Trzy razy rekord życiowy. Rośnie nam nowy Partyka. Polak wicemistrzem Europy
To największa sensacja w polskiej ekipie w Bergen! Mikołaj Szczęsny został młodzieżowym wicemistrzem Europy w skoku wzwyż, co już samo w sobie jest wielkim sukcesem. Sensacją jest jednak to, że do Norwegii dotarł z rekordem życiowym 2.19 m, tu aż trzykrotnie go poprawiał - do 2.26 m, a na końcu wcale nie był daleki od zaliczenia 2.30 m. Polak przegrał tylko ze znakomitym Włochem Matteo Siolim, który wcześniej był o włos od wyeliminowania na 2.22 m.

Skoczkowie wzwyż swoją rywalizację w Bergen zaczęli w niedzielę jeszcze przed godz. 16.30. Gdy byli daleko od wyłonienia medalistów, zakończył się bieg sztafet kobiecych 4x100 metrów - tam Polki finiszowały drugie, zdobyły srebro. A to był piąty medal dla Polski w tych mistrzostwach.
Radość nie trwała jednak długo, sędziowie przeanalizowali bieg i zmiany, okazało się, że ta między Ingą Kanicką i Magdaleną Niemczyk została przeprowadzona już poza strefą. Biało-Czerwone zostały zdyskwalifikowane, szansa przepadła.
A niespełna godzinę później ze srebra mógł się już cieszyć Mikołaj Szczęsny, który w skoku wzwyż dokonywał rzeczy niesamowitych. Na pewno zaś dla siebie historycznych.
Niesamowity konkurs w Bergen. Mikołaj Szczęsny oddał aż 17 skoków. Trzy razy bił rekord życiowy. Po srebrny medal ME U-23
Z młodzieżowym skokiem wzwyż mamy piękne wspomnienia, bo przecież złoto w rywalizacji juniorów zdobywał kiedyś Artur Partyka, w hali w Glasgow w 1990 roku skoczył 2.33 m. Miał wtedy 20 lat. Rywalizację młodzieżowców o medale wprowadzono niedługo później.
A w 2003 roku w Bydgoszczy sensacyjne złoto w ME U-23 zdobył Aleksander Waleriańczyk, z doskonałym wynikiem 2.36 m, który pozostał jego rekordem życiowym do końca niedługiej zresztą kariery sportowej. I do dziś to jest najlepszy wynik w historii młodzieżowych zmagań na kontynencie.

Trudno było tu jednak liczyć, że Szczęsny będzie w stanie powalczyć w Bergen o medal. Rywale skakali jednak od niego dotąd znacznie dalej, w finałowej dwunastce - aż sześciu. A poza zasięgiem miał być Włoch Matteo Sioli, jeszcze 19-letni, będzie mógł więc walczyć o złoto także za dwa lata w Bydgoszczy. Czyli w mieście, które reprezentuje Szczęsny, jest zawodnikiem Zawiszy. A pochodzi z Łęczycy.
Polak zaczął od wysokości 2.05 m - inni ją opuszczali. Później zaliczył 2.09, 2.13 m, mały problem był na 2.16. Dwa lata temu w Espoo do zdobycia medalu wystarczyło 2.19 m, do złota zaś - 2.22 m.
Teraz tę pierwszą wysokość zaliczyło aż sześciu skoczków - w tym Polak. I co ważniejsze, za pierwszym razem. Wyrównał więc rekord życiowy. A później zaczęło się robić niezwykle ciekawie.
2.22 m przerzedziło bowiem stawkę. W pierwszej próbie pokonał poprzeczkę Melwin Lycke Holm, syn byłego mistrza olimpijskiego Stefana Holma. A w drugiej próbie - Polak. Poprzeczka zadrżała, ale nie spadła. Ogromne problemy miał Sioli, brązowy medalista halowych ME z Apeldoorn (2.29 m), wielki faworyt, ale i jemu udało się to w ostatnim dopuszczalnym momencie.
Teraz było więc 2.24 m - Sioli zaliczył tę wysokość w drugiej kolejce, Polak i Szwed po dwa razy strącili. A później Szczęsny skoczył 2.24 m, awansował na moment na drugie miejsce. Tyle że Holm odpowiedział tym samym. Kolejność wyglądała tak: Sioli, Holm, Szczęsny.
A zatem 2.26 m i powtórka z rozrywki. Znów Holm za drugim razem, a Szczęsny - za trzecim. Polak pobił kolejny raz rekord życiowy, znów drżała ta poprzeczka, ale nie spadła. A Holm nie dał rady!
Teraz Szczęsny i Sioli skakali już 2.28 m. Najpierw Włoch - po mistrzowsku, zaliczył. Polak wolał już przenieść swoje próby na 2.30 m, bo ta wysokość mu nic nie dawała. Pierwszą jednak stracił, bo zmianę zgłosił za późno.
A na 2.30 m dwa razy było dobrze, za pierwszym razem - nawet bardzo blisko pokonania. Nie udało się, a Sioli pobił rekord życiowy, skoczył to 2.30 m. I to on odebrał złoto, a Polak - srebro.
Dostał też jeszcze jedną nagrodę - dyrektor Memoriału Kamili Skolimowskiej Marcin Rosengarten zaprosił go do udziały w tegorocznej Diamentowej Lidze w Chorzowie. I rywalizacji z najlepszymi na świecie - już za niespełna cztery tygodnie.












