Na początku czerwca Karina Niżyńska skoczyła w Raciborzu 1.85 m - i to perfekcyjnie, bez dotknięcia. Wysoka dziewczyna z Wrocławia pomyliła się dopiero na 1.87 m - tyle wynosi 26-letni rekord Polski U-18 Anny Ksok. Żadna inna rywalka w Europie nie fruwała tak wysoko - stąd ów niebieski numer startowy dla Polki w Rieti.
Mieliśmy już w tych ME sześć medali: cztery srebrne i dwa brązowe. Tego złota nie udało się zdobyć, ale na starcie ostatniej serii w Rieti pojawiła się taka realna szansa. Właśnie za sprawą Niżyńskiej, która wysoką formę pokazała też w niedawnych mistrzostwach kraju, tam skoczyła 1.80 m. Dziś mogła dołączyć do tych, które w niezbyt długiej historii tych zawodów sięgały po złoto.
Ta lista jest zaś okazała: w 2018 roku tytuł wywalczyła Jarosława Mahuczich, aktualna mistrzyni olimpijska i rekordzistka świata, wtedy skoczyła 1.94 m. A po niej to zło wywalczyła, w 2022 roku, Angelina Topić, aktualna medalistka MŚ seniorek, wicemistrzyni kontynentu z Rzymu. Dwie gwiazdy, które oglądamy podczas rywalizacji na największych zawodach z Marią Żodzik. A dwa lata temu złoto trafiło do Liliany Battori - Węgierka potwierdziła to w zeszłym roku w ME do lat 20 w Tampere, ma już rekord na poziomie 1.93 m.
Początek konkursu w Rieti wskazywał, że Niżyńska do nich dołączy. A na wysokości 1.82 m zaczęły się niesamowite emocje. Po rekordzie życiowym Włoszki Alessandry Bighi.
Mistrzostwa Europy do lat 18 w Rieti. 16-letnia Karina Niżyńska kandydatką do medalu
W finałowej 13-stce znalazły się dwie reprezentantki Polski, ale medalowe nadzieje można było wiązać raczej tylko z Niżyńską. Patrycja Kaczmarczyk niedawno poprawiła rekord życiowy na 1.76 m, tu pokonała 1.70 m. A to wystarczyło do siódmej pozycji.
Inaczej wyglądała sytuacja z Niżyńską, która w 35-stopniowym upale skakała jako druga, po Litwince. A ta dość szybko zakończyła konkurs.

Wrocławianka jako jedyna opuściła pierwszą wysokość - 1.66 m. A później zaliczyła 1.70 m i 1.74 m - co wyjaśniło sytuację w jednym kontekście. W grze o medale pozostały już tylko trzy zawodniczki.
Jeśli ktoś miał Polce przeszkodzić, to raczej trzeba było kierować oczy na Niemkę Leę Völcker, skaczącą już w tym roku 1.81 m. Polka zaliczyła 1.77 m za pierwszym razem, choć trąciła poprzeczkę. Niemka za drugim, ale dość niespodziewanie - w trzecim podejściu - udało się to Włoszce Alessandrze Bighi. A to oznaczało, że wyrównała swój rekord życiowy.
Na 1.80 m Niżyńska znów popisała się udanym skokiem, Niemka za drugim, a Włoszka - ponownie za trzecim. Wielka była więc radość tak jej, jak i kibiców.
A na 1.82 m Polka w końcu nie dała rady przejść nad poprzeczką, podobnie w drugim skoku. A ku zaskoczeniu zapewne całego jej sztabu, udało się to Włoszce - objęła prowadzenie. Niżyńskiej została jedna próba, nie chciała przenosić próby na 1.84 m. I pokonała to 1.82 m za trzecim razem, choć nie dawało jej to pierwszej pozycji. Na dodatek chwyciła się za dolną część pleców, co mogło zapowiadać jakiś ból.
Poprzeczka powędrowała na 1.84 m - Bighi była tu już bezradna. A Niżyńska strąciła raz, strąciła drugi - zostawały nogi. Za trzecim razem się udało - wyrzuciła ręce w górę. Z gratulacjami podbiegła Niemka Völcker. Za moment zaś Włoszka poległa po raz trzeci. I pierwsze złoto dla Polski w Rieti stało się faktem.
16-latka z Wrocławia zaatakowała jeszcze rekord Polski, poprosiła o 1.88 m. Tym razem się nie udało, ale co się odwlecze...












