Mistrzostwa świata juniorów w Eugene to impreza kierowana głównie do zawodniczek i zawodników z roczników 2007 i 2008. Globalne zmagania odbywają się co dwa lata, te młodsze roczniki zawsze są nieco poszkodowane. Nie oznacza to jednak, że juniorzy młodsi, czyli 17- i 16-latkowie nie mają prawa wstępu. Mają, ci genialni są nawet w stanie powalczyć o medale. 16-letnia jeszcze Włoszka Kelly Doualla, urodzona w listopadzie 2009 roku, w finale sprintu na 100 metrów była w stanie wywalczyć dziś brązowy medal. Za dwa lata będzie faworytką do złota.
Tak samo być może będziemy za 24 miesiące postrzegać szanse Kingi Jackowskiej - wybitnie uzdolnionej kulomiotki, którą od kilku lat prowadzi w Szczytnie Maciej Bukowiecki. Dwa tygodnie temu w Rieti zdobyła tytuł wicemistrzyni Europy juniorek młodszych, wśród rówieśniczek. A teraz ruszyła po doświadczenie do Eugene, bo miała minimum na zmagania w kategorii U-20. Choć tu szczytem marzeń był już sam awans do finału.
Mistrzostwa świata w Eugene. Kinga Jackowska w finale pchnięcia kulą. Najmłodsza w stawce
Ten awans Jackowska wywalczyła - z dwunastym wynikiem eliminacji (15.45 m), zaledwie o 10 cm gorszym od rekordu życiowego. Sęk w tym, że był to też najsłabszy wynik wśród uczestniczek tego finału. Do dwóch kolejnych zawodniczek brakowało ponad 30 cm. I to dość jasno pokazywało, jakie szanse może mieć Kinga w tej elicie. A ona walczyła, jako jedyna z rocznika 2009 w stawce. Dziewięć rywalek urodziło się w 2007 roku, dwie w 2008.
Jackowska pchała jako dwunasta, ostatnia. Miała więc przegląd tego, co robiły jej rywalki.
A te zaczęły mocno, wręcz bardzo mocno. Kolejność po losowaniu była taka: najpierw liderka światowych list Jessica Oji z Nigerii (18.50 m w tym roku), po niej druga w klasyfikacji - Ekwadorka Belsy Jennifer Quinonez (17.75 m). Kulomiotka z Afryki od razu zameldowała się w rankingu z wynikiem 18.05 m, Quinonez pobiła rekord życiowy - teraz to było już 17.90 m.

Gdy jeszcze po chwili Niemka Emily Scherf uzyskała 16.93 m, było już jasne, że strefa medalowa jest poza zasięgiem młodej zawodniczki ze Szczytna.
Celem Jackowskiej było tu jednak zbieranie doświadczenia, zapoznanie się z atmosferą zmagań, w których ona może brylować za dwa lata. A przy odrobinie szczęścia być może powalczenie o prawo do czwartej próby, czyli zajęcie miejsca w najlepszej dziesiątce.
Gdy Polka weszła do koła, do ósmej pozycji wystarczało równe 15 metrów, trzy rywalki nie miały bowiem mierzonego podejścia. Kinga uzyskała jednak 13.68 m - odległość trochę odstająca od tych, które były wcześniej mierzone. W eliminacjach 17-latka też zaczęła podobnie, swoje 15.45 m uzyskała w drugim podejściu.
Tymczasem gwiazdy wciąż szalały: Oji poprawiła się na 18.08 m, Quinonez uzyskała 17.59, a Scherf pobiła rekord życiowy - 17.23 m.
Te rywalki Polki, które paliły pierwsze próby, też się poprawiły, poza Jamajką Mills. Polka spadła więc na przedostatnie miejsce, aby wskoczyć do TOP 10 potrzebowała 14.85 m. Tyle że jej próba nie została początkowo zmierzona. Protest sprawił, że w tabelce pojawił się jednak wynik Kingi - 14.68 m.
Została więc jeszcze jedna szansa, by znaleźć się w dziesiątce. Po raz trzeci z koła wyszła Jamajka Mills, Polka wciąż musiała wyprzedzić jedną rywalkę. Nie udało się, w trzeciej kolejce miała 14.10 m, zakończyła te mistrzostwa świata na 11. pozycji. Jak na jej wiek - znakomitej.
Na szczycie sytuacja już się nie zmieniła. Złoto trafiło do Oji, srebro do Quinonez, a brąz - do Scherf.
Na polski medal musimy poczekać do sobotniego poranka.













