Reklama

Reklama

Włodarczyk: Już pierwsza próba wskazywała na złoty medal

Anita Włodarczyk (Skra Warszawa) w niedzielę w Helsinkach została mistrzynią Europy w rzucie młotem. Prowadziła od pierwszej kolejki, a złoto dała jej odległość 74,29. "Pomogli mi moi i Kamili Skolimowskiej rodzice, którzy byli na trybunach" - przyznała.

Polka, która przed dwoma laty w Barcelonie sięgnęła po brąz, przystępowała do konkursu jako faworytka. W eliminacjach odpadła rekordzistka świata Niemka Betty Heidler.

Reklama

W pierwszej próbie urodzona w Rawiczu zawodniczka Skry uzyskała 74,02. Żadna z rywalek nawet nie zbliżyła się do takiego rezultatu.

"Chciałam wejść do koła i rzucić na zaliczenie. Tak, by już spokojnie awansować do ścisłego finału. Sama byłam zaskoczona, że młot poleciał tak daleko" - wspomniała.

Później Włodarczyk walczyła już tylko ze sobą. Jej próby były bardzo równe. Najsłabszy rzut miała w drugiej kolejce - 73,17. Najlepszy w czwartej - 74,29. Ostatni spaliła.

"Już pierwsza próba wskazywała na złoty medal, ale wiedziałam, że nie mogę być tego pewna. Groźna nadal pozostawała Słowaczka Martina Hrasnova. Później chciałam się jeszcze poprawić, ale emocje trochę zeszły. Mimo wszystko walczyłam do końca. Udało mi się rzucić nieznacznie dalej i z tego się cieszę" - przyznała.

Zawodniczka Krzysztofa Kaliszewskiego jest nadal w ciężkim treningu. Do Helsinek przyleciała prosto ze zgrupowania we Władysławowie i tam wraca od razu z Finlandii, by kontynuować przygotowania do igrzysk w Londynie.

"W ogóle nie szykowałam się pod kątem tych mistrzostw. Cele na ten sezon są znacznie wyższe. Brak świeżości dał mi się we znaki, ale na szczęście wyszły dwa rzuty powyżej 74 m, więc jestem zadowolona. Na pewno ten medal mnie też zmotywuje do jeszcze cięższej pracy" - podkreśliła.

Nie bez znaczenia był dla niej fakt, że w niedzielę na trybunach zasiedli jej rodzice, którzy przyjechali do Helsinek z Rawicza. Nie zabrakło również rodziców zmarłej w 2009 roku mistrzyni olimpijskiej z Sydney Kamili Skolimowskiej.

"Kibicie znowu dopisali. Przy nich czułam się znacznie raźniej. Przypomniały mi się mistrzostwa świata w Berlinie, gdzie też byli i z rekordem globu sięgnęłam po złoto. Będą również na igrzyskach, co jest dla mnie bardzo ważne" - zaznaczyła.

Mimo niedzielnego sukcesu Włodarczyk zdaje sobie sprawę, że jej niedzielny rezultat w Londynie może znaczyć niewiele.

"Myślę, że da ósemkę, ale na medal będzie trzeba dalej rzucić. Uważam, że brąz może dać odległość w granicach 76 m. Najważniejsze będą tam kwalifikacje. One rządzą się swoimi prawami i są zawsze bardzo trudne. W finale jest już całkiem inna walka" - powiedziała.

Włodarczyk ma w planach jeszcze jeden start przed igrzyskami - w Memoriale Janusza Kusocińskiego w Szczecinie (21 lipca).

"Cieszę się, że jest ten start, ponieważ teraz od mistrzostw Europy do olimpiady nie miałabym gdzie się zmierzyć; a ja wiem, że muszę dużo startować, dlatego przyjechałam też na mistrzostwa Europy" - dodała.

Włodarczyk, była rekordzistka świata, w niedzielę wyprzedziła Słowaczkę Martinę Hrasnovą - 73,34 i Rosjankę Annę Bułgakową - 71,47. Po raz ostatni polska lekkoatletka złoto mistrzostw kontynentu wywalczyła dokładnie 30 lat temu w Atenach - Lucyna Langer na 100 m przez płotki.

Dowiedz się więcej na temat: Anita Włodarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama