Reklama

Reklama

Wicemistrzyni świata Dominiki Stelmach nie stać na start na igrzyskach

Na metę organizowanych w Karpaczu Mistrzostw Świata w Biegach Górskich na Długim Dystansie przybiegła jako druga, chwilę później na szyi zawiesiła złoty medal mistrzostw kraju. Jej nazwisko kojarzone jest też z kobiecym rekordem w biegu Wings for Life, ale prawdziwym celem jest awans na igrzyska w maratonie. - Temat finansowania mojej kariery jest trudny, bo dotychczas pracowałam, byłam samowystarczalna. Nie musiałam prosić o pomoc, a teraz muszę się przełamać, żeby zrealizować swój olimpijski cel - mówi nam Dominika Stelmach.

Dominika Stelmach w tym roku wywalczyła srebrny medal na dystansie 36 kilometrów podczas Mistrzostw Świata w biegach Górskich na Długim Dystansie. Jest najwyżej notowaną polską biegaczką górską w ITRA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Biegów Przełajowych), czterokrotną zwyciężczynią i rekordzistką biegu Wings for Life na czterech kontynentach, mistrzynią Polski w biegach górskich oraz na dystansie maratońskim.

- To mocne słowa, że nie mam sobie równych. Na pewno jestem najbardziej wszechstronną biegaczką długodystansową, odnoszę sukcesy w górach i na asfalcie. Lubię trudne biegi. Ale ja chciałabym być najlepsza w maratonie, a do tego brakuje mi jeszcze przede wszystkim spokojnego treningu bez konieczności startów finansowych, które niestety krzyżują przygotowania - mówi 36-letnia zawodniczka.

Droga sportowca do tej krótkiej chwili, aby wejść na podium, wznieść ręce w górę, a na koniec uronić łezkę, jest żmudna i usłana dziesiątkami przeszkód, zazwyczaj niewidzianych dla postronnych. Często o sukcesie nie decyduje talent i ciężka praca wykonana na treningu, ale czynniki pozasportowe. Kontuzje wliczone są w ryzyko zawodu sportowca tak samo, jak to, że wylewany pot nie przyniesie wymarzonych wyników. Prawdziwa niesprawiedliwość jest jednak dopiero wtedy, gdy jedyną przeszkodą jest coś tak na pozór błahego, jak pieniądze. 

Być prawie "pro"

Reklama

Bez wątpienia tytuł drugiej zawodniczki na świecie jest sukcesem, o którym wielu sportowców może tylko pomarzyć. Co ciekawe, Stelmach zdecydowanie obszerniej wypowiada się o celach na przyszłość, niż sukcesach, a słowo "kariera" wymawia tylko w cudzysłowie.

- Moja, w cudzysłowie, kariera zaczęła się dziewięć lat temu, po urodzeniu pierwszego syna. Wtedy zaczęłam biegać szybciej, z poziomu typowo amatorskiego, gdy maraton pokonywałam w czasie nieco powyżej trzech godzin, przeskoczyłam prawie do grona profesjonalistów, bo osiągnęłam 2:46 - opowiada. 

- Potem nastąpiła druga ciąża, praca i wydawało mi się, że to szczyt moich możliwości, że i tak nabiegałam niezły wynik - dodaje. 

Trzy lata temu nawiązała współpracę z trenerem Hubertem Duklanowskim. 

- On pozwolił mi uwierzyć, że mam talent, że nie jest jeszcze za późno, że mogę naprawdę zacząć ścigać się na poziomie zawodowym. Zaczęliśmy trenować, a po dwóch latach zostałam mistrzynią Polski w maratonie z wynikiem 2:38. Wygrałam globalnie bieg Wings for Life - to wszystko w pięć tygodni. Czułam jednak, że już dłużej nie wytrzymam godzenia ośmiogodzinnej pracy z rodziną i tak mocnymi treningami. Nie miałam kompletnie czasu na regenerację. Podjęłam decyzję, że zrezygnuję z pracy i spróbuję biegać - opowiada srebrna medalistka mistrzostw świata.

O włos od mistrzostwa

W Karpaczu do tytułu mistrzyni zabrakło niewiele.

- W zwycięstwie przeszkodził mi upadek na ostatnim zbiegu. Dość mocno się poturbowałam i rywalka to wykorzystała. Ale takie są góry. Musisz podejmować ryzyko, inaczej nie ma co marzyć o wysokich lokatach. Trzeba też być skupionym do końca, a mi chyba tego zabrakło. Za bardzo ucieszyłam się, że wyszłam na prowadzenie. W efekcie dobiegłam druga - dodała Stelmach.

Nad biegami górskimi czuwa Polski Związek Lekkiej Atletyki. Popularny sport wśród amatorów, ale także pole, na którym Polacy często plasują się na wysokich lokatach. Szkoda tylko, że ta odmiana biegania nie mieści się w programie IO.

- Biegi górskie zostały dostrzeżone, już nie musimy sami płacić za wyjazdy na imprezy międzynarodowe (a tak dotychczas było). Nie ma natomiast funduszy na szkolenie. Ja mam przyznane na rok stypendium za medal mistrzostw świata, ale po odliczeniu podatków to tysiąc trzysta złotych miesięcznie. Nie za wiele da się z tym zdziałać - wyznaje biegaczka.

- Oczywiście, jest dużo biegów, gdzie zdobywam nagrody finansowe, ale w górach to zazwyczaj kilkaset złotych. Dobrze jak zwróci się za przejazd i nocleg. W biegach ulicznych pieniądze są w maratonach, ale każdy start to dodatkowe obciążenie dla organizmu, to myślenie o pieniądzach. Nie jest to komfortowa sytuacja - dodaje


Droga do Tokio

Ambicje Dominiki Stelmach sięgają znacznie dalej. Teraz celem jest maraton... podczas letnich igrzysk olimpijskich w Tokio, w 2020 roku. Najlepszy do tej pory uzyskany wynik przez Polkę w maratonie wynosi 2:24:18 w Bostonie w 1991 roku. W 2001 roku Małgorzata Sobańska uzyskała wynik 2:26:08. Na tegorocznych ME w Berlinie Izabela Trzaskalska dotarła na metę w czasie 2:33:43. plasując się ostatecznie na 10. miejscu.

- Prawdopodobnie konieczne będzie osiągnięcie minimum - 2:30 i zameldowanie się w pierwszej trójce Polek z najlepszymi czasami. Ja wolałabym formułę amerykańską, gdzie o kwalifikacji decyduje konkretny start. Musisz wtedy pokazać, że potrafisz przygotować się do imprezy docelowej, niezależnie od warunków i terminu. A co do treningu... najbliższe półtora roku to będzie harówka. Trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Czyli trenować bardzo mocno, a jednocześnie robić to bez kontuzji, mieć dostęp do codziennej fizjoterapii, do odżywek oraz jeździć na obozy zagraniczne, szczególnie w okresach, gdy w Polsce aura nie sprzyja bieganiu - mówi rekordzistka Wings For Life

Koszty profesjonalnego treningu dla przeciętnego biegacza mogą wydawać się szokujące. Pytamy o konkretne kwoty.

- Jeżeli chce się ten sport traktować poważnie i mieć dostęp do niezbędnej infrastruktury, zaplecza sportowo-medycznego, obozów to minimum 10 tys. zł miesięcznie. Każdy obóz zagraniczny to ok. 100 euro na dzień. Jak dodać do tego koszty trenera, fizjoterapię, przeloty, to nagle trzytygodniowe zgrupowanie kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie stać mnie na razie na to - odpowiada.

Moja historia biegaczki - amatorki

Dominika Stelmach przyciąga uwagę kibiców, bo tak, jak oni na linii startu staje jako zwykła biegaczka, która nie mówi o sobie, że jest profesjonalistką. Dla niej liczy się przede wszystkim miłość do sportu i praca, którą ma do wykonania, aby stale realizować swoje plany

- Trenuję codziennie lub dwa razy dziennie. Przede wszystkim biegam i jeżdżę na rowerze spinningowym. Oczywiście do tego dochodzi "ogólnorozwojówka", szczególnie w okresie zimowym. Chciałabym spędzać większość czasu w górach, ale w roku szkolnym jest to trudne. Starszy syn pójdzie do trzeciej klasy, młodszy do zerówki. Muszę rozsądnie gospodarować czasem i wyjazdami, najczęściej młodszy jeździ ze mną. Staram się skupić przede wszystkim na sporcie. Wiadomo, że obecnie liczy się również obecność w mediach społecznościowych - mówi Stelmach.

Wicemistrzyni globu bez wsparcia sponsorskiego?

- Wartość marketingowa sportowca nie zależy tylko od jego sukcesów. Liczy się popularność dyscypliny, ważne są media społecznościowe zawodnika, zainteresowanie jego osobą i trochę szczęścia. Da mnie temat finansowania mojej kariery jest trudny, bo dotychczas pracowałam, byłam samowystarczalna i nie musiałam prosić o pomoc. A teraz muszę się przełamać - nie kryje.

- Chcę zrealizować swój olimpijski cel, ale nie tylko ten o starcie na IO, gdyż chcę być też najlepszą biegaczką górską. Marzy mi się rekord świata w biegu na 100 km, potrzebuję sponsorów. Na ten moment wspiera mnie mój poprzedni pracodawca, który jest moim partnerem technicznym i przynajmniej aspektem sprzętu nie muszę się martwić, bo mam najlepszy. Prowadzę też treningi dla amatorów, ale to nie wystarcza - tłumaczy zawodniczka.

Dominika Stelmach to dzisiaj marka, ale ma w sobie jeszcze jedną istotną cechę. Motywuje tych, którzy tak, jak ona mają wielkie cele, a być może brakuje im odwagi, aby po nie sięgnąć.

- Wiem też, że bardzo dużo sportowców poszukuje wsparcia. Ja docieram do amatorów. Moja historia to nie kariera zawodowej biegaczki, ale amatorki, mamy, której zamarzył się wielki sport i konsekwentnie realizuje swoje cele. Kocham biegać - kończy rozmowę - miejmy nadzieję - przyszła reprezentantka Polski na igrzyskach w Tokio.

Aleksandra Bazułka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje