Zaskakujący powrót Ewy Swobody. Jedna setna zdecydowała w Niemczech
Na ten moment trzeba było czekać bardzo długo - Ewa Swoboda tylko dwa razy później niż teraz zaczynała sezon halowy. W końcu jednak do tego doszło w Dortmundzie - w mityngu World Athletics, ale kategorii Bronze. Polka była faworytką, można było oczekiwać czasu poniżej 7.20 s, oznaczającego kwalifikację na HMŚ w Toruniu. Tyle że w eliminacjach uzyskała 7.25 s. W finale nie było zaś dużo lepiej. O pierwszym miejscu decydowała jedna setna sekundy.

Ewa Swoboda od końca listopada była awizowana jako gwiazda mityngu Sparkassen w Dortmundzie. Od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w sprinterskim świecie, zwłaszcza w hali zawsze jest wymieniana jako kandydatka do medalu. I trudno się temu dziwić, niewiele kobiet jest bowiem w stanie biegać na poziomie siedmiu sekund. A jej rekord Polski, sprzed dwóch lat, to 6.98 s.
Rok temu podopieczna trenerki Iwony Krupy zaczynała starty od mityngu w Ostrawie, tam uzyskała czasy 7.11 i 7.09 s. Aby mieć pewność występu w HMŚ w Toruniu, trzeba przebiec ten dystans w co najmniej 7.20 s. Wydawało się, że dla Swobody to powinna być formalność już teraz, w pierwszym występie. Okazało się jednak, że forma Polki jest na razie daleka od szczytowej.
Ewa Swoboda zaczęła sezon halowy. Triumf w zawodach World Athletics w Dortmundzie
W Toruniu wystąpi aż 56 sprinterek, o miejsce dla Polki generalnie powinniśmy być spokojni. Na razie minimum wypełniła tylko Pia Skrzyszowska, ale ona w Toruniu chce biegać wyłącznie w zmaganiach płotkarek. Swoboda miała dziś dwie szanse by uzyskać to minimum, najpierw w biegu eliminacyjnym.
Tyle że Ewa jakby nieco ociężale ruszyła ze startu, musiała odrabiać dystans. Na mecie była druga, z czasem 7.25 s. Lepsza od niej okazała się Finka Lotta Kemppinen, o 0.02 s. W drugim zaś lepszy czas od Polki uzyskała też Niemka Rebekka Haase - 7.23 s.
Finał był ostatnią rywalizacją całego mityngu, gdy zawodniczki szykowały się do wyjścia z tunelu, wygaszono światła. Jako pierwsza wkroczyła Magdalena Stefanowicz, jako trzecia - owacyjnie witana - Ewa Swoboda.

Skład tego finału i tak był już niespodzianką - eliminacji nie przeszła Brytyjka Imani Lansiquot, zdyskwalifikowana zostałą Węgierka Boglarka Takacs.
W decydującym biegu Swoboda już lepiej ruszyła, ale gorsza była tam razem końcówka. Zdołała jednak utrzymać pierwsze miejsce, sprawiło to jej sporą frajdę. Czas - 7.24 s - nie porywa. I nie ma co tego ukrywać. 10 minut wcześniej zakończył się finał w Metz - tam Patrizia van der Weken uzyskała czas 7.08 s.
Druga na mecie Brytyjka Mabel Akande uzyskała 7.25 s, trzecia i czwarta Haase oraz Kamppinen - 7.27 s. Co do tysięcznej.
Stefanowicz skończyła szósta - z wynikiem 7.32 s. Ona też nie ma jeszcze minimum na HMŚ.













