Partner merytoryczny: Eleven Sports

Wielki powrót Polaka. Finał po latach przerwy i "niemiłe zachowanie związku"

Z trójki Polaków do finału rzutu oszczepem w lekkoatletycznych mistrzostwach Europy awansował tylko Marcin Krukowski i to po zaledwie jednej próbie, choć nie uzyskał minimum. Dla 32-latka to pierwszy występ w mistrzowskiej imprezie od trzech lat i pierwszy finał od pięciu. Z rywalizacji odpadli Dawid Wegner i Cyprian Mrzygłód.

Marcin Krukowski
Marcin Krukowski/Adam Warżawa/PAP

Marcin Krukowski po raz ostatni w mistrzowskiej imprezie zaprezentował się w igrzyskach olimpijskich w Tokio w 2021 roku. Od tego czasu walczył głównie z kontuzjami.

Teraz wrócił i awansował do finału lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Rzymie, oddając tylko jeden rzut w eliminacjach.

Natalia Kaczmarek: Bardzo się cieszę i liczę na więcej. WIDEO/Polsat Sport/Polsat Sport

Wiele lat czekania i Michał Krukowski znowu w finale wielkiej imprezy

Krukowski już w pierwszej serii uzyskał 81,72 m. Minimum kwalifikacyjne wynosiło 82,00 m, ale Polak odpuszczał kolejne próby, oszczędzając zdrowie, a przy okazji kontrolował to, co robią rywale.

Ostatecznie awansował do środowego finału (12 czerwca, godz. 20.28) z dziewiątym wynikiem. Odpadli dwaj pozostali nasi oszczepnicy. Dawid Wegner, finalista ostatnich mistrzostw świata, zajął 13. miejsce - 79,35. Z kolei Cyprian Mrzygłód był 16. - 77,93 m. Eliminacje wygrał Niemiec Julian Weber - 85,01 m.

Trzeba oszczędzać zdrowie i stąd tylko jedna próba w eliminacjach. Wiedziałem, że to da awans do finału. Nie ma co się szarpać, bo to są tylko eliminacje. Ze zdrowiem jest znośnie. Nie zgięło mnie po rzucie. Bolało, ale było znośnie. Cieszę się, że po tylu latach znowu jestem w finale dużej imprezy

~ mówił Krukowski.

- Jestem dobrze przygotowany. Rzucam z połowy rozbiegu i strzelał łapą, a i tak leci. Tylko zdrowie musi być, żebym nie musiał się zastanawiać, czy pęknie mi coś, czy nie - dodał.

Krukowski nie ukrywał, że w finale będzie celował w minimum olimpijskie, które wynosi 85,50 m.

- I to moim zdaniem da medal w Rzymie - przyznał 31-latek, który do stolicy Włoch przyjechał bez swojego trenera i ojca - Michała.

Tymczasem ten szkoleniowiec ma w finałach ME dwoje swoich zawodników - Marcelinę Witek-Konofał i Marcina Krukowskiego.

- To było niemiłe zachowanie ze strony Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Jestem doświadczonym zawodnikiem, więc sobie poradzę. Większą krzywdę taką decyzją zrobili jednak Marcelinie - zakończył Krukowski.

Z Rzymu - Tomasz Kalemba, Interia Sport

Dawid Wegner/Adam Warżawa/PAP
Marcin Krukowski/Adam Warżawa/PAP
Cyprian Mrzygłód/Adam Warżawa/PAP



INTERIA.PL

Zobacz także

Sportowym okiem