Wpadli ławą, 0.002 sekundy decydowało o triumfie. Rekord sezonu Polaka
Halowy mistrz świata z Torunia na 60 m przez płotki jako ostatni z reprezentantów Polski wystąpił w mityngu World Athletics w Nancy. Mowa o Jakubie Szymańskim, który celuje w rekord Polski na stadionowym dystansie 110 metrów. Zwykle ma jeden problem, błąd w okolicach siódmego czy ósmego płotka niszczy cały dorobek. A we Francji takiej wpadki nie było, do kreski bił się o triumf. Wyszedł z tego rekord sezonu i trzeci wynik w całej karierze.

Biegi płotkarskie to gra błędów - jeden błąd często powoduje kolejne, w przeciwieństwie do płaskiego sprintu, niszczy cały dorobek. Jakub Szymański do perfekcji opanował bieganie dystansu 60 m przez płotki w hali - tytuł mistrza świata świadczy o tym dobitnie. A skoro tam osiąga czasy poniżej 7.40 s, to przecież na stadionie powinien biegać nawet w okolicach 13 sekund. Tak jak Amerykanie, z którymi pod dachem wygrywa.
Tyle że Szymański ma ten problem, który często dotykał Ewę Swobodę. W hali wszystko trwa niemal dwa razy krócej, na stadionie wytrzymałość siłowa jest absolutnie kluczowa. Polak zaś słabł w końcówce, bardzo często popełniał błędy w okolicach siódmego czy ósmego płotka. Gubił rytm, tak kończyły się marzenia o rekordzie Polski.
On zaś ten rekord współdzieli z Damianem Czykierem - 13.25 s uzyskał dwa lata temu podczas mistrzostw Polski w Bydgoszczy. Tyle że to jest wynik z połowy drugiej setki wszech czasów na 110 m, a na 60 m jest... w czołowej dziesiątce.
Szymański podkreślał, że jak kilka rzeczy złoży się w całość, to ten rekord Polski spokojnie pobije. Tu można właściwie dodać, że w idealnym obrazie mógłby z niego urwać nawet dwie dziesiąte sekundy. Kiedy uda się to wszystko zrealizować?
Meeting Stanislas 2026. Jakub Szymański w czołówce biegu płotkarskiego
Ten sezon zawodnik z Sopotu zaczął znakomicie - w biegu bez presji, podczas Akademickich Mistrzostw Polski, uzyskał 13.33 s. A z nikim się nie ścigał, bo rywale prezentowali inną klasę sportową. Później było już znacznie gorzej, choć tydzień temu pojawił się promyk. W Zagrzebiu znów pierwsza połowa dystansu była znakomita, a później... trzy przewrócone płotki. Mimo tego i tak udało się wyrwać 13.36 s.
W Nancy, gdy Szymański zaczynał swój bieg, Polacy mieli już dwa triumfy. Paweł Fajdek wygrał rywalizację młociarzy, uzyskując swój najlepszy wynik od pięciu lat (82.09 m). A Pia Skrzyszowska poprawiła rekord sezonu, umocniła się na drugiej pozycji w europejskich tabelach (12.44 s).
Został Szymański, tym razem w rywalizacji bez gwiazd z USA, choć ci zwykle zjawiają się w Europie. Tym razem wybrali jednak Diamentową Ligę w Eugene, znów świetnie obsadzoną.
Polski mistrz świata z Torunia miał przeciętną reakcję startową (0.190 s), ale to nie jest jego wielki atut. Za to później biegł bardzo dobrze. Tym razem nie było trącania płotków, nieco jednak osłabł w samej końcówce. Choć na dziewiątym płotku wydawało się jeszcze, że może być nawet pierwszy, to jednak później trochę osłabł. Choć i tak niemal wszyscy finiszowali jedną ławą - pierwszego od piątego dzieliło osiem setnych. A ósmy zawodnik stracił 22 setne.
Tę piątą pozycję zajął właśnie Szymański - z czasem 13.29 s. To jego rekord sezonu i trzeci wynik w karierze: po 13.25 s i 13.28 s. Zarazem dobry prognostyk na kolejne mityngi.
Fotofinisz był potrzebny, by wyłonić triumfatora. Just Kwaou-Mathey i Antonio Alkana uzyskali 13.21 s. Po dokładnym rozpatrzeniu kadru okazało się, że Francuz był o dwie tysięczne szybszy od zawodnika z RPA.














