W skrócie
- Cyprian Mrzygłód po sześciu latach poprawił rekord życiowy w rzucie oszczepem, osiągając 85,92 m i plasując się w światowej czołówce.
- Zawodnik odniósł spektakularne zwycięstwo na mityngu we Francji i był wyróżniony startem w Indiach, gdzie doświadczył niezwykłej atmosfery sportowej.
- Mimo trudności i operacji, dzięki zmianom technicznym oraz wsparciu nowego trenera Mrzygłód powrócił do świetnej formy i ma szansę na sukces w zbliżających się mistrzostwach świata.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Cyprian Mrzygłód w ostatnich zawodach w Sotteville-les-Rouen zdeklasował rywali, otwiera się w nowym oknie. Drugiego zawodnika wyprzedził o sześć metrów. Polak wygrał z wynikiem 85,62 m. To nowy rekord mityngu. Poprzedni był gorszy o 45 cm i należał od sześciu lat do Neraja Chopry, mistrza olimpijskiego z Tokio i mistrza świata z Budapesztu.
Mrzygłód oddał we Francji tylko dwie próby. Pierwszą i drugą, a potem odpuścił rzucanie. Spieszymy zatem z dobrymi wiadomościami. Nie było to spowodowane urazem, ale troską o organizm. Dwa dni wcześniej występował bowiem w Bengaluru w Indiach w zawodach Neeraj Chopra Classic.
Cyprian Mrzygłód rzucał u wielkiego mistrza. "Byłem w szoku"
Tam Polak zajął piąte miejsce, w ostatniej serii rzucił ponad 82,32 m. Te zawody, to było jednak prawdziwe show. Na stadionie był komplet publiczności, która żywiołowo reagowała. Dla Mrzygłoda udział w tych zawodach to było wielkie wyróżnienie.
- Organizacyjnie było po prostu znakomicie. Jak mistrzostwa świata albo nawet lepiej. Jak wyjeżdżaliśmy z hotelu na rozgrzewkę, to żegnali nas tańcami. Na stadionie atmosfera była niesamowita. Ludzie robili sobie z nami zdjęcia. Byłem w szoku. A na rozbieg wyprowadzały nas dzieci. Kiedy rzucał Chopra, to była nieprawdopodobna wrzawa. Nas też dopingowali, ale on jednak jest w Indiach wielką gwiazdą. Tutaj każdy go podziwia - mówił Mrzygłód o zawodach w Indiach w rozmowie z Interia Sport.
Tyle lat czekania i w końcu dobił do światowej czołówki. "Sam jestem ciekaw, jak daleko mogę rzucić"
27-latek w końcu zaczyna osiągać wyniki, na jakie czekał od dawna. Sześć lat zajął mu powrót na poziom, na którym już kiedyś był. Pod koniec czerwca Mrzygłód w końcu pobił rekord życiowy z 2019 roku. W Kuortane rzucił 85,92 m. To ósmy w tym roku wynik na świecie i trzeci w Europie. To także trzeci wynik w historii polskiej lekkoatletyki, jeśli chodzi o nowy model oszczepu. Dalej od Mrzygłoda rzucali tylko Marcin Krukowski - 89,55 m i Dariusz Trafas - 87,17 m.
- Cieszę się, że daje efekty drobna zmiana techniki. Nie zmieniałem zbyt wielu rzeczy, a jednak oszczep lata daleko. Dokonałem drobnych korekt na siłowni i w diecie. To wszystko współgra z techniką. Przede wszystkim mam jednak spokojną głowę i to chyba pozwala mi rzucać daleko i stabilnie. Gdybym jeszcze kilka razy rzucił ponad 85 metrów, to jeszcze bardziej by mnie to wszystko upewniło w tym, co robię - mówił Mrzygłód.
Już teraz można powiedzieć, że lekkoatleta ALKS AJP Gorzów Wielkopolski notuje sezon życia. Nie dość, że pobił rekord życiowy, to jeszcze zaliczył aż dziewięć prób ponad 80 metrów. To w jego karierze jeszcze nie miało miejsca. Tego lata tylko pięciu oszczepników na całym świecie rzuciło ponad 85 m w dwóch różnych konkursach.
To rzeczywiście jest życiowy sezon. Jeśli będzie zdrowie, to może to będzie nowy rozdział, jaki napiszę w swojej karierze. Jestem przygotowany na dalekie rzuty i to widać. Sam jednak jestem ciekaw, jak daleko mogę rzucić. Na razie jednak cieszę się z tego, co jest
Trudne sześć lat po dużym sukcesie. "Nie byłem wówczas na tyle dojrzały"
Radość sprawia mu przede wszystkim to, że po wielu latach znowu wrócił na bardzo wysoki poziom.
- Przez ostatnich sześć lat było naprawdę bardzo ciężko. Po tym, jak zostałem młodzieżowym mistrzem Europy, to myślałem, że szybko wejdę na światowy szczyt. Niestety sytuacja wyglądała inaczej. Chyba nie byłem wówczas na tyle dojrzały, by uzyskiwać takie wyniki. Głowa nie dawała rady. Teraz jestem innym zawodnikiem. Zmieniła mnie na pewno operacja, jaką przeszedłem w 2021 roku. Jestem teraz bardziej pewny tego, co robię - opowiadał Mrzygłód.
Przez lata zawodnik pracował z Leszkiem Walczakiem, a potem przez dwa sezony z Mirosławem Piątkiem. Od wiosny 2024 roku jego trenerem jest Grzegorz Pawelski.
- Ten szkoleniowiec bardzo mi pomógł od strony technicznej. Idealnie trafiał do mnie z uwagami. Trener ma bardzo dużą wiedzę, jeśli chodzi o rzuty. Mamy bardzo dobry kontakt. Wcześniej u tego szkoleniowca trenowała moja żona (Julia Szałas - przyp. TK) i polecała mi go. Jestem bardzo zadowolony z tej współpracy - mówił Mrzygłód, który od niedawna jest ojcem Stasia.
Cyprian Mrzygłód może sprawić niespodziankę w czasie mistrzostw świata. Najpierw musi się uporać ze swoją zmorą
Bez dwóch zdań Polak może sprawić miłą niespodziankę w czasie mistrzostw świata w Tokio (13-21 września).
Nie wiem, na co mnie tam będzie stać, ale przede wszystkim chciałbym w końcu przejść kwalifikacje dużej imprezy, bo to jest dla mnie zmora. Tak się przygotuję, by to zrobić, a co będzie dalej, to na razie mnie to nie interesuje. Na razie to jest mój cel
27-latek pochodzi z Domaniewic. Tam w miejscowej UKS Błyskawica stawiał pierwsze kroki sportowe. Dokładnie u tego samego trenera - Mieczysław Szymajdy - co Zbigniew Bródka, mistrz olimpijski z Soczi (2014) w łyżwiarstwie szybkim.
- Początkowo to w ogóle trenował mnie brat, bo zaczynałem od... skoku wzwyż. Biegałem też przełaje - wspominał.
Teraz, po urodzeniu syna, nie ma zbyt wiele czasu na hobby, ale w przeszłości grywał na pianinie. Była to głównie muzyka filmowa. Jak przyznał, o wiele lepiej na tym instrumencie radzi sobie jego brat-bliźniak Albert. Teraz w stu procentach skupia się na sporcie, bo musi za coś utrzymać rodzinę, a niestety nie ma sponsora. Bardzo jednak liczy na to, że swoimi wynikami przyciągnie uwagę.
Zobacz również:















