Owszem, Klaudia Kazimierska, gdy wyjeżdżała do Eugene w 2022 roku, była zawodniczką obiecującą, jako nastolatka zdobywała medale w kontynentalnych mistrzostwach juniorskich. Tyle że w 2021 roku biegała 1500 metrów w okolicach 4:15 - 4:17 - to czasy nie dające żadnych nadziei na sukcesy nawet w zmaganiach krajowych. Dziś bez większych problemów łamie cztery minuty, ma za sobą finały najważniejszych imprez: igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata oraz halowych mistrzostw świata.
A przed sobą - walkę o medal ME, może nawet i złoty, w Birmingham - już za nieco ponad dwa tygodnie.
Kazimierska przyleciała do Polski w środę - dosłownie na chwilę, pięć dni. W Birmingham mogłaby biec tak na 800, jak i na 1500 metrów - na obu dystansach uzyskała kwalifikacje. Wybierze ten dłuższy, to na nim rywalizuje z najlepszymi na świecie. I musi przygotować się na to, by dzień po dniu przebiec go w odpowiednim tempie. Trzy serie eliminacyjne zaplanowano bowiem na sobotnie południe 15 sierpnia, a finał będzie ostatnią indywidualną konkurencją całych ME - w niedzielę 16 sierpnia.
Stąd decyzja, by w mistrzostwach Polski rywalizować tak na 800, jak i na 1500 metrów. W piątek Kazimierska mogła pobiec treningowo w półfinale krótszego dystansu, w sobotę już na poważnie w finale, a w niedzielę czeka ją finał 1500 metrów.
Jest też wielce prawdopodobne, że Białystok opuści z dwoma złotymi krążkami.
Mistrzostwa Polski w lekkiej atletyce. Rewelacyjny bieg Klaudii Kazimierskiej w finale 800 metrów
Można gdybać, jak wyglądałby finał na tym dystansie, gdyby na start w nim zdecydowała się Anna Wielgosz - pierwsza Polka od czasów Joanny Jóźwik, która złamała barierę 1:58.00. Zawodniczka Resovii swoje przygotowania do ME testowała jednak poprzez występ na 400 metrów, a w niedzielę pobiegnie na 1500. Była za to Weronika Lizakowska, ale i Aleksandra Formella, walcząca o minimum na mistrzostwa Europy.
I to właśnie ona ruszyła ze startu w zaskakującym tempie, momentalnie uzyskała pięć, później 10 metrów przewagi nad peletonem, który prowadziła Kazimierska. Pierwsze okrążenie Formella zaliczyła w 58.76 s, Klaudia traciła na pewno ponad sekundę.

Gdy miały w nogach nieco ponad 500 metrów, Kazimierska podkręciła tempo. Momentalnie zbliżyła się do Formelli, a na początku łuku już ją wyprzedziła. Nie odpuściła też na końcówce - stąd tak rewelacyjny czas. Finiszowała w 1:58.97 - aż o 92 setne poprawiła rekord mistrzostw Polski, który należał od 1980 roku do Joanny Januchty. Zresztą rekordzistki kraju.
Formella zaryzykowała, chciała pierwszy raz w karierze złamać dwie minuty, uzyskać minimum do Birmingham. Skończyła jednak druga, w czasie 2:00.79. Z kolei Lizakowska zaczęła ostatnią prostą na piątej pozycji, ale zaatakowała po drugim torze. I wywalczyła brąz - z nowym rekordem życiowym (2:01.50).
W przypadku Kazimierskiej warto zwrócić uwagę na jedną rzecz - gdy pod koniec maja biła w Los Angeles życiówkę (1:58.18), pierwsze okrążenie pokonała w 58.82 s. Dziś to drugie prawdopodobnie było szybsze, mimo że wtedy aż do kreski ścigała się z Roisin Willis. A dziś przez ostatnie 200 metrów nie miała już nikogo obok siebie.
- Jeśli mam być szczera, to wczoraj nie czułam się dobrze. Przez podróż, testuję przeloty pod mistrzostwa Europy i już wiem, że potrzebuję dodatkowego dnia. Wracam w poniedziałek do USA, muszę to logistycznie opracować i ułożyć - mówiła Klaudia Kazimierska w rozmowie z red. Michałem Chmielewskim w TVP Sport. - Zawsze wpisuję sobie w telefonie cel na bieg, mogę pokazać. Teraz było: biegnij spokojnie, rywalizuj, a na końcu mocno. I to spełniłam - dodała.
Zapowiedziała też, że w Birmingham nie będzie biec na 800 metrów, chce powalczyć o medal na 1500. A później, w Diamentowej Lidze w Chorzowie - zaatakować rekord Polski na tym dłuższym dystansie.














