Zderzenie polskich mistrzów, drugi wynik w historii. Sensacja na podium
Jakub Szymański ze złotem i walką o najlepszy czas w sezonie, Damian Czykier ze srebrem - tak miała wyglądać czołówka finału biegu na 60 m przez płotki podczas halowych mistrzostw Polski. Zwłaszcza że obaj biegali tej zimy świetnie, a kontuzja wyeliminowała z rywalizacji Krzysztofa Kiljana. Obaj znaleźli się na sąsiednich torach, Czykier lepiej ruszył, był pierwszy na płotku. A później doszło do kontaktu między naszymi reprezentantami. Zapewne to nie z tego powodu 33-latek z Podlasia Białystok zupełnie się pogubił. A Szymański uzyskał drugi czas w historii polskiej lekkiej atletyki.

Tegoroczna rywalizacja w biegu na 60 m przez płotki może być dla nas jeszcze ciekawsza niż rok temu w Nankinie. Tam Jakub Szymański miał jako pierwszy w historii pokonać w halowych płotkach Granta Hollowaya. I pewnie myślał już o tym starciu w finale, gdy na ostatnim płotku półfinałowej rywalizacji zupełnie się pogubił. I zabrakło dla niego miejsca w tym finale.
W tym roku Holloway nie startuje, nie było go też w mistrzostwach USA, które odbywają się w ten weekend. A tam Dylan Beard uzyskał 7.37 s, Trey Cunningham 7.38 (w półfinale), choć też już miał niedawno w Clemson 7.37 s. Mało tego, nawet w mistrzostwach NCAA Bradley Franklin zaliczył 7.41 s.
Pamiętajmy jednak, w Toruniu o medale mistrzostw świata może walczyć tylko dwóch zawodników z tego kraju. A poza nim dla Szymańskiego nie ma właściwie konkurencji. O ile sam nie popełni jakiegoś wielbłąda, jak w Nankinie.
Rekord Polski z zeszłorocznego Orlen Cup Łodzi wynosi 7.39 s. Jakub zapowiadał już, że jest gotowy na pobicie tego wyniku. O ile tylko poskłada wszystkie elementy w całosć. Szansę miał właśnie dzisiaj w finale mistrzostw Polski.
Halowe mistrzostwa Polski. Niemal idealny bieg Jakuba Szymańskiego. Jedna setna od własnego rekordu Polski
Gdyby na starcie był jeszcze Krzysztof Kiljan, moglibyśmy zastanawiać się, kto zdobędzie srebro. On i Damian Czykier biegali bowiem rok temu na podobnym poziomie. A teraz pozostał tylko Czykier, mający już kwalifikację na mistrzostwa świata.
Z Szymańskim znaleźli się na sąsiednich torach. Czykier lepiej ruszył, miał znakomitą reakcję startową (0.125 s). A Szymański... zaspał (0.183). Nie jest zawodnikiem, który rusza na strzał, ale zwykle jednak zyskuje tu trzy-cztery setne względem dzisiejszego biegu. Na pierwszym płotku lepszy był jeszcze 33-latek, czwarty zawodnik MŚ z Eugene z 2022 roku. A później Szymański go minął. Gdzieś musiało dojść między nimi do kontaktu, to może mieć minimalny wpływ na czas. U Czykiera zawiodło jednak coś innego - zakroczną nogą zabrał za sobą trzeci płotek, stracił całą szybkość. Wypadł na sąsiedni tor, poddał się w walce o podium. Dobiegł ostatni.

Szymański zaś uzyskał 7.40 s - to trzeci wynik w tym roku na świecie, drugi w polskich tabelach. Sopocianin zapowiada, że to nie jest wcale koniec jego możliwości. - Zderzyliśmy się z Damianem, mógł być rekord Polski. Ale cieszę się, że niby jest 7.40 s, a są rzeczy do poprawienia. Być może zrobię ja na mistrzostwach świata - przyznał w TVP Sport.
Zdradził, że to był jego najlepszy bieg w sezonie, choć zadowolony był już po tym w Belgradzie. Wtedy miał właśnie to 7.43 s. - Tu czułem się naładowany, kibice mnie wspierali. Na Copernicusie też, ale tam popełniłem błędy. Dziś na starcie trochę mi się noga załamała, szliśmy z Damianem równo, stąd to uderzenie. Następnym razem, w piątek w Berlinie albo na MŚ, to jak wszystko dopisze, złożę elementy biegu w rekord Polski - ocenił Szymański.
A o rewanżu za tamtą rywalizację z Nankinu myślał przez cały rok. Za trzy tygodnie dostanie wreszcie tę okazję.
Srebro wywalczył Jakub Bujak z AZS KU Politechniki Opolskiej (7.78 s), a brąz - Michał Sierocki z AZS UMCS Lublin (7.87 s). Czykier finiszował ósmy - w 8.18 s.













