Czwartkowy mityng World Athletics w Lucernie był powrotem do profesjonalnej rywalizacji Cypriana Mrzygłóda - aktualnego jeszcze mistrza Polski, którego aspiracje sięgają medali globalnych imprez. W poprzednim sezonie ustanowił rekord życiowy - 85.92 m, bynajmniej nie był to jednorazowy wystrzał. Na światowej liście - spośród Europejczyków - wyżej sklasyfikowany był tylko Niemiec Julian Weber, bo trudno poważnie tu traktować Białorusina Aliaksieja Katkawieca, skoro ten i tak nie może występować w międzynarodowych zawodach.
Mrzygłód był jednak zawiedziony po mistrzostwach świata w Tokio, bo tam nie dostał się do finału - w przeciwieństwie do Dawida Wegnera. Zdecydował się na operację stawku kolanowego, do tego dołożył jeszcze staw skokowy, który też mu przeszkadzał. Już wtedy mówił red. Tomaszowi Kalembie, że wszystko podporządkowuje pod igrzyska w Los Angeles, te odbędą się w lipcu 2028 roku. A jeśli się uda, być może wróci do rywalizacji tego lata.

I tak się stało - pojawił się na starcie w Lucernie. W znakomitej stawce uzyskał ósmy rezultat dnia, 78.53 m dawało nadzieję, że w kolejnych zawodach pojawią się już osiemdziesiątki. Mało tego, zdołał nawet o kilka centymetrów pokonać mistrza olimpijskiego z Paryża Arshada Nadeema. Można się było spodziewać, że zobaczymy Mrzygłóda w Białymstoku, jak walczy o obronę złota w mistrzostwach Polski. A później - już w Birmingham.
Zawodnik ALKS AJP Gorzów poinformował jednak, że nigdzie się nie wybiera.
Cyprian Mrzygłód kończy sezon. Rusza z nowym projektem w życiu zawodowym
"Cieszę się bardzo, że mogłem ogólnie wystartować bo to nie było takie oczywiste w tych przygotowaniach" - tak zaczął swój wpis na Instagramie 28-latek. A później zaznaczył, że kolejnych występów w tym sezonie już nie będzie. "Z takim wynikiem raczej nie będę szukał w tym roku czegoś "łał" w Europie, a zdrowie po ostatnim starcie niestety nie jest jeszcze gotowe na więcej. Do zobaczenia w kolejnym sezonie" - poinformował lekkoatletycznych fanów.
Wiele dające jest to, co czołowy lekkoatleta w naszym kraju napisał później. A są to zdania dość mocno oddające obecne realia - zwłaszcza te finansowe.
"Perspektywa igrzysk olimpijskich, które odbędą się za dwa lata sprawia, że raczej nie zakończę kariery. Wsparcie finansowe jest potrzebne do funkcjonowania, bo gdy trenuje się 5 godzin dziennie przez wiele lat, a realnie wystarcza to na naprawdę skromne potrzeby, to lepiej pójść do pracy i mieć coś pewnego niż stres, który z czasem może człowieka wyniszczać zdrowotnie" - napisał.
I poinformował, że zaczyna pracę jako... trener przygotowania motorycznego.











