Reprezentacja Polski wróciła z lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Birmingham z ośmioma medalami. Choć "Biało-Czerwoni" nie zdobyli żadnego złota, to aż sześciokrotnie stawali na drugim stopniu podium. Jedną z wicemistrzyń Europy została Maria Żodzik, która w konkursie skoku wzwyż uznała wyższość jedynie Jarosławy Mahuczich.
- Po skoku na 1,95 m nie mogę powiedzieć, że medal był już pewny. Jednak przy takich warunkach i liczbie zawodniczek, które zostały w konkursie, mogliśmy się spodziewać, że uda się zdobyć któryś z medali - powiedział w rozmowie z Interią Sport Paweł Wyszyński, trener Marii Żodzik.
Dwie zrzutki i trudne warunki. Trener odsłania kulisy
Początek konkursu był dla Żodzik bardzo nerwowy. Zawodniczka zanotowała zrzutki już na pierwszych wysokościach, przez co pojawiły się obawy, że jako jedna z pierwszych pożegna się z rywalizacją.
To był bardzo ciężki konkurs. Wpływ miały zarówno warunki, jak i fakt, że przez wydarzenia w Londynie nie mogliśmy normalnie trenować. Trzy tygodnie przerwy od treningu technicznego dały się we znaki. Myślę, że było to widoczne szczególnie na niższych wysokościach. Trzeba było zachować spokój i jak najszybciej skorygować błędy. Na szczęście udało się to zrobić w ostatniej próbie
Jak podkreślał trener, w Birmingham kluczowe znaczenie miało nie tylko przygotowanie fizyczne, ale przede wszystkim odporność psychiczna.
- Medal zawsze jest celem i marzeniem każdego sportowca. Kiedy zbliżaliśmy się do końcówki konkursu, było jasne, że nie będzie on rozstrzygany przez konkretne wysokości. Kluczowa stała się walka z warunkami atmosferycznymi. To była bardziej rywalizacja mentalna niż fizyczna. Uważam, że mogło to działać na korzyść Marii, bo dobrze odnalazła się w takich warunkach - przyznał.
Upadek mógł przekreślić mistrzostwa Europy. Niepewność trwała do ostatniej chwili
Jeszcze kilka tygodni przed mistrzostwami Europy sam występ Żodzik nie był pewny. Wszystko przez groźnie wyglądający upadek podczas zawodów Diamentowej Ligi w Londynie.
- Doszło do upadku poza materac po udanym skoku. Często między stojakami a materacem znajduje się pewna wnęka i niestety Maria spadła właśnie w to miejsce, praktycznie na plecy, mocno uszkadzając szyję. W porównaniu z innymi obiektami materac był nieco węższy. Nie twierdzę, że był nieprawidłowy, bo musiał spełniać wszystkie wymogi, ale wnęka między stojakami a materacem była większa. Z drugiej strony Maria pobiegła szybciej, a przy odbiciu nieco inaczej ustawiła stopę. W efekcie część energii została skierowana bardziej w bok niż do góry, co przyczyniło się do tego niefortunnego upadku. - tłumaczy trener.
Konsekwencje zdarzenia okazały się na tyle poważne, że zawodniczka zrezygnowała nie tylko z dalszego startu w Londynie, ale także z mistrzostw Polski rozgrywanych W Białymstoku.
- Ból pojawił się od razu. Wystąpiła też sztywność szyi. Maria miała duży problem z obracaniem głowy zarówno w lewo, jak i w prawo. Na miejscu lekarz ocenił, że raczej nie doszło do żadnego zerwania i nie ma uszkodzeń kręgów ani kości. Później czekaliśmy na rezonans magnetyczny.
Na szczęście badanie wykazało jedynie silne przeciążenie kręgosłupa oraz niewielkiego krwiaka w okolicy dysku. To właśnie on był największą przeszkodą w treningu technicznym, ponieważ istniało ryzyko, że przy kolejnym upadku krwiak się powiększy lub rozleje. Mogłoby to prowadzić do ucisku na nerwy i znacznie poważniejszych konsekwencji. Dlatego robiliśmy wszystko, aby tego uniknąć. Realizowaliśmy każdy możliwy trening, z wyjątkiem samego skakania
Czas do mistrzostw Europy uciekał, a pierwsze skoki po urazie Żodzik oddała dopiero tuż przed rozpoczęciem imprezy.
- Dopiero dzień przed eliminacjami mistrzostw Europy w Birmingham oddała pierwszy skok. Nie ustawialiśmy wtedy żadnych - większych wysokości. Poprzeczka była zawieszona na około 1,60 m, a celem było przede wszystkim sprawdzenie, czy szyja nie sprawia bólu. Chodziło o to, żeby wykonać odbicie, wylądować na materacu i ocenić, czy w ogóle można wrócić do skakania. Okazało się, że wszystko jest w porządku, więc mogliśmy kontynuować pracę - zdradził.
Jak przyznał, po wynikach badań rozważano nawet całkowitą rezygnację ze startu.
- Była niepewność szczególnie po wynikach rezonansu, kiedy okazało się, że jest krwiak. Wtedy usłyszeliśmy nawet, że być może lepiej byłoby odpuścić mistrzostwa Europy. Jednak uznaliśmy, że skoro istnieje szansa na start, to warto spróbować. Ostateczna decyzja miała zapaść dzień przed eliminacjami i dokładnie tak się stało.
Bukowiecka ujawnia, to dlatego zrezygnowała ze sztafety. Szczere wyznanie
Żodzik chciała zrezygnować. "Łatwo zacząć panikować"
Po zdobyciu srebrnego medalu Maria Żodzik przyznała przed kamerami TVP Sport, że w trakcie przygotowań przeżywała trudne chwile i nie była pewna swojego występu. W takich momentach ogromną rolę odegrał jej trener.
Staram się przede wszystkim zachować spokój. Jeśli widzę, że wszystko jest w porządku pod względem zdrowotnym i że wynika to głównie ze stresu czy obaw zawodnika, to daję mu przestrzeń na podjęcie decyzji. Powiedziałem Marii, że może zdecydować nawet podczas rozgrzewki. Wtedy zwykle pojawia się adrenalina, wraca głód rywalizacji i sytuacja zaczyna wyglądać inaczej. Staram się podchodzić do takich momentów spokojnie i logicznie. Jak dotąd to się sprawdza
- Nie wydaje mi się, żeby można było mówić o jakimś większym kryzysie. Bardziej chodzi o stres, który pojawia się w konkretnym momencie i który trzeba opanować. Kiedy coś cię irytuje lub niepokoi tuż przed startem, łatwo zacząć panikować. Dlatego najważniejsze jest zachowanie spokoju i kontrolowanie emocji - dodał.
Srebro mistrzostw świata było początkiem. "Zmierzamy we właściwym kierunku"
Pierwszym wielkim sukcesem duetu Żodzik-Wyszyński był srebrny medal mistrzostw świata w Tokio w 2025 roku. Dla Polski był to wówczas jedyny medal tej imprezy.
- Mogę mówić przede wszystkim ze swojej perspektywy i u mnie nie zmieniło się właściwie nic. Żyję dokładnie tak samo jak wcześniej, więc pod tym względem wszystko pozostało bez zmian. O to, co zmieniło się w życiu Marii, trzeba byłoby zapytać już ją samą - wyznał.
Myślę, że słowo "potwierdzenie" jest tutaj bardzo trafne. Ten medal pokazuje, że wszystko działa tak, jak powinno, i że zmierzamy we właściwym kierunku. To właśnie było dla nas najważniejsze
Jak zaznacza, kibice często widzą jedynie końcowy efekt wielomiesięcznej pracy.
- Wielu osobom wydaje się, że skakanie to tylko zawody, ale tak naprawdę start jest jedynie zwieńczeniem pracy wykonanej wcześniej. To, jak przygotujemy się na treningach, powinno później przełożyć się na wynik podczas zawodów. Jeśli coś nie funkcjonuje w trakcie konkursu, to trzeba zastanowić się, co wymaga poprawy. Na tym poziomie ogromne znaczenie mają detale techniczne - ustawienie stopy, praca biodra czy zachowanie nad poprzeczką. Czasami właśnie taki drobny szczegół decyduje o jednym centymetrze, a ten może przesądzić o końcowym wyniku - tłumaczył.
Trener zabrał głos ws. przyszłości. Padła jasna deklaracja
Paweł Wyszyński, urodzony w 2001 roku, jest byłym zawodnikiem KS Podlasie Białystok, gdzie specjalizował się w skoku w dal. W 2023 roku we Włocławku wywalczył tytuł młodzieżowego wicemistrza Polski, ustanawiając przy tym rekord życiowy. Kilkanaście miesięcy później rozpoczął pracę jako trener Marii Żodzik.
- Cały czas zdobywam doświadczenie trenerskie i bardzo mnie cieszy, że tej wiedzy jest coraz więcej. To nie tylko praca z jednym zawodnikiem, ale też możliwość obserwowania innych sportowców i trenerów podczas zawodów. Oczywiście same zawody są ważne, ale najwięcej pracy wykonuje się wcześniej. To właśnie treningi są prawdziwą szkołą życia, bo jeśli coś nie zostanie dopracowane na tym etapie, to później najczęściej widać to także podczas zawodów - wyznał Wyszyński.
Na początku była duża presja. Pojawiłem się jako trener zawodniczki, która miała już za sobą start na igrzyskach olimpijskich, więc poziom od razu był bardzo wysoki. Najważniejsze było dla mnie, żeby nie zniszczyć tego, co zostało wcześniej wypracowane, a jednocześnie spróbować to rozwinąć. Powiedziałem wtedy, że sprawdzimy wszystko podczas pierwszego sezonu halowego. Gdyby wyniki nie były satysfakcjonujące, należałoby zastanowić się nad dalszymi krokami. Przed Marią były przecież kolejne mistrzostwa świata i dalsza droga do igrzysk olimpijskich
- Jako zawodnik nie startowałem na tak wysokim poziomie, więc trudno mi to porównywać. Dla trenera najbardziej stresujące jest to, że nie może wejść na rozbieg za zawodnika. Widzę pewne rzeczy i wiem, co należałoby poprawić, ale nie mogę tego zrobić sam. Muszę znaleźć sposób, żeby zawodnik sam to zrealizował. To chyba najbardziej stresująca część tej pracy - dodał.
Wyszyński zabrał głos także w sprawie dalszej współpracy z Marią Żodzik. W tej kwestii trener nie pozostawił żadnych wątpliwości.
Tak, normalnie kontynuujemy współpracę. W planach jest kolejny sezon, także do igrzysk, więc pod tym względem nic się nie zmienia
Przed Marią Żodzik kolejne ważne starty. W najbliższy weekend wicemistrzyni Europy wystąpi w Chorzowie, a następnie pojawi się na mityngu Diamentowej Ligi w Zurychu. Niewykluczone, że jeszcze w tym sezonie zobaczymy ją również w finale cyklu oraz prestiżowych zawodach Ultimate Championships.













![Najlepsze akcje reprezentacji Polski na ME siatkarek 2026 [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N9KCV6MQQKK8D-C401.webp)