Trzeba było czekać aż 32 lata. Medalista z Torunia z rekordem świata
Ledwie zakończył się sezon halowy, a ostatnim jego punktem były mistrzostwa świata w Toruniu, a już ze świata, głównie z USA, Jamajki i Australii, docierają informacje o rezultatach niekiedy wybitnych. I to na przełomie marca i kwietnia, czyli przed zasadniczym startem sezonu. A takim właśnie był rezultat jednego z bohaterów toruńskiego czempionatu - Kishane'a Thompsona. Jamajczyk w Miramar koło Miami uzyskał najlepszy czas w historii na nietypowym dystansie 150 metrów. Pamiętacie państwo Linforda Christie? To do niego należał poprzedni rekord.

Dwa tygodnie temu poznaliśmy halowe mistrza świata na dystansie 60 metrów - wyłoniono go w Toruniu, po raz drugi nasz kraj organizował bowiem globalne zmagania najlepszych lekkoatletów. Spodziewano się, że złoto trafi albo do Kishane'a Thompsona, jamajskiego giganta, wicemistrza świata z Tokio i wicemistrza Olimpijskiego z Paryża na 100 metrów. Bądź do Trayvona Bromella, niższego o kilkanaście centymetrów Amerykanina, który był już mistrzem świata w hali, a na stadionie wywalczył indywidualnie dwa medale MŚ. Ten drugi kapitalnie rusza z bloków, niczym torpeda. A wysoki Kishane rozpędza się dość wolno, ale na końcu jest już najszybszy.
Obaj uzyskali czas 6.45 s, o jedną tysięczną lepszy okazał się Jamajczyk. Ale nie stanął na najwyższym stopniu podium, bo od obu lepszy - trochę sensacyjnie - okazał się Jordan Anthony z USA. I to dość wyraźnie, o cztery setne. Na tym dystansie to jednak sporo.
Kishane nie zrobił sobie jednak zbyt długiej przerwy. Dziś pojawił się na starcie świetnie obsadzonych zawodów w Miramar koło Miami na Florydzie - a to znany lekkoatletyczny stadion. I "wykręcił" najlepszy czas w historii dość nietypowego dystansu.
Kibice w Miramar świadkami historycznego biegu. Kishane Thompson bohaterem dnia
Mowa bowiem o dystansie 150 metrów, czyli czymś pośrednim między 100 a 200 metrów. Jakby skrojonym pod możliwości wysokiego Jamajczyka, który jest w stanie długo wytrzymywać narzucone sobie olbrzymie tempo. World Athletics oficjalnie nie uznaje tu rekordów świata, bo nie jest to też oficjalny dystans. A do tego trzeba jeszcze zaznaczyć, że w przeszłości organizatorzy niektórych zawodów "ułatwiali" zadanie sprinterom i budowali tak długie proste odcinki. Na normalnym stadionie to zaś niemożliwe - płotkarze biegają na 110 metrów.
Gdyby więc patrzeć wyłącznie na bieg na 150 metrów po prostej, jak zauważył lekkoatletyczny ekspert i statystyk Tomasz Spodenkiewicz, Usain Bolt pobiegł w 2009 roku w Manchesterze w 14.35 s.
Początek na łuku to jednak zupełnie inna kwestia - tu rekord należał do słynnego Brytyjczyka Linforda Christie - urodzonego na Jamajce, ale wychowanego i reprezentującego Wielką Brytanię. Byłego mistrza świata i mistrza olimpijskiego na 100 metrów. On 4 września 1994 roku przebiegł ten dystans w Sheffield w 14.97 s, a rok później nawet w 14.74 s. Tyle że w tym drugim przypadku za mocno wiało w plecy (+3,9 m/s), co sprawiło, że sam wynik nie mógł być uznany za jego "życiówkę".
A dziś w Miramar aż dwóch zawodników uzyskało czas lepszy: triumfator biegu Kishane Thompson (14.92 s), ale także i drugi Tapiwanashe Makarawu (14.96 s). Reprezentant Zimbabwe ustanowił nowy rekord Afryki.












