztof Zięcik, były piłkarz Pogoni i GKS Jastrzębie, który od lat mieszka i pracuje we Francji, gdzie skończył prestiżową szkołę trenerską w Clairefontaine.

Polski trener dodaje. - O Gliku głośniej z racji jego wyczynów w ofensywie, niż w obronie. Jest bardzo chwalony i doceniony przez koneserów, a także przez kibiców za to, jak potrafi się znaleźć pod bramką rywala. Przypuszczam, że kiedy Rybus zdobędzie dwa gole w barwach Lyonu albo kiedy jego drużyna będzie wygrywała w Champions League, to będzie podobnie, jak z Glikiem. Również w przypadku Krychowiaka, jeśli PSG zacznie grać na swoim normalnym poziomie, a on będzie grał, to też będzie się o nim mówiło i pisało - komentuje Zięcik.

Wie, jak się ustawić

Kiedy polski obrońca grał w Torino, to przy stałych fragmentach kibice "Granaty" zawsze głośno i charakterystycznie skandowali "Glik, Glik, Glik!", zachęcając piłkarza do wycieczki pod pole karne rywala.

- Albo to masz, albo nie. Wszystko zależy od tego, jak piłka z rożnego czy wolnego jest bita. Konkretnej odpowiedzi na pytanie, jak ustawić się do dośrodkowanej piłki, nie ma. Albo się to potrafi zrobić, albo nie. W 70 procentach to kwestia talentu. Z drugiej strony każdy trener, czy to w klubie, czy w reprezentacji, ma swoje schematy - mówił mi w swojej autoryzowanej autobiografii "Kamil Glik. Liczy się charakter" piłkarz.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje