Reklama

Reklama

Wyrok w sprawie byłego szefa IAAF Lamine Diacka przewidywany 16 września

Wyrok w sprawie byłego prezydenta Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) Lamine Diacka, oskarżonego o korupcję i tuszowanie afer dopingowych, przewidywany jest 16 września. W czwartek w Paryżu mowę końcową wygłosili obrońcy Senegalczyka.

W środę francuska prokuratura domagała się czterech lat więzienia dla Diacka. Przekonywała, że 87-letni były działacz wraz ze swoim synem - Papą Massatą Diackiem - odgrywali kluczową rolę w procederze, w związku z którym za łapówki warte miliony euro tuszowano pozytywne wyniki testów dopingowych rosyjskich sportowców i zezwalano im na dalszy udział w rywalizacji.

Reklama

Prawnicy Diacka seniora zapewniali o niewinności swojego klienta. Argumentowali, że nie żadnych materialnych dowodów, które potwierdzałyby jego udział we wspomnianym procederze. Obwinili o to nieobecnego podczas rozprawy Diacka juniora.

- Trzeba rozróżnić działania ojca od działań syna - podkreślił reprezentujący byłego szefa IAAF Simon Ndiaye.

Jak dodał, główną winą jego klienta było zatrudnienie Papy Massaty Diacka jako konsultanta IAAF (jego odpowiednikiem obecnie jest World Athletics) ds. marketingu, który tę pozycję wykorzystał do zakazanej działalności.

Drugi z obrońców William Bourdon kładł nacisk na słabe zdrowie 87-letniego Senegalczyka.

- Wysłanie go do więzienia może tylko przyśpieszyć jego śmierć - zaznaczył.

Prokuratorzy zarzucają Diackowi m.in. przyjęcie 3,45 mln euro (3,87 mln dolarów) od sportowców podejrzanych o doping w zamian za ukrycie wyników ich testów. W trakcie przewodu sądowego stwierdził on, że w "dobrej wierze" w latach 2011-2013 spowolnił działania związane z dopingiem Rosjan. Argumentował, że chronił w ten sposób konieczną do przetrwania IAAF umowę sponsorską z rosyjskim bankiem.

Były prawnik tej organizacji Habib Cisse podczas przesłuchania ocenił, że wcale nie była ona niezbędna pod tym względem.

W przypadku Papy Massaty Diacka, któremu zarzuca się pranie pieniędzy, korupcję i naruszenie zaufania, francuska prokuratura domaga się pięciu lat więzienia. Ukrywa się on w Senegalu, który odmówił jego ekstradycji.

W paryskim procesie - poza Senegalczykami - oskarżone są jeszcze cztery inne osoby. Proces miał ruszyć 13 stycznia, ale został wówczas przesunięty na czerwiec. Przewodnicząca składu sędziowskiego Rose-Marie Hunault zaznaczyła wówczas, że dokumenty z Senegalu, o które wystąpiono już w 2016 roku, dotarły z prawie czteroletnim opóźnieniem.

Lamine Diack był pierwszym i jedynym dotąd szefem światowej lekkoatletyki spoza Europy. Kierował IAAF w latach 1999-2015. Został zatrzymany przez francuską policję w listopadzie 2015 roku bezpośrednio po opublikowaniu raportu Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA) na temat dopingu w Rosji. Od tej pory przebywał w areszcie domowym w Paryżu.

W odrębnym śledztwie prokuratury Diack senior jest podejrzany o czerpanie korzyści przy wyborze gospodarzy igrzysk olimpijskich 2016 i 2020 roku (Rio de Janeiro i Tokio) oraz lekkoatletycznych mistrzostw świata w 2015 i 2019 (Pekin i Dauha).

an/ krys/

Dowiedz się więcej na temat: Lamine Diack

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje