Mistrzostwa świata do lat 20 odbywają się co dwa lata - poprzednie odbyły się w Limie (2024), wcześniejsze zaś w Cali (2022) i Nairobi (2021). Z każdych młodzi Polacy przywozili medale, choć przecież rywalizacje te odbywały się w innym klimacie, na innych kontynentach. W Peru błyszczał Hubert Trościanka, został wicemistrzem świata, uzyskał najlepszy wynik w historii u zawodników 18-letnich. A tę formę potwierdził rok później w mistrzostwach Europy w Tampere, już jako 19-latek, bijąc rekord świata.
W tym roku gwiazdą naszej ekipy jest Anastazja Kuś, choć jako lider światowych tabel do Oregonu ruszył młociarz Jan Delewski. Kontuzja wyeliminowała zaś Rocha Krukowskiego - też kandydata do podium.
Pierwszego dnia w Oregonie zaplanowano cztery finały - dwa w biegach na 5000 metrów, w męskim pchnięciu kulą oraz w sztafetach mieszanych 4x400 metrów. A to dla Polaków oznaczało zwariowany początek.
Mistrzostwa świata do lat 20 w lekkiej atletyce. Polski mikst 4x400 już po półfinale
Hayward Field, uniwersytecki stadion w Eugene w Oregonie, to dla amerykańskiej lekkiej atletyki miejsce niemal święte. Tam zwykle odbywają się słynne Trialsy, czyli mistrzostwa USA w sezonach, gdy trzeba wyłonić kadrę na igrzyska olimpijskie lub mistrzostwa świata. A dostać się do niej, np. w sprintach, jest trudniej niż później zdobyć medal. Tam też gości raz w roku Diamentowa Liga. No i tam wyjechała cztery lata temu Klaudia Kazimierska - na studia, ale też aby ruszyć swoją karierę. Dziś jest jedną z najlepszych specjalistek na świecie od średnich dystansów.

Z Kazimierską polscy juniorzy też spotkali się w tym tygodniu - Klaudia trenuje jeszcze w Eugene, za chwilę ruszy już do Birmingham na mistrzostwa Europy. Ten sam plan ma Anastazja Kuś, a to ważna informacja także dla reszty reprezentantów w Eugene. W teorii 19-latka z Olsztyna powinna walczyć o medal w rywalizacji indywidualnej, ale też w obu sztafetach: kobiecej i mieszanej. A później spróbować pomóc sztafetom w Birmingham.
Pojawił się jednak problem - finał kobiecego 4x400 metrów w Eugene dzieli zaledwie kilkanaście godzin od startu finału miksta 4x400 metrów w Birmingham. Najprawdopodobniej mistrzyni Polski juniorek wystąpi w Oregonie tylko w indywidualnych zmaganiach. A dlaczego nie w mikście? Bo to też efekt napiętego programu.
Dziś bowiem w sesji porannej lokalnego czasu zaplanowano półfinały sztafet mieszanych, a w wieczornej - już finał. Z kolei na czwartkowe przedpołudnie zaplanowano biegi eliminacyjne na 400 metrów. Nic więc dziwnego, że w pierwszym biegu rozstawnym Anastazji zabrakło.
Tu rozgrywano trzy serie półfinałowe - z każdej awans uzyskiwały po trzy najlepsze sztafety. W polskiej drużynie zaczął Oliwier Frąckowiak, niedawny mistrz Polski z Zamościa w tej kategorii wiekowej. I trochę został, nie był to bieg idealny. Zmierzono mu piąty czas zmiany, przedostatni. Na zejściu do krawężnika Lena Pajęcka była czwarta, za Hinduską, Brytyjką i Czeszką. Ta pierwsza jednak nie wytrzymała, trzy sztafety dotarły do strefy zmian niemal równocześnie.
Bartłomiej Adamczyk pobiegł świetnie taktycznie - na prostej wyprzedził Brytyjczyka Lucasa Camerona, przekazał pałeczkę Jasmine Kanakanti na pierwszej pozycji. 18-latka z Wawelu Kraków, objawienie ostatnich mistrzostw Polski, tam zdobyła srebro, wytrzymała presję w swojej pierwszej wielkiej imprezie. Dopiero na ostatnich 50 metrach wyprzedziła ją Brytyjka Noa Chodokufa.
Polska więc, bez żadnych problemów, zameldowała się w finale.
Walka o medale zacznie się w czwartek przed godz. 6 polskiego czasu. Teoretycznie może tu pobiec Kuś, choć to wątpliwe. Bardziej prawdopodobny jest występ brązowej medalistki ME U-18 - Zofii Pasierbek.
Rywalami Biało-Czerwonych będą: Wielka Brytania, Czechy, Jamajka, RPA, Kolumbia, USA, Australia i Hiszpania.











