11.28 s na 100 metrów i 22.91 m na 200 metrów - to dwa rekordowe wyniki zaledwie 20-letniej Wiktorii Gajosz w karierze. Oba z czerwca tego roku, jedne z najlepszych w kategoriach do lat 23 w historii polskiej lekkiej atletyki. Zawodniczki, która nie czuje się typową sprinterką od setki, więc niewykluczone, że w przyszłości będzie biegała dystans jednego okrążenia.
- Uwielbiam bieg na 200 metrów. Wydaje mi się, że on jest idealny dla mnie. Prędzej czy później pewnie i tak wyląduje na 400 metrach. Myślę, że pobiegnę na tym dystansie już w kolejnym sezonie - mówiła niedawno w rozmowie z red. Tomaszem Kalembą z Interii.
W mistrzostwach Polski seniorów debiutowała, zrezygnowała z rywalizacji na 100 metrów, mając w planach jeszcze klubową sztafetę 4x100 metrów. A w niedzielę w finale 200 metrów pojawiła się ze specjalnym plastronem - dla liderki krajowych tabel w 2025 roku. Była faworytką, ale zakusy na tytuł miała przecież też dużo bardziej doświadczona Kryscina Cimanouska. Obie zaś walczyły o miejsce w kadrze na mistrzostwa Europy w Birmingham.
Mistrzostwa Polski w Białymstoku. Złoto w debiucie dla diamentu z Lublina
W finale Gajosz ruszyła znakomicie, uzyskała przewagę. Na finiszowej prostej bardzo mocno wiało w twarz, lepiej zbudowana Cimanouska zaczęła odrabiać straty. I gdy była już blisko, na samych kratach, Gajosz upadła. Wpadła na metę w... poziomie. Miała szczęście, że stało się to na samym końcu, nie zabrało marzeń. I w tych niekorzystnych warunkach uzyskała drugi czas w karierze - 23.01 s. Cimanouska straciła osiem setnych, ustanowiła rekord sezonu, też zapewne uzyska drugą przepustkę do Birmingham, bo minimum na setkę miała już wcześniej. Brąz zaś wywalczyła Marlena Granaszewska, a biegu nie ukończyły m.in. Nikola Horowska i Magdalena Stefanowicz.

- Nie spodziewałam się, że Kryscina będzie mnie tak szarpać od tyłu. Jak tylko to poczułam, to najpierw poszła lewa noga, później prawa. No i był szczupak na mecie. Może dlatego jest złoto - mówiła później w TVP Sport.
Była szczęśliwa, bo przecież debiutowała w krajowym czempionacie, a w takiej sytuacji presja może odgrywać znaczącą rolę. Podobnie jak rola liderki krajowych tabel. - Zawsze powtarzam, że nie urodziłam się ze złotem w ręku, zawsze miałam te czwarte miejsca. A trener mi powtarzał, że jak wejdę na podium, to już z niego nie zejdę. Inni zaś, że się kończę - przyznała.
Współpraca z Damianem Leszczyńskim daje znakomite rezultaty, ale sama zawodniczka z Lublina nie wie jeszcze, jak będzie wyglądała końcówka sezonu. - To że mamy peak formy nie oznacza, że będziemy biegać wszędzie. Birmingham jest do odhaczenia, a co do memoriału Kamili Skolimowskiej, to nie wiem. Zobaczymy, na ile będę się czuła i czy zdrowie pozwoli, bo ten sezon jest zwariowany.













