Reklama

Reklama

Tydzień Małachowskiego - 300 rzutów dyskiem i 36 ton na siłowni

Piotr Małachowski wykonuje dyskiem 300 prób tygodniowo, a na siłowni przerzuca 36 ton. Wszystko po to, by w mistrzostwach świata w południowokoreańskim Daegu sięgnąć po złoty medal. Ze spokojem podchodzi natomiast do rywalizacji w Diamentowej Lidze.

- Oczywiście jak przelicza się wszystko na liczby i tony, to brzmi nieźle, ale nadal uważam, że wcale nie pracuję przesadnie dużo na siłowni. Trenuję na maksymalnych ciężarach, obciążenia są bardzo wysokie, ale za to nie robię wielu powtórzeń, gdyż wtedy najłatwiej o kontuzję. Oprócz trzech wizyt na siłowni, dochodzą jeszcze rzuty - około 300 tygodniowo - powiedział wicemistrz olimpijski i świata.

Z pierwszego startu w tym sezonie - w Diamentowej Lidze w Dausze (6 maja) - jest umiarkowanie zadowolony. Wynik 63,59 go nie satysfakcjonuje.

Reklama

- Obstawiałem, że będzie w granicach 64-66 metrów. Było jednak bliżej i śmieję się sam z siebie. Czułem się dobrze, wszystko było ok. Cieszę się, że mam to już za sobą i puszczam to w niepamięć. Chyba za bardzo się "podpaliłem". Jedynym pocieszeniem jest fakt, że nie oddałem rzutu na maksa. Gdyby tak było i dysk poleciał tylko na 63 metry, to faktycznie byłoby nie najlepiej - ocenił mistrz Europy z Barcelony.

Zawodnik WKS Śląska Wrocław rehabilitacji będzie szukał w kolejnych mityngach. Najbliższy już we wtorek w czeskim Turnovie. Potem wystąpi w holenderskim Hengelo, amerykańskim Eugene i w Szczecinie w Memoriale Kusocińskiego. Małachowski nadal ma mieszane uczucia w sprawie swoich startów w najbardziej prestiżowym cyklu - Diamentowej Lidze.

- Nie wiem na razie jak ją traktować. Jeśli będę widział, że jestem w stanie rzucać 67-68 metrów regularnie na zawodach, to będę jeździł i startował. Po pierwszym mityngu mam mieszane uczucia. W zeszłym sezonie triumfowałem, dlatego w tej chwili jest mi po prostu wstyd, że osiągam odległości na poziomie 63 m - przyznał.

Najważniejsze są dla niego Wojskowe Mistrzostwa Świata w Rio de Janeiro w lipcu i MŚ w południowokoreańskim Daegu (27 sierpnia - 4 września).

Podopieczny trenera Witolda Suskiego we wrześniu poddał się operacji przepukliny. W tej chwili najtrudniej wrócić mu do poprzedniej wagi. - Nadal trochę za dużo ważę, ale poziom siłowy jest odpowiedni. Brakuje trochę dynamiki oraz powtarzalności rzutów. Na treningach zdarza mi się już osiągnąć fajną odległość, ale to jest nadal tylko jedna próba, a takich powinno być sześć - siedem - podkreślił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje