Reklama

Reklama

Zahaczyła klapkiem o dywan. I kontuzjowana pofrunęła po medal!

Już po biegu półfinałowym na 400 m Anna Kiełbasińska powiedziała, że do rywalizacji przystąpiła z kontuzją. Dziś zdradziła, że... potknęła się klapkiem o dywan, przez co naruszyła jeden z mięśni. - Na szczęście przeszkadza tylko w chodzeniu, a nie w bieganiu - mówiła szczęśliwa na mecie, już po wywalczeniu brązowego medalu.

Anna Kiełbasińska skończyła niedawno 32 lata, a właśnie wywalczyła swój pierwszy medal w rywalizacji indywidualnej na wielkiej imprezie. Kiedyś biegała głównie na 100 i 200 m, często walczyła z kontuzjami. Na dystans jednego okrążenia na dobrą sprawę przerzuciła się dopiero w 2018 roku, choć te krótsze wciąż od czasu do czasu biega. Miała zresztą minima, które pozwalały jej na start w Monachium na obu krótszych dystansach, a nawet w sztafecie 4x100 m.

Polki zamieniły się rolami, zwykle biegły... inaczej

Polka pobiegła dziś znakomicie taktycznie. Zaczęła dość wolno, długo była na szóstym miejscu. Ostatni wiraż opuściła na piątej pozycji, a na 50 metrów przed metą włączyła dopalacz. Wyprzedziła kolejne rywalki, w tym swoją słabnącą koleżankę Lieke Klaver, która miała od niej lepszy czas w tym roku. Na mecie Anna KIełbasińska miała łzy w oczach. - Chce mi się coraz bardziej płakać  - mówiła zawodniczka, która często powtarza, że trenuje od 20 lat. - Chyba się dzisiaj zamieniłyśmy rolami, bo ja zaczęłam wolniej, a Natalia szybciej. Byłam chyba piąta po wyjściu z wirażu, ale mówiłam sobie: dasz radę, dasz radę, dasz radę. I dałam! - cieszyła się w rozmowie z Aleksandrem Dzięciołowskim w TVP Sport.

Reklama

Anna Kiełbasińska: Zahaczyłam klapkiem i potknęłam się o dywan

Przez lata Kiełbasińska miała masę problemów z kontuzjami, niewiele brakowało, by musiała zakończyć karierę po igrzyskach w Londynie. Sama przyznawała, że pomogła jej wtedy mama i... wojsko. - Cały czas mówiłam sobie dzisiaj, jaką drogę przeszłam. Chciałam, by ten moment był wyjątkowy, bym się nim cieszyła, bo może się już nie zdarzyć. Po tej kontuzji rok temu wiem, że  nie ma nic pewnego w sporcie i może być ciężko, ale ze wszystkiego można wyjść. Tylko czasu coraz mniej, a ja coraz starsza. Wiedziałam, że dzisiaj jest ten moment, który chcę wykorzystać - przyznała zawodniczka, która do rywalizacja przystąpiła z nietypową kontuzją.

Dziś zdradziła, co się dokładnie stało. - To w głupi sposób, bo... potknęłam się klapkiem o dywan. Naciągnęłam któryś z mięśni z grupy tylnej, który nie przeszkadza w bieganiu, choć dzisiaj ból był większy. Przeszkadza za to w chodzeniu, co jest dziwne - powiedziała. I zapewniła, że polska sztafeta 4x400 m włączy się do walki o złoty medal Mistrzostw Europy!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL