Wyrównany rekord Bukowieckiej w finale. Nerwowe czekanie. A później eksplozja
Osiem zawodniczek, dwa biegi, cztery wyraźne kandydatki do medali - tak wyglądał finał rywalizacji na 400 metrów kobiet w halowych mistrzostwach świata w Toruniu. Jedną z nich była Natalia Bukowiecka, która na lekkoatletycznym mundialu pod dachem nigdy dotąd nie zdobyła indywidualnego medalu. A teraz na nią patrzyła cała Polska, pokładała nadzieję w podopiecznej trenera Marka Rożeja. A ona pobiegła w pierwszej serii. I po wbiegnięciu na metę niczego nie była pewna.

Czeszka Lurdes Gloria Manuel, Norweżka Henriette Jaeger, Holenderka Lieke Klaver i Natalia Bukowiecka - te cztery zawodniczki były zdecydowanymi faworytkami finałów na 400 metrów kobiet. Eksperci raczej nie wskazywali, by do tej rywalizacji włączył się ktoś inny, to również efekt wyników w piątkowych eliminacjach i półfinałach.
Polka i Holenderka mają już olbrzymie doświadczenie w bieganiu turniejowym, gdy kolejne etapy pokonuje się codziennie lub - jak teraz - nawet dwukrotnie jednego dnia. Jaeger też - w końcu to zeszłoroczna wicemistrzyni Europy z Apeldoorn i brązowa medalistka z Nankinu. A przede wszystkim finalistka igrzysk w Paryżu i mistrzostw świata w Tokio. Biegająca już wyraźnie poniżej 50 sekund na stadionie.
Trochę w tym aspekcie odstawała Manuel, to zawodniczka 20-letnia, z sukcesami, ale w rywalizacji młodzieżowej. Wczoraj uzyskała czas 50.96 s, to zrobiło wrażenie.
Tyle że dziś doszedł jeszcze jeden aspekt - nowe przepisy dotyczące finałów.
Halowe mistrzostwa świata. Finał rywalizacji na 400 metrów. A właściwie... dwa finały. Natalia Bukowiecka z medalową szansą
Zasady wprowadzone przez World Athletics są bowiem kuriozalne. Niesprawiedliwe, niesportowe. Każde z tych określeń jest - niestety - prawdziwe. Fakt: rywalizacja na sześciu torach też nie jest sprawiedliwa, dwa wewnętrzne, z uwagi na ostre wiraże, dają z znikome szanse na sukces. Nie pozwalają zbiec do krawężnika z przodu, a wyprzedzać z trzeciej czy czwartej pozycji na jednym okrążeniu, które pozostaje do mety, jest niezwykle ciężko.

Tyle że wprowadzenie dwóch finałów z 4 osobami i patrzenie wyłącznie na czasy sytaucji wcale nie poprawia. Przekonał się o tym dwie godziny wcześniej Amerykanin Chris Robinson, wygrał pierwszy bieg, a został bez medalu. Bo ten drugi był szybszy, rywale znali już czasy. I aż trzech było lepszych od niego. A Kanadyjczyk uzyskał Christopher Moraels Williams uzyskał czas 44.76 s - to pierwszy bieg poniżej 45 sekund poza USA.
W kobiecym finale Bukowiecka znalazła się, niestety, w pierwszym finale. Razem z Lieke Klaver. To Holenderka biegła po szóstym torze, tym najlepszym, z największym spadem. Ale to już wynikało z losowania.
Kluczem było to, która z zawodniczek pod koniec pierwszego okrążenia będzie pierwsza, po zejściu do krawężnika. Tę batalię wygrała Klaver, po 200 metrach miała 23.57 s. Ale na ostatnim łuku Natalia zaatakowała, wyprzedziła Lieke tuż przed kreską. Uzyskała 50.83 s, wyrównała swój rekord Polski.
I... musiała czekać.
Pozostał więc... drugi bieg finałowy. Z Manuel na piątym torze i Jaeger na szóstym. Walczyły bark w bark, ale to jednak Czeszka znalazła się na pierwszej pozycji. Jaeger musiała atakować, a... osłabła. Stanęła, odcięło ją. Manuel też na ostatnich metrach spuchła, ale jednak wcześniej biegła genialnie. Finiszowała w 50.76 s, poprawiła rekord życiowy. O 7 setnych była lepsza od Polki.
A Natalia tego nie żałowała, za moment wskoczyła w ramiona... Klaver. Wyściskały się, one też odbiorą wieczorem medale.
- 1. Lurdes Gloria Manuel (Czechy) - 50.76 s (bieg II)
- 2. Natalia Bukowiecka (Polska) - 50.83 s (bieg I)
- 3. Lieke Klaver (Holandia) - 51.02 s (bieg I)
- 4. Wadeline Venlogh (Haiti) - 51.07 s (bieg II)
- 5. Mercy Oketch (Kenia) - 51.25 s (bieg II)
- 6. Blanca Hervas (Hiszpania) - 51.43 s (bieg I)
- 7. Henriette Jaeger (Norwegia) - 51.50 s (bieg II)
- 8. Zoe Sherar (Kanada) - 51.74 s (bieg I)














